Minimalne wynagrodzenie w mikrofirmach niewiele niższe od średniego

Od płacy minimalnej się nie umiera. Nie dostaje się też przepukliny. Można nawet przyjąć niezbyt kontrowersyjną tezę, że co do zasady płaca minimalna jest potrzebna i może odgrywać pozytywną rolę. To wszystko prawda. Tylko stąd jednak daleka droga do założenia, że dowolnie duża podwyżka płacy minimalnej to dobry pomysł.

FOT. SZYMON LASZEWSKI/FORUM

Rząd właśnie postanowił, że od przyszłego roku najniższe wynagrodzenie wyniesie 2000 zł. Największy pożytek z tej decyzji jest taki, że liczba została przyjęta na okrągłym poziomie. Dzięki temu każdy – nawet ja – będzie w stanie ją zapamiętać. Widzę też potencjał do marketingowej prezentacji tego pomysłu jako 2000+, aby lepiej się komponowało z innymi światłymi innowacjami w postaci Mieszkanie+, 500+ oraz 1000+. (Przy tym wzorcu nie mogę się doczekać programu 4000+). Poza tymi niewątpliwymi zaletami, logika podwyżki płacy minimalnej w zaproponowanej skali wydaje się zupełnie oderwana od ekonomicznej rzeczywistości.

Zwolennicy nowej zmiany argumentują, że zgodnie z wynikami wielu badań umiarkowane podwyżki płacy minimalnej mają co najwyżej niewielki negatywny wpływ na rynek pracy. Można dyskutować o tym co w tym kontekście oznacza słowo „umiarkowane”, ale ponieważ w Polsce skumulowany wzrost w ciągu trzech lat ma wynieść prawie 20%, ten konkretny przypadek chyba jednak nie podpada pod tę kategorię. Poza tym od przyszłego roku rząd zamierza wprowadzić minimalną płacę godzinową. Po raz pierwszy płaca minimalna obejmie nie tylko osoby zatrudnione na podstawie umowy o pracę, lecz również pracowników na kontraktach niestandardowych (tzw. śmieciówki). Jeżeli stawka godzinowa wyniesie 13 zł, to minimalne wynagrodzenie miesięczne byłoby w przypadku 21 dni roboczych na poziomie 2184 zł, a przecież pojawiają się również pomysły stawki na poziomie 14 zł. Dla tych osób skala wzrostu płacy minimalnej byłaby znacznie większa niż dla „etatowców”. Dlatego szok dla rynku pracy byłby większy.

Przyjrzyjmy się faktom i liczbom. Autorzy pomysłu twierdzą, że nowa płaca minimalna to wciąż nieco mniej niż połowa przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw. Tylko, że te dane nie obejmują najmniejszych firm, gdzie wynagrodzenia są wyraźnie niższe. Na przykład w 2014 roku przeciętna płaca w mikrofirmach, zatrudniających do 9 osób, wynosiła nieco powyżej 2250 zł. Nowszych danych jeszcze nie ma, ale zakładając, że w kolejnych dwóch latach wynagrodzenie wzrośnie w sumie o 8%, ostatecznie wyniesie ono 2430 zł w 2016 roku . Oznacza to, że nowe minimalne wynagrodzenie w mikrofirmach byłoby tylko o 20% niższe od obecnej średniej, a w przypadku wynagrodzenia godzinowego ta różnica byłaby jeszcze mniejsza. Jest jednak mały problem. W firmach zatrudniających powyżej dziewięciu osób rzeczone 20% to jest różnica między średnią a medianą wynagrodzeń. Jeżeli podobne relacje mają miejsce w mikrofirmach, to nowa płaca miałaby wynieść mniej więcej tyle ile wynosi mediana wynagrodzeń. Czyli na skutek innowacyjnych decyzji rządu wymuszoną podwyżkę otrzymałaby około połowa osób pracujących w mikrofirmach.

Może część właścicieli małych firm nie jest uczciwa i zbyt nisko opłaca pracowników. Nie wykluczam tego. Ale w wielu (większości?) przypadków płace w tych przedsiębiorstwach są niższe, bo takie muszą być. W małych firmach przychód na jednego pracującego w roku wynosi 247,7 tys. zł (dane za 2014 rok). Dla porównania w przedsiębiorstwach zatrudniających ponad 9 osób przychód wynosił 584 tys. Skoro różnica w „produktywności” jest tak duża, to trudno spodziewać się tych samych wynagrodzeń. To chyba normalne, że w firmach, gdzie pracownik mniej wytwarza, płace są niższe.

Warto zastanowić się również nad konsekwencjami nowych płac minimalnych. Jeżeli wymuszoną podwyżkę ma dostać znaczna część (prawie połowa) osób pracujących w mikrofirmach, to jaka będzie reakcja pracodawców? Część firm, która może sobie na to pozwolić pewnie podniesie wynagrodzenia i jednocześnie spróbuje podnieść ceny. Warunki do tego są sprzyjające, bo dzięki transferom socjalnym klienci mogą wydawać więcej i nawet nie zauważą, że ich 500+ jest zjadane przez (miejmy nadzieję) wyższą inflację. To jest pozytywny scenariusz, ale nie jedyny. Znaczna część firm zrobi coś zupełnie innego. Albo zdecyduje się na zatrudnianie w szarej strefie, albo powoli zacznie zastępować pracowników maszynami. W firmach, gdzie wykonywane są proste i powtarzalne czynności i gdzie w sposób naturalny płace są niskie (bo niska jest wartość dodana kreowana przez pracownika), jest to jedyna logiczna reakcja. Niezależnie czy nam się to podoba czy nie.

Nie mam nic przeciwko płacy minimalnej i działaniom mającym ukrócić wykorzystywanie pracowników przez nieuczciwych przedsiębiorców. Takie rzeczy trzeba jednak robić z głową, a nie fundować sobie ekstremalny eksperyment na rynku pracy. Jako ekonomista jestem ciekaw co z tego wyjdzie. Jako zwykły obywatel jestem po prostu zmartwiony głupotą decydentów.

Uber Makro
Uber Makro