Nieoczekiwany kandydat na szefa NBP?

Znak zapytania w tytule nie jest przypadkowy. Już pierwsza kandydatura (profesora Jana Sulmickiego) była dla rynków zaskoczeniem, a jego rezygnacja małym szokiem. Czy w tej sytuacji można było oczekiwać, że kolejny kandydat będzie wybrany z listy obstawianej przez media? Oczywiście nie. Ale uczciwie trzeba powiedzieć, że na niektórych listach pan Sławomir Skrzypek, p.o. prezesa PKO BP się pojawiał. Tyle, że mało kto wierzył, że to on właśnie zostanie szefem NBP. Z to, że zostanie jest według mnie pewne na 99 procent, bez względu na to, co mówiłyby o nim sejmowe „przystawki”.

Dotychczas zakładano, że kandydatem będzie ekonomista z dorobkiem naukowym – najlepiej profesor z doświadczeniem w bankowości i zajmujący się polityką monetarną. Sławomir Skrzypek ma co prawda doskonałe wykształcenie ekonomiczne i duże doświadczenie menadżerskie, ale to może nie wystarczyć. Jest to z pewnością nominacja typowo polityczna (to bardzo bliski współpracownik prezydenta Lecha Kaczyńskiego w NIK i warszawskim Ratuszu), ale nie mamy pewności, czy rodzi ona zależności, które mogą zaszkodzić NBP. Bardzo często człowiek mianowany na okres sześciu lat bez możliwości odwołania staje się nagle, i dla mianujących nieoczekiwanie, bardzo niezależny. Szczególnie niezależny, gdyby zobaczył, że zmienia się koniunktura polityczna. Uważam, że z reakcją trzeba poczekać na to, co będzie mówił i robił kandydat, bo ważne są przecież jego poglądy, których tak naprawdę jeszcze do końca nie znamy. Jakiekolwiek byłyby jednak jego poglądy to jego wpływ na politykę monetarną nie będzie olbrzymi, bo przecież jest tylko jednym z członków RPP, ale z pewnością będzie to członek o „gołębim” nastawieniu, co zmniejsza prawdopodobieństwo podwyżki stóp. Pytanie tylko, czy nowy prezes przypadkiem nie zrezygnuje z polityki nie interweniowania na rynku walutowym. Gdyby ujawnił, że nie wyklucza interwencji to zaszkodziłby złotemu.

Na razie opinie polskich ekonomistów są bardzo zróżnicowane (raczej chłodne), ale na przykład Merrill Lynch już w czwartek rano ocenił, że jest to nominacja neutralna. Inaczej mówiąc, nie pochwalono, ale też zbytnio się nie krzywiono. Reakcja rynków była też w zasadzie neutralna. Co prawda złoty tracił, ale przede wszystkim dlatego, że spadał kurs EUR/USD. Indeksy giełdowe spadały też nie z powodu tej nominacji – szkodziła im przecena na rynku surowców i pogorszenie sytuacji na giełdach światowych. Być może nieznaczny wpływ ta nominacja miała, ale niepokój rynku akcji byłby niezbyt logiczny, bo to przecież pozostawienie stóp bez zmian będzie spółkom pomagało.

Tak więc z punktu widzenie inwestora wydarzenie jest rzeczywiście neutralne, ale może budzić wątpliwości innej natury. Choćby wizerunkowej. Po Leszku Balcerowiczu ta kandydatura jest z pewnością obniżeniem jakości. Od zawsze uważałem, że profesor Balcerowicz często się mylił i nie uważałem go za ikonę, której nie można krytykować. Jednak faktem jest, że jest on osobą bardzo poważaną na całym świecie, a to podnosiło dotychczas ocenę Polski. Teraz będzie inaczej. Poza tym staranie się p.o. prezesa PKO BP o fotel w NBP w połączeniu z decyzją o objęciu przez Kazimierza Marcinkiewicza stanowiska doradcy prezesa PKO BP (z jednoczesnym staraniem się o stanowisko prezesa banku) wywołuje bardzo jednoznaczne skojarzenia. Kiedyś, dawno temu, mówiono o karuzeli stanowisk. Cała ta sprawa nie wygląda zbyt estetycznie, ale z pewnością nie doprowadzi do kryzysu na rynkach lub w gospodarce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

(komentarz pojawi się po zatwierdzeniu)

Piotr Kuczyński
Piotr Kuczyński