Lewicowe mity o polskich nierównościach?

Niedawno przeczytałem książkę „Duch Równości” Richarda Wilkinsona i Kate Pickett. Autorzy zajmują się wpływem nierówności finansowych na różne aspekty życia. Powołują się na setki różnych badań, które prowadzą zawsze do tego samego wniosku: za duże nierówności prowadzą do rozpadu harmonii społecznej, do pogorszenia sytuacji zarówno biednych jak i bogatych (sic!) na bardzo różnych polach – od otyłości poprzez choroby psychiczne do gwałtownie rosnącego wskaźnika pryzonizacji. 

W Polsce takie podejście nie ma szans na przyjęcie i rozpropagowanie. Media i główny nurt ekonomistów apele o zmniejszenie rozwarstwienia z całą pewnością określiłyby jako populizm. Popieranie większej równości spowodowałoby pojawienie się zarzutów mówiących o „socjalistach” czy przypomnienie jak to było niedawno w tak zwanym realnym socjalizmie. Zdarzają się nawet przypadki (wcale nie tak rzadkie), że osoby które nie czytały książki o której mówię bardzo ją krytykują. To taka polska specyfika: nie czytałem, ale tezy są niezgodne z moją ideologią, więc czytał nie będę, ale krytykować nie przestanę. 

Badania, w odróżnieniu od uprzedzeń, pokazują jednak, że im większa równość, tym lepiej się dzieje w społeczeństwach. Można więc prowokacyjnie powiedzieć, że należy doprowadzić do sytuacji, w której współczynnik Giniego jest równy zero (wszyscy mają tyle samo). To oczywiście jest żart, ale nie zmienia to faktu, że ja jestem za większą niż obecnie obserwowana równością. Przede wszystkim jestem za tym, żeby nie można było stać się bogatym (naprawdę bogatym) człowiekiem nie inwestując własnych pieniędzy. 

Od 30 mniej więcej lat można to spokojnie osiągnąć stając się prezesem prawie każdej potężnej firmy, zarabiając olbrzymie pieniądze, a na odchodnym otrzymując „złoty spadochron” wartości milionów dolarów (euro złotych). W USA prezesi zarabiali w latach 70. tych XX wieku 40 razy więcej niż wynosiła mediana zarobków ich pracowników. Teraz zarabiają 500 razy więcej. To jest nie tylko niemoralne – to jest też szkodliwe, bo szkodzi firmom, którymi kierują ci prezesi (są nastawienie na natychmiastowe zyski, niekoniecznie mając na widoku dobro firmy) i całemu społeczeństwo. 

Wmawianie ludziom, że prezesi muszą tyle zarabiać, bo mają nadludzkie umiejętności jest oszustwem. Nie muszą. W Japonii rozpiętość jest nadal taka jakw USA w latach70. tych. W większości przypadków ludzie z tej kasty „wybrańców” nie mają niezwykłych umiejętności. Mają za to umiejętność (lub szczęście) wejścia do grona osób, którzy krążą miedzy zarządami, radami nadzorczymi i rządami oraz organizacjami rządowymi. Zawsze są na wysokich stanowiskach. Amerykanie nazywają tę sytuację „drzwiami obrotowymi” – u nas byłby to zapewne „karuzela stanowisk”. 

Problem widzi coraz większa ilość ludzi. Mała zagadka – kto to powiedział: „W świecie finansów nie ma dziś żadnych hamulców, żadnej wstrzemięźliwości. Rządzi chciwość. Wynagrodzenia uzyskiwane w bankach, na szczytach wielkich korporacji, nie mają żadnego uzasadnienia społecznego. Są niczym innym jak bardziej skomplikowaną formą kradzieży. Trzeba to ukrócić.”? Nie będę trzymałw niepewności. ZbigniewBrzeziński w wywiadzie dla „Wprost”. Ostre słowa, ale jakże usprawiedliwione. Udało się zgadnąć, albo pomogło oczytanie? To może kolejna zagadka – znowu pytanie o autora słów: „Niezwyczajna aktywność banków centralnych, jeszcze bardziej zaburzyła dystrybucję bogactwa. Powoduje ona wzrost wartości aktywów, ale nie realnej gospodarki. Bogaci korzystają na tym dysproporcjonalnie dużo”. odpowiedź: Mohamed El-Erian, szef Pimco, największego na świecie funduszu obligacji. 

Jestem za większą równością, ale nie popieram na przykład pomysłu François Hollande, prezydenta Francji, żeby najwyższe dochody opodatkować podatkiem w wysokości 75 procent. W Polsce takim podatkiem obłożone są dochody nieudokumentowane. Prawdą jest jednak i to, że nasze media (bardzo antyrównościowe) robią z Hollanda potwora, a tymczasem jego reforma podatkowa ma dotyczyć jedynie 3.000 najbogatszych Francuzów. 

W Polsce współczynnik Giniego rośnie bardzo szybko. Przed 1989 rokiem wynosił 0,26, a obecnie już blisko 0,35. Lokujemy się wśród państw najbardziej nierównych w Unii Europejskiej. Jesteśmy nawet w nieco gorszej sytuacji niż Wielka Brytania (0,34), czy Włochy (0,32). Dobrze, że jesteśmy lepsi od Rosji czy USA (współczynniki powyżej 0,45). To, w połączeniu z wnioskami z ksiązki, o której mówię na początku tekstu, powinno dać rządzącym do myślenia. Media (za wyjątkiem tych bardziej lewicowych) na to na razie nie pozwalają, blokując debatę publiczną. 

Może z czasem się to zmieni, ale na razie nie widzę głosów zbieżnych z moimi. Dostrzegam za to głosy apologetów nierówności.W marcu w „Rzeczpospolitej” przeczytałem omówienie raportu GUS („Struktura wynagrodzeń według zawodów”). W artykule porównano 10 procent najlepiej zarabiających do 10 procent najmniej zarabiających. Autorka pisze o rozwiewaniu „lewicowych mitów” dotyczących nierówności w naszym państwie. Podobno nierówności są coraz mniejsze. 

Według gazety dyrektorzy zarządzający zarabiają średnio 68 złotych za godzinę pracy, czyli mniej niż 12.000 złotych miesięcznie. Musieli się uśmiać czytając takie statystyki, mimo że z pewnością są prawdziwe. Tyle tylko, że średnia niewiele mówi o sytuacji na danym polu. Interesujące było to, że dolne ograniczenie zarobków tych bogatych, w stosunku do których porównywano uboższych, wyniosło mniej niż 6.000 złotych miesięcznie. Jeśli do zamożnych zaliczymy tych, którzy zarabiają poniżej 4000 netto (okolice 6.000 brutto) to też można się będzie uśmiać. 

Indywidualny ogląd każe mocno powątpiewać w to, że nierówności w naszym kraju się zmniejszają. Nie tylko współczynnik Giniego mówi nam, że nierówności rosną i to bardzo szybko. Wystarczy spojrzeć na różnego rodzaju kontrakty menadżerskie, na odprawy i na to jak biznes walczy z podnoszeniem płacy minimalnej, żeby dostrzec rosnące rozwarstwienie. Skoro tak jest to trzeba poszukać luk, w rozumowaniu prowadzącym do obalania lewicowych „mitów”. 

Popełnia się duży błąd, jeśli pisze się o nierównościach w społeczeństwie opierając się na raporcie mówiącym o płacach w firmach zatrudniających ponad 9 osób (a przecież małych firm jest w Polsce najwięcej). Nawiasem mówiąc interesujące jest to czy i jak liczone były wynagrodzenie z umów śmieciowych, których przecież jest w Polsce coraz więcej (podobno już 1/3 nowych umów to umowy śmieciowe). Poza tym w Polsce klasa średnia jest tak wąska, że porównanie górnych 10 procent z dolnymi 10 procentami nie ma sensu. Naprawdę śmietankę spija górne 2-5 procent, a o ich zarobkach często GUS nie ma zielonego pojęcia. 

Nierówności dotykają najbardziej, Polaków pozostających bez pracy, o których GUS nic przecież nie mówi. Wniosek jest prosty: „lewicowe mity” nie zostały obalone. Wyciągnięto niewłaściwe wnioski z rzetelnego raportu na inny temat. Nierówności w Polsce rosną, a to będzie nam bardzo szkodziło, jeśli tego błędnego koła nie przerwiemy. 

Autorzy wspomnianej na początku ksiązki próbują podawać przykłady kierunków, które umożliwią zmniejszenie rozwarstwienia. Problem w tym, że pokazywane przykłady rażą brakiem możliwości ich rozprzestrzenienia. Mówienie o akcjonariacie pracowniczym, o spółkach pracowniczych i tym podobne rozwiązania nie mają szans na szersze upowszechnienie. Metoda powolnych zmian nie sprawdzi się, bo elita przecież dobrowolnie nie zrezygnuje z kroci, jakie zarabia. Nie każdy jest Warrenem Buffetem domagającym się zwiększenie podatków dla bogatych. 

Skoro tak to trzeba wrócić do tego, o czym już kiedyś pisałem. Wynikiem spauperyzowania społeczeństw i zwiększenie nierówności będzie wzrost znaczenia partii populistyczno – nacjonalistycznych. Widzimy to już w wielu krajach. W niektórych tylko zwiększają ilości głosów w parlamentach (Grecja) lub w wyborach prezydenckich (Francja), ale na Słowacji już wygrali. Mogą doprowadzić do takiego wrzenia, że prawdziwe się stanie to, co napisał w 2009 roku Simon Johnson, były główny ekonomista MFW, w swoim artykule w magazynie Athlantic Monthly „Quiet Coup”: elity same nie ustąpią, a żeby je usunąć potrzebna będzie rewolucja. A rewolucja jak dobrze wiemy z historii to nic przyjemnego… 

 

Zapraszam na zaprzyjaźniony ze mną portal: http://studioopinii.pl/

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

(komentarz pojawi się po zatwierdzeniu)

Piotr Kuczyński
Piotr Kuczyński