O psie i wizji sprzyjającej innowacjom

W poniedziałek wziąłem udział w debacie ekonomicznej w redakcji dziennika Rzeczpospolita, zatytułowanej „Koniec wolnego rynku? Geneza kryzysu”. Prowadzący debatę przesłał uczestnikom debaty trzy pytania:


Czy kapitalizm i wolny rynek się skompromitował?
Jeśli nie wolny rynek, to co? Jaki model gospodarczy wybrać?
Co powinna zrobić Polska? – więcej państwa czy rynku?

Treść pytań przytaczam, by przybliżyć kontekst debaty, który dotyczył fundamentalnych kwestii ustrojowych i relacji państwo – rynek. Czy globalny kryzys finansowy, którego skutki wciąż odczuwamy zmienił prawa ekonomii, na przykład przez to, że wytrącił bankom centralnym z ręki podstawowy instrument kontroli inflacji, jakim jest stopa procentowa? Zainteresowanych debatą odsyłam do relacji zamieszczonej przez organizatora na łamach swojej gazety a sam skorzystam z okazji, by nawiązać do psa, który rzeczywiście pojawił się w metaforze, kończącej moją odpowiedź na trzecie pytanie.

Jako, że na temat tego, co powinna zrobić Polska, by się dalej rozwijać w przyzwoitym tempie,  wypowiedziało się dwóch moich przedmówców, którzy uzasadniali, że Polska, by utrzymać wzrost, musi znaleźć nowe przewagi konkurencyjne – przedsiębiorczość i innowacyjność, bo model rozwoju oparty na taniej pracy się wyczerpuje, postanowiłem skupić się na tym, jak tego dokonać.

Problem nie leży w tym, czy więcej państwa czy rynku, lecz w tym, czym zajmuje się państwo i jak działa rynek. Państwo powinno być przede wszystkim tam, gdzie rynek nie daje rady, co uzasadnia obecność państwa w nadzorze nad współczesnymi rynkami oraz przy kreowaniu nowych rynków. Chodzi nie tylko o odpowiednie instytucje, takie jak banki czy giełdy, których skala i jakość jest wyrazem jakości lub zależy od państwa, ale także o adekwatne regulacje i zasady funkcjonowania. Na naszych oczach rzeczywistość podlega bowiem nieustannym zmianom. Pojawiają się nowe, rewolucyjne technologie i związane z nimi produkty i usługi, które zmieniają reguły gospodarczej gry i z tego powodu wymagają dostosowań regulacyjnych. Brak takich dostosowań w odpowiednim czasie obciąża gospodarkę kosztami, których można było uniknąć i spowalnia rozwój gospodarczy. Przykładów jest wiele.

Z mojej branży wpisuje się w to niepewność regulacyjna, dotycząca poszukiwań i wydobycia gazu łupkowego w Polsce. Obecnie, po czterech latach uległa ona istotnemu ograniczeniu, ale w tym czasie amerykańskie firmy (z know-how) straciły zainteresowanie inwestowaniem w Polsce, bo pojawiła się szansa na uwolnienie eksportu gazu z USA i Polska z potencjalnego producenta gazu z łupków przerodziła się w potencjalnego importera LNG z amerykańskich skał łupkowych. Innym przykładem jest europejski rynek uprawnień do emisji CO2, wymagający gruntownej przeróbki.

Co powinna zrobić Polska? Poprawić jakość państwa, dostrajając jego obecność do potrzeb gospodarki. Państwa powinno być zdecydowanie mniej tam, gdzie obecnie jest, czyli w produkcji i w inwestycjach modernizacyjnych, bo z tym akurat biznes daje sobie znakomicie radę. Ponieważ instytucje państwa kosztują, zajmowanie się tymi obszarami jest marnotrawieniem pieniędzy podatnika. Są natomiast takie obszary potencjalnej aktywności państwa, gdzie powinno go być więcej, bo obecnie go nie ma, lub ta obecność jest niewystarczająca. Mam na myśli wizje rozwoju kraju. W moim odczuciu instytucje państwa nie zajmują się badaniami na ten temat i z tego powodu nie są przygotowane do umiejętnego wykorzystywania wyników badań prowadzonych na niektórych uczelniach. Zresztą celem badań akademickich nie są alternatywne wizje rozwoju Polski i jej miejsca na mapie gospodarczej świata i Europy lecz rozwój narzędzi, przy pomocy których takie wizje można by  tworzyć.

Do tej pory jako kraj dawaliśmy sobie radę bez wizji rozwoju, bo naszym priorytetem była transformacja i modernizacja gospodarki. Byliśmy tak skutecznie zajęci budową podstaw gospodarki rynkowej, że nie zauważyliśmy sukcesu, jaki osiągnęliśmy w postaci nieprzerwanego wzrostu gospodarczego oraz wzrostu dochodów. Znaleźliśmy się w grupie krajów o wysokich dochodach a wyzwaniem, jaki ten sukces stwarza jest dalszy wzrost dochodu na mieszkańca. Nie sprostamy temu wyzwaniu, robiąc to, co robią inni i kontrolując koszty (płace). Dalej musimy pójść własną, niepowtarzalną drogą. Do tej pory budowaliśmy drugą Japonię, drugą Norwegię a obecnie politycy mówią o drugiej Danii.

Polska potrzebuje jednak czegoś własnego, na czym można by skoncentrować badania tworzące grunt dla innowacji. Wyniki badań podstawowych dają początek nowym produktom i technologiom, które nie od razu znajdują zastosowanie. Są jak klocki lego, z których, można wszystko zbudować. Ci, którzy w dzieciństwie bawili się klockami lego, pamiętają pojawianie się nowych klocków, pasujących do pozostałych, ale stwarzających zupełnie nowe możliwości. W gruncie rzeczy chodzi o finansowanie badań podstawowych i stosowanych, ale o określonym profilu, których celem byłaby aplikacja a nie publikacja. Finansowanie tych badań ze środków publicznych spowoduje, że państwo weźmie na siebie część ryzyka, tą, która znajduje się na początku łańcucha wiodącego  od pomysłu do produktu. Wiele pomysłów nie wypali, inne będą musiały poczekać na swoje czasy, ale część przekształci się w nowe technologie i prototypy, którymi będzie można zainteresować kapitał wysokiego ryzyka. Do tego, aby nie rozpraszać potencjału finansowego na wszelkie możliwe kierunki, potrzebna jest wizja rozwoju kraju. Dzisiaj Polska nie ma jeszcze takiej wizji, bo nie ma też instytucji państwa, które by się tym profesjonalnie zajmowały.  Niezwykle ważne jest by te instytucje i wypracowane przez nie wizje oraz kierunki badań były trwałe i kontynuowane przez kolejne rządy. Takie instytucje trzeba stworzyć.

I tu pojawia się pies, biało czarny terier, z zapamiętaniem kopiący w piasku na sopockiej plaży. Gdy go spostrzegłem, idąc na poranny spacer, miałem wrażenie, że chce dokopać się do wody. Po godzinie, gdy wracałem, zastałem już całkiem pokaźny rów, który, w miarę postępu robót, zyskiwał kolejne esy-floresy. Najwyraźniej celem nie było dokopanie się do wody. Nie było też widać wyraźnego planu, w postaci doprowadzenia rowu do brzegu morza. Pies, dość już zmęczony, nadal kopał. Cóż, jeśli nie wiesz, dokąd zmierzasz, każda droga zaprowadzi Cię donikąd.

 

Adam Czyżewski
Adam Czyżewski