LIST OTWARTY DO GRACZY GIEŁDOWYCH

Kilkanaście miesięcy temu napisałem „list otwarty do ubezpieczonych w ZUS”. Dziś pozwolę sobie na „List otwarty do graczy giełdowych”.

Przeczytałem bowiem wypowiedź jednego z analityków, że „prognozowanie nie ma sensu. Najważniejsze są teraz spotkania regulatorów w weekend i ewentualnie podjęte decyzje”.

To ciekawe dlaczego prognozowanie miało sens wówczas gdy „rynki finansowe” zachowywały się równie irracjonalnie jak dziś, z tym tylko, że a rebours i ludzie kupowali wszystko na pniu.

Giełdą żądzą sentymenty. Raz panuje panika a raz euforia. Obie złe. Ale drobni ciułacze ulegają, niestety, obu – zazwyczaj kupują w euforii „na górce” i sprzedają w panice w największym „dołku”.

Jako że „w górce” przez kilkanaście miesięcy mówiłem, że jak rośnie, to będzie spadało, to teraz mam prawo mówić, że skoro spada, to będzie rosło. A jako że nie gram na giełdzie, nie mam żadnego interesu, żeby się martwić o to, co się w tym kasynie dzieje. Mam 15 akcji – po jednej co ważniejszych spółek, jako tak zwane „wejściówki” na walne zgromadzenia. Uspakajam więc spanikowanych ciułaczy dla ich własnego dobra. Nie dlatego ojciec syna bił, że grał w kasynie i przegrał, tylko dlatego, że się chciał odegrać. Jak więc ktoś był na tyle nieroztropny (trudno, zdarza się) że kupił akcje na szczycie „górki” (o czym nie wiedział gdy kupował mając nadzieję, że hossa obiecywana przez tych samych analityków co dzisiaj „nie chcą prognozować” będzie trwała jeśli nie wiecznie to przynajmniej przez jakiś czas),  to niech przynajmniej nie próbuje się teraz „odgrywać” i niech nie sprzedaje w dołku. Nawet jak jeszcze spadnie, to kiedyś znowu ruszy do góry! Jak komuś nie brakuje na chleb do pierwszego to niech zapomni na jakiś czas, że zagrał na giełdzie. Co prawda analitycy giełdowi uparcie nazywali to inwestowaniem, ale tylko wówczas jak trwały wzrosty. Dziś mówią o „panice” – a przecież „inwestowanie” powinno być racjonalne. Nieprawdaż? Więc drodzy ciułacze postąpcie tym razem racjonalnie i skoro kupiliście „na górce”, to przynajmniej nie sprzedawajcie „w dołku”.

A jak nie przekonuje was argument racjonalny, to może przekona was irracjonalny: w ten sposób zrobicie na złość tym „rekinom giełdowym”, którzy próbują was jeszcze troszkę „przetrzymać” i sprawić, żebyście się jednak wyprzedawali. Bo oni wtedy zaczną kupować. Powoli, ale zaczną. Przecież nie mogą ze swoimi pieniędzmi zrobić tego samego co wy ze swoimi i schować je w skarpetkę.

Robert Gwiazdowski
Robert Gwiazdowski