Odpady systemu

Gdy zagłębimy się w statystykę to wychodzi na to, że 1 mln bezrobotnych to osoby poniżej 35. roku życia. Psychologowie pracy i biznesu tworzą pojęcia współczesnych bambinos, którzy nie chcą opuszczać domu rodzinnego i będąc w sile wieku dalej żyją na garnuszku rodziców. Część twierdzi, że lenistwo to znak czasu.

Nie, to nie jest lenistwo. Po prostu nie mają pracy lub nawet jeśli mają zatrudnienie, to zarabiają grosze. Inne internetowe badania przekonują, że przeciętna płaca w Polsce to ponad 4 tys. zł netto. W Internecie nawet przedszkolak twierdzi, że zarabia 10 tys. zł miesięcznie.

Rzeczywistość jest okrutniejsza niż sieć. Znajomi po studiach narzekają, że nie mogą znaleźć żadnej pracy, a zarobienie 2 tys. zł netto na etacie to po prostu rzecz niewykonalna dla 25 latka. Pewnie nie dla wszystkich, ale mamy się dzielić na społeczeństwo bardzo zaradnych i mało zaradnych, którzy kłócą się między sobą? Populistyczni politycy tylko na to czekają! Czy ten mniej zaradny (czytaj cwany), ale także pracowity i wykształcony ma być traktowany jak odpad systemu? Jeśli tak, to dlaczego suma obciążeń podatkowych wynosi 80%, a nie 5%?

Państwo musi tworzyć infrastrukturę rynku pracy do tego,  by zatrudnienie było opłacalne. W tym celu konieczne jest zmniejszenie obciążeń nakładanych na pracodawców. Jednocześnie nie można pozwolić na dalszy odpływ siły roboczej do bogatszych państw. Jednak młodych nie można zatrzymać inaczej niż oferując im lepsze wynagrodzenia. Stąd konieczne są działania na rzecz ich zwiększenia. Tylko jak to zrobić nie zwiększając bezrobocia?

Nie można arbitralnie nakazać podniesienia płac. Jednak można spróbować zachęcić podatkowo przedsiębiorców do zwiększenia nakładów na własnych pracowników. Pytanie co lepsze – zwiększać dochody podatkowe z tytułu CIT, czy zwolnić firmy z tego podatku w zamian za wyższe wynagrodzenia pracowników, którzy i tak wydadzą te pieniądze na rynku wewnętrznym? To samo dotyczy podatku dochodowego od osób fizycznych. Czy naprawdę polska kwota wolna od podatku musi należeć do najniższych w Europie? Czy nawet niskie płace muszą być opodatkowane tak samo silnie jak wódka? W końcu praca nie szkodzi.

Druga sprawa to zamrożenie płac w administracji. Niestety, jeśli państwo nie da podwyżki urzędnikom i pracownikom firm należących do SP, to nie można liczyć na to, że sektor prywatny też będzie lepiej wynagradzać.  To stara niemiecka szkoła. Prosta, ale skuteczna.  Tylko najpierw trzeba z czegoś zrezygnować, np.  z tysięcy transferów na rzecz organizacji, które produkują głównie raporty. Ja cięcia zacząłbym od twitterowców z immunitetem.  Koszty należy ciąg poprzez uszczelnianie systemu. O wiele lepiej, by Pani Zosia w urzędzie dostała podwyżkę niż urząd wydał milion złotych na kampanie promującą tolerancyjne województwo.

Podsumowując problemy są dwa. Wysokie bezrobocie oraz niskie płace. Ciężko je pogodzić. Część przekonuje, że wysokie pensje zmniejszą naszą konkurencyjność i wpłynie to na dalszy wzrost bezrobocia. To prawda, ale z drugiej strony mamy w Polsce wyraźny odsetek ludzi, którzy nie chcą pracować legalnie, bo jest to nieopłacalne. Równocześnie pozwalamy zachodnim korporacjom na transferowanie znacznej części zysków poza granice kraju. Zysków, które w dużym stopniu wypracowują stażyści finansowani z publicznych pieniędzy.

Statystyczne zmniejszanie stopy bezrobocia poprzez finansowanie programów rządowych nie wpływa na wyraźny wzrost wynagrodzeń. Nakłady rosną, ale realne pensje wzrosły tylko o 2,5%. Zatem może warto zastanowić się nad wprowadzeniem zupełnie nowej polityki i zamiast stawiać na marsz w kierunku zabezpieczenia socjalnego, postawić zupełnie inne warunki? Przyjeżdżacie do nas i nie płacicie wysokich podatków, ale w zamian za to wskaźnik przeciętnego wynagrodzenia u was musi wynosić tyle i tyle. Jeśli nie, to inwestujcie na Ukrainie.

/Piechowiak

Łukasz Piechowiak
Łukasz Piechowiak