Nową bałtycką rurę możemy jedynie opóźnić

Do 16 sierpnia, czyli już niecały tydzień, międzynarodowe konsorcjum utworzone przez sześć koncernów (Gazprom, Uniper, BASF, Engie, OMV i Royal Dutch Shell) do budowy gazociągu Nord Stream 2 po dnie Morza Bałtyckiego ma czas na odniesienie się do zastrzeżeń Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK). Przypomnijmy, że polski strażnik interesów konsumentów 22 lipca sprzeciwił się uzyskaniu przez dominujący w konsorcjum Gazprom jeszcze silniejszej pozycjina rynku w Polsce. Koncentracja gazowej władzy rosyjskiego dostawcy może doprowadzić do jego nadmiernego umocnienia w negocjacjach z odbiorcami w naszym kraju.

To bardzo merytoryczna argumentacja, oparta na silnych fundamentach w prawie unijnym.

Analitycy branży energetycznej oceniają, że taką drogą Polska „wsadziła kij w szprychy” omijającego nasze terytorium nowego gazociągu. Uderzenie w słaby punkt projektu Nord Stream 2 niewątpliwie może opóźnić jego realizację — ale poza naszym zasięgiem jest jego zablokowanie. Wszak potężna inwestycja gazowa to tylko dołożenie na dnie morskim trzeciej i czwartej rury do dawno eksploatowanych dwóch rur gazociągu Nord Stream 1, otwartego etapowo w latach 2011 i 2012. Dlatego trzeba pogodzić się z oczywistością, że europejska dyskusja z wykorzystaniem 95 proc. sensownych argumentów ekologicznych, biznesowych, politycznych etc. odbyła się dekadę temu. To wtedy bałtyckie drzwi zostały wyważone dla rosyjskiego gazu. Dla obecnej debaty nad Nord Stream 2 zostało może 5 proc. jakichś nowo przywołanych argumentów. W każdym korytarzu transportowym dokładanie drugiej jezdni, toru, rury naftowej czy gazowej to inwestycyjny pikuś wobec problemów przy budowaniu pierwszej nitki.

Wypada przypomnieć, że trasa 2 różni się od Nord Stream 1 tylko wlotem. Istniejący gazociąg wchodzi z Rosji w Bałtyk koło Wyborga przy granicy z Finlandią, natomiast nowy — na południe od Sankt Petersburga, w porcie Ust-Ługa. Potem jeszcze na wodach rosyjskich obie nitki się łączą i do niemieckiego Greifswaldu biegną sklejone, omijając wodami międzynarodowymi republiki bałtyckie, Polskę oraz państwa skandynawskie. Notabene nazwę Ust-Ługa trzeba dobrze zapamiętać, ponieważ to najnowszy, ogromny port bałtycki, umożliwiający eksport z Rosji na Zachód także ropy naftowej wielkimi tankowcami, z ominięciem systemu naftociągów przez Polskę — ale w tym wątku nie mamy nawet teoretycznie nic do powiedzenia.

Rozbudowany do dwóch par rur Nord Stream obiektywnie zaszkodzi polskim projektom. Już teraz stanowi bezpośrednią konkurencję dla terminalu LNG w Świnoujściu, a w przyszłości także dla krzyżującego się z nim korytarza norweskiego, pozostającego na razie na etapie wizji. Dlatego każdy miesiąc opóźnienia jego budowy umacnia polską pozycję w wielkiej energetycznej rozgrywce. Niemniej trzeba przyjąć do wiadomości, że wobec potęgi biznesowej i politycznej konsorcjum budującego Nord Stream 2 jesteśmy w stanie zdziałać tylko tyle, ile zostało zapisane w tytule. © Ⓟ

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski