Mało włożyć, dużo wyjąć

Poruszenie opinii publicznej wywołała informacja, że pierwsze wypłaty z kapitałowych emerytur z OFE wyniosły 23 zł i 65 groszy miesięcznie. Ludzie mogli odnieść wrażenie, że polska reforma systemu emerytalnego okazała się totalną klęską, a wszystkich przyszłych emerytów czeka bieda z nędzą.

 

 

Powyższa informacja okazała się bardziej niż nieścisła. Nie napisano, że emerytka, której przypadła taka wypłata otrzyma równocześnie wielokrotność tej kwoty w ramach pierwszego filara. Istotą reformy systemu jest bowiem stopniowe wypieranie starego systemu, a to co obserwujemy, to tylko nieśmiały początek.

 

 

23,65 zł dotyczy jednej konkretnej kobiety urodzonej w 1949 roku, która zgromadziła w OFE około 5 tys. złotych. Wpłacała ona do OFE średnio około 50 zł miesięcznie i przytrafiały się jej przerwy w zatrudnieniu. Zgromadzona kwota gwarantuje wypłaty tej wysokości na około 20 lat, tak by przy założeniu średniego statystycznie czasu „dożycia” zgromadzonych środków wystarczyło do końca życia emerytki. Kolejne roczniki emerytek, a od 2014 roku także emerytów będą otrzymywały coraz większe kwoty z systemu OFE, a wypłaty z pierwszego filara (klasycznego ZUS) będą powoli zastępowane wypłatami kapitałowymi.

 

 

Histeria wytworzona przy debiucie pierwszej drobnej wypłaty emerytury z OFE jest wymowna. Bez większej przesady można powiedzieć, że ludzie oczekują bardzo wysokich emerytur po krótkim okresie pracy i niskim poziomie składek wnoszonych do systemu. Powstaje zasadnicze pytanie, kto miałby wypełniać lukę między wypłacaną emeryturą a oczekiwaniami. Inwestowanie składek początkowo dawało imponujące zwroty, po czym sytuacja się znacznie pogorszyła.

 

 

W tradycyjnym systemie repartycyjnym ubezpieczeń społecznych, który wprowadzono w latach 30-ch ubiegłego wieku emerytury były wypłacane ze składek ludzi aktualnie pracujących. Taki system działa bez większych problemów pod warunkiem utrzymywania odpowiedniej proporcji między liczbą pracujących i liczbą pobierających emerytury. Przy odpowiednio wysokiej relacji jednych do drugich składki emerytalne nie muszą nawet być bardzo wysokie.

 

 

Takiego systemu nie da się utrzymać przy starzejącym się społeczeństwie, w którym ludzie przechodzą na emerytury średnio dobrze przed 60-tką, tak, jak ma to miejsce w Polsce. Rosnące składki powodują obciążenia kosztów pracy i emerytury muszą być przez to coraz niższe. Powstaje poważny kłopot, jeżeli prawo uniemożliwia obniżanie wysokości emerytur. Jedynym wyjściem stają się gigantyczne dotacje z budżetu oznaczające także wyższe podatki. Kontynuacja systemu repartycyjnego doprowadziłaby niechybnie do katastrofy polegającej na pauperyzacji wielu emerytów z dolnych decyli rozkładu dochodów.

 

 

System emerytur kapitałowych rozwiązuje problem w kilku aspektach. Obciąża co prawda, budżet w okresie przejściowym między systemem repartycyjnym a kapitałowym, jednak doprowadza do odpowiedzialności ludzi za ich własne emerytury: tyle dostajesz, na ile zapracowałeś. Stwarza też możliwość powiększania osobistego wkładu do systemu dzięki obracaniu kapitałem przez zarządzających funduszami OFE.

 

 

Nowy system wymusza na przyszłych emerytach, zrozumienie tego, że ich emerytura będzie główne zależała od kwoty zgromadzonej w formie składek. Jeżeli ktoś zamierza płacić składki przez 25 lat, to nie może oczekiwać wysokiej emerytury przez następne 25 lat. Jeżeli natomiast ktoś pracuje 40 lat i dodatkowo płaci składki w prywatnej ubezpieczalni, to może liczyć na znacznie lepsze zabezpieczenie materialne po przejściu na emeryturę.

 

 

Jeden z krytyków systemu emerytalnego, ultra-liberał, zmarł przedwcześnie. Po tym smutnym fakcie okazało się, że przez pewien czas przed śmiercią przestał opłacać składki ZUS (był bowiem przedsiębiorcą i sam opłącał sobie składki) uznając to za bezsens, jak się domyślam. Z największym trudem, w drodze wyjątku, udało się odzyskać rentę rodzinną dla wdowy i dzieci.

 

 

Morał z powyższej historii jest taki, że zanim ktoś weźmie się za krytykę systemu ubezpieczeń społecznych powinien go poznać i zrozumieć oraz wyciągnąć wnioski dla siebie i swoich bliskich.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Bohdan Wyżnikiewicz
Bohdan Wyżnikiewicz