Na razie wiemy, że nie wiemy

UE — KANADA: Negocjacje umowy TTIP (Transatlantic Trade and Investment Partnership) między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi Ameryki trafiają na wiele problemów, ale jakoś tam się posuwają.

Na razie wiemy, że nie wiemy 1

Fot. Bloomberg

Idealistycznym, lecz mało realnym terminem ich sfinalizowania jest koniec 2015 r. Później podpisanie oraz proces ratyfikacyjny, który może potrwać… wcale nie krócej niż negocjacje. Problem dotyczy naszej strony, która nie jest Stanami Zjednoczonymi Europy, lecz zbiorem 28 podmiotów prawa międzynarodowego.

Poligonem dla TTIP stała się CETA (Comprehensive Economic and Trade Agreement), czyli umowa unijno- -kanadyjska. Negocjacje trwały od 2009 r. i zostały właśnie zakończone. Kanada bywa często zapomnianą, mniejszą ludnościowo siostrą USA zarówno w relacjach NATO, jak i gospodarczych. Poziom zmniejszenia taryf celnych sięga w CETA 98 proc., podobnie jak w przyszłej TTIP. Notabene to umowa między 500-milionowym rynkiem unijnym i 35-milionowym kanadyjskim, dlatego per capita korzyści okazują się aż dziesięciokrotnie większe po tamtej stronie Atlantyku.

Oprócz wątku biznesowego CETA będzie poligonem również prawnym. Pięć lat po wejściu w życie traktatu z Lizbony nasza wspólnota… nie wie, czy taka umowa wymaga ratyfikacji tylko na poziomie unijnym. W takim wypadku poszłoby szybko, obie izby potrzebowałyby kilku miesięcy. Przypomnę, że ponadnarodowy Parlament Europejski jest tylko jedną izbą, drugą zaś stanowi Rada UE, czyli reprezentacja państw członkowskich. Jeśli jednak CETA uznana zostanie za tzw. umowę mieszaną, konieczne będą również odrębne ratyfikacje w 28 parlamentach krajowych, co potrwa ze dwa lata. Szefowie państw i rządów zdecydują o trybie ratyfikacji po wakacjach, na razie horyzont przesłania im obsadzenie na szczycie 30 sierpnia unijnych stołków.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski