Nobel z ekonomii na każde dziecko

Wszyscy Polacy znają się na polityce, piłce nożnej i pogodzie (niekoniecznie w tej kolejności). Od niedawna znają się również na ekonomii.

Dzięki zachodzącej w Polsce dobrej zmianie przechodzimy przyspieszony kurs w wybranych, ważnych dla państwa, tematach. Trenowaliśmy już kwestie konstytucji, mediów publicznych, inwigilacji. Obecnie intensywnie trenujemy ekonomię. Banków i instytucji finansowych generalnie nikt nie lubi, więc podatek bankowy nie budzi większych obiekcji. Może poza taką, że w ten czy inny sposób sfinansują go klienci w postaci takich czy innych opłat i prowizji bankowych. Ale przecież wiadomo, że z podatkiem czy bez te opłaty i prowizje i tak byśmy płacili przez pazerność banksterów. A jeśli mimo to nie chcemy uczestniczyć w nowym podatku możemy swoje aktywa wycofać z rachunków i lokat bankowych i trzymać w skarpecie albo wytransferować za granicę.

Podatek handlowy to już trochę trudniejsza sprawa. Dopóki miał dotyczyć tylko sklepów wielkopowierzchniowych nie było z jego akceptacją problemów.

Wszak wiadomo, że hipermarkety opierają się na wyzysku pracowników i dostawców oraz oszukiwaniu klientów. Ale gdy okazało się, że zasięg podatku będzie znacznie szerszy, powstał problem. Bo po pierwsze podatek dotknie również mniejsze sklepy, które rząd teoretycznie miał wspierać. A po drugie – skąd ja, zwykły, szary zakupowicz, mam wiedzieć jaki obrót miesięczny generuje sklep na rogu? Czy kupując w nim narażam jego właściciela na zapłacenie podatku? Jednocześnie kierując swe kroki i pieniądze ku mniejszym sklepom przybliżam moment, gdy sklepy te osiągną obroty objęte podatkiem. Ominąć tego podatku za bardzo nie można, ale pomniejszyć jego wartość już tak. Wystarczy swoje weekendowe zakupy (obłożone wyższą stawką podatku niż w dni powszednie) zrealizować „na zeszyt”, a po paragon zgłosić się w poniedziałek.

Sprawą aktualnie najważniejszą, godną ekonomicznego Nobla, jest program Rodzina 500+

Każde pierwsze i kolejne dziecko, każdy pierwszy i kolejny rodzic ma na ten temat swoje słuszne zdanie. Gdzie tu miejsce na Nobla? A no na dwóch poziomach: sfinansowanie tego programu jest kwestią nietrywialną, w szczególności w kolejnych latach i w przypadku, gdyby ojcowie jedynaków masowo postanowili przejść na wyższy level, znany pod nazwą „drugie i kolejne dziecko”. Demograficzne korzyści takiego obrotu spraw będą mocno odroczone w czasie, ale koszty pojawią się niemal natychmiast. Na drugim poziomie spotkać można kilka milionów teorii ekonomicznych nt. zalet bądź wad programu Rodzina 500+. Z grubsza teorie te podzielić można na trzy grupy: po pierwsze – bardzo dobry, prospołeczny, prodemograficzny projekt; po drugie – bardzo zły, niesprawiedliwy, kosztowny projekt; po trzecie – jak tu zrobić żeby zarobić? Co ciekawe, linie podziału nie przebiegają pomiędzy tymi, którzy dzieci nie mają lub mają za mało, a tymi, którzy mają wystarczającą liczbę. Co jeszcze ważniejsze, opinia pozytywna bądź negatywna nie wyklucza przynależności do grupy beneficjentów programu (wszak jak dają, to brać) ani też nie anuluje aspiracji do znalezienia się w tej grupie. Polak potrafi, nie jeden wymyśli sposób godny ekonomicznego Nobla, który pozwoli sięgnąć po obiecane „500 zł na każde dziecko”. Najprostsze sposoby już opisano, można przenieść swój dochód do szarej lub czarnej strefy, można się papierowo rozwieść. O innych, bardziej wyrafinowanych metodach, z pewnością wkrótce się dowiemy.

Równe 10 lat temu razem ze wszystkimi Polakami zostałem Człowiekiem Roku 2006 tygodnika TIME. Najwyższa zatem pora na ekonomiczną nagrodę Nobla. Polak potrafi i należy mu się, żadna wroga propaganda tego nie zmieni.

Ziemowit Ciećwierz