Mieszkanie Plus daleko od centrów miast?

W środę poznaliśmy wreszcie pierwsze konkrety dotyczące rządowego programu mieszkaniowego Mieszkanie Plus. Jeśli inwestycje będą realizowane w lokalizacjach takich jak ta, zaproponowana w Katowicach, niestety nie będzie to dobra wiadomość dla włodarzy miast i ich przyszłego rozwoju.

Potrzeba efektywnych programów wspierających mieszkalnictwo jest w Polsce ogromna i co do tego nie mam jakichkolwiek wątpliwości. Wciąż borykamy się z problemem niedostępności mieszkań dla wielu grup społecznych, których nie stać na zakup mieszkania na rynku czy to wtórnym czy pierwotnym.

Jednak oprócz rozwiązywania bieżących problemów związanych z potrzebami mieszkaniowymi Polaków, niezwykle istotną kwestią jest także proces urbanizacji polskich miast. Największe polskie aglomeracje rozwijają się, mimo kryzysu demograficznego, w bardzo szybkim tempie. Niestety często towarzyszy mu wymykające się spod kontroli zjawisko rozlewania się miast, co w praktyce oznacza powstawania nowych inwestycji daleko od ścisłych centrów. Daje to co prawda możliwość zakupu mieszkań klientom po nieco niższych cenach, nakłada jednak na wszystkich uczestników rynku nieruchomości dodatkowe obowiązki, a co za tym idzie i koszty.

Miasto musi zadbać o infrastrukturę, której często w okolicach tych inwestycji nie ma wcale. Na deweloperów spada obowiązek dociągania mediów, budowania nieistniejących dróg, nie wspominając o innych udogodnieniach dla mieszkańców (chodniki, skwery, place zabaw). Mieszkańcy z kolei muszą zachodzić w głowę jak utrzymać domowe budżety w ryzach, skoro wiele środków będą musieli przeznaczać choćby na transport.

Przyglądając się pierwszym konkretom związanym z programem Mieszkanie Plus, istnieje poważna obawa, że część z powstających w ramach przedsięwzięcia inwestycji pośrednio będzie wspierać właśnie proces suburbanizacji.

W trakcie środowego spotkania w Katowicach dowiedzieliśmy się, że koszty uzbrojenia działek ponosić będą samorządy, które grunty wniosą do spółki („narodowego operatora mieszkaniowego”) aportem. Rząd ma także niezwykle ambitne plany jeśli chodzi o planowany harmonogram całego przedsięwzięcia – trzy miesiące na uzyskanie warunków zabudowy, pół roku na pozwolenie na budowę, rozpoczęcie realizacji inwestycji już latem przyszłego roku.

Kolejną kwestią jest istotne pytanie o jakość realizowanych inwestycji, biorąc pod uwagę tempo prac oraz koszt ich wytworzenia. Na razie pytany o szczegóły wiceprezes BGK Tomasz Siwak, nie podał planowanych kosztów budowy metra kwadratowego. Biorąc jednak pod uwagę, że koszt najmu ma wynieść 10-20 złotych, nie będą one mogły być z pewnością wygórowane.

Na środowej konferencji, nieprzypadkowo zorganizowanej w Katowicach, właśnie w tym mieście wskazano dokładne miejsce, w którym powstanie około 1000 mieszkań.  Zlokalizowane zostaną w okolicy ul. Szopienickiej w odległości 10 kilometrów od katowickiego dworca PKP, czyli dość daleko od samego centrum miasta. Mało tego, teren w tym miejscu jest zalesiony i lekko podmokły, prowadzi do niego jedynie ułożona z betonowych płyt droga. Pozostaje zadać więc pytanie, czy jest to aby na pewno odpowiednie miejsce?

Uzbrojenie działki to nie jedyny problem. Pozostaje kwestia drogi, przystanków czy miejsc parkingowych. Zakładając bardzo konserwatywne podejście do kwestii wskaźnika, to powinno ich być w tym miejscu 500 (zgodnie z opublikowanym na stronie Urzędu Miasta  w Katowicach dokumentem – parametr dla budownictwa komunalnego).

Dodajmy także, że Katowice mierzyć się muszą z rosnący problemem wyludniania się miasta – według różnych szacunków do roku 2050 liczba ludności w stolicy Górnego Śląska ma zmaleć nawet o 100 tys. mieszkańców.

W przypadku zakrojonego na tak szeroką skalę programu, kluczowe jest szerze spojrzenie i pragmatyczne podejście uwzględniające również interesy poszczególnych miast i aglomeracji. Biorąc pod uwagę przedstawione w środę konkrety, istnieje poważna obawa, że tak na razie niestety się nie stało.

Szymon Matuszyński
Szymon Matuszyński