„Można zbliżyć?”, czyli zbliżeniowa etykieta

Weekend w mieście spędziłem, jak na leminga przystało, wypoczywając aktywnie, czyli odwiedzając galerię handlową, fast foody i kino. „Prometeusz” trochę mnie zawiódł, chociaż strona wizualna filmu robi duże wrażenie. Przy okazji konsumpcyjnych rozrywek przyjrzałem się temu, jak sprzedawcy obchodzą się z moim telefonem-portfelem.

W założeniu transakcja kartą zbliżeniową wyglądać powinna następująco:

  • sprzedawca na terminalu wprowadza kwotę,
  • kupujący sam zbliża kartę/naklejkę do PIN-pada lub terminala, na którym wyświetlona powinna być kwota,
  • drukowane jest potwierdzenie transakcji (slip) i klient odchodzi.

W większości przypadków tak właśnie wyglądają moje zakupy, ale od czasu do czasu zdarzy się odstępstwo od tej reguły. W wiodącej sieci szybkich restauracji jest możliwość kupowania w okienku drive-in. Najczęściej sprzedawca wyciąga PIN-pada i podaje go kierowcy, ale zdarzyło mi się, że gdy pokazałem telefon z naklejką kasjerka zabrała go i sama zbliżyła mój „portfel” do terminala.

Nawet, gdy płaci się zwykłą kartą z funkcją zbliżeniową handlowcy zachowują się różnie. Zakładam, że jeśli podaję kartę sprzedawcy, to nie chcę płacić zbliżeniowo. Wiele razy jednak zauważyłem, że kasjer rzuca okiem na kartę i jeśli widzi logo PayPass/payWave to albo:

  • pyta się „można zbliżyć?” i po moim potaknięciu sam przykłada kartę do czytnika,
  • albo bez pytania używa funkcji zbliżeniowej.

Ostatni przypadek jest szczególnie ciekawy – miałem z nim kiedyś do czynienia na stacji benzynowej, gdzie przy dzisiejszych cenach paliw o przekroczenie progu 50 zł nie jest raczej trudno. Sprzedawca wie zapewne, że w przypadku kart MasterCard zbliżeniowo można zapłacić dowolną kwotę i że klient i tak będzie musiał wprowadzić PIN. Z punktu widzenia kasjera szybciej jest zatem zbliżyć kartę niż wkładać ją do terminala, stąd pewnie droga na skróty. Tak czy siak wypadałoby jednak zapytać. Nie brakuje bowiem osób, które alergicznie reagują na płatności zbliżeniowe i unikają ich jak ognia.

Ciekaw jestem Waszych opinii – czy sprzedawcy, którzy używają funkcji zbliżeniowej bez pytania popełniają nadużycie czy może raczej „edukują rynek”, pokazując do czego służyć może karta bezstykowa?

Michał Kisiel
Michał Kisiel