Ofematyka

Bardzo się cieszę z show, które zrobił premier Tusk. Dla wielu to tylko medialne widowisko, pogrożenie palcem OFE niczym Putin na swoich „wyreżyserowanych konferencjach”, ale według mnie znaczenie tego wydarzenia  jest znacznie większe. Oto wreszcie po raz pierwszy niemal wszystkie media – papierowe, wizualne, internetowe poświęciły sprawie przyszłych emerytur w kontekście działania funduszy emerytalnych swoje główne wydania. To już nie jest tylko materiał na dalekich stronach prasy gospodarczej, czy dziesięciosekundowa wzmianka w telewizji. To dużo, dużo więcej.

Czy coś z tego wydarzenia wyniknie? Chciałbym wierzyć, że coś więcej niż tylko kosmetyka.

Od wielu lat powtarzam w kółko, że w przypadku OFE mamy do czynienia z oligopolem. Pozorna konkurencja, przymusowy wybór i horrendalne prowizje (ostatnio obniżane). Zaprzeczenie wolności wyboru. Do tego przedstawiciele funduszy emerytalnych próbują co jakiś czas przekonywać, że to fantastyczny i genialny wybór i wcale nie tak drogi.

Posiłkują się przy tym różnego rodzaju obliczeniami, przy których nigdy jeszcze nie spotkałem metodologii. Ot, po prostu są to imponujące liczby.

Jak napisałem na początku mało kto zajmował się OFE. Dlatego Izba Gospodarcza Towarzystw Emerytalnych, czyli ciało do którego należy większość Powszechnych Towarzystw Emerytalnych mogła pozwolić sobie na zamieszczenie na swoich stronach wyliczeń, z których wynikało, że zmiana z 10 zł do 27 zł to zmiana o 270 procent, zaś średniomiesięczna stopa zwrotu uzyskiwana przez fundusze to ok. 2-3 procent, gdyż podzielono owe 270 procent przez liczbę miesięcy działania OFE (106). Po moich wpisach sprzed dwóch lat owe błędne obliczenia usunięto

http://blogi.bossa.pl/2008/06/12/igte-i-bardzo-wyzsza-matematyka/

http://blogi.bossa.pl/2008/07/02/czy-igte-celowo-robi-bledy/

W celu poparcia swoich tez IGTE korzystało z pomocy renomowanych firm konsultingowych. Niestety można mieć poważne obawy, czy owe raporty na pewno były niezależne

http://blogi.bossa.pl/2009/03/26/nie-zabierajcie-nam-zyskow/

Po spotkaniu z premierem IGTE opublikowało komunikat, dostępny na swoich stronach :

Można tam znaleźć między innymi dokument „Wyniki inwestycyjne OFE” http://igte.pl/news/Wyniki%20inwestycyjne%20OFE.pdf

Przyjrzyjmy się tylko kilku elementom.

Oczywiście, jak zwykle nie znajdziemy żadnej metodologii obliczeń (ani autora), wyłącznie same imponujące procenty – tam gdzie jest to „atrakcyjne” i pozwalające udowodnić założoną tezę.

W punkcie pierwszym czytamy: „Otwarte fundusze emerytalne od początku swojego istnienia do końca lipca 2010 roku wypracowały nominalną stopę zwrotu z inwestycji w wysokości 190 %. Realna stopa zwrotu wyniosła w tym okresie 99 %, przy zakumulowanej inflacji w wysokości 46 %).

Średnia nominalna stopa zwrotu OFE w okresie 2000-2009 wyniosła 9,2% rocznie. Dla lat 2000-2008 było to 8,8% rocznie.”

Jak takie zdanie zrozumie laik? Pewnie tak, jak chciałyby fundusze emerytalne: „drogi emerycie zarabiasz corocznie 9,2%”. Niestety obliczenia dotyczą wyłącznie nieobciążonej prowizjami wartości jednostek rozrachunkowych.

Skoczmy od razu do punktu drugiego.

Z punktu widzenia ubezpieczonego ważne jest, o ile przyrósł kapitał OFE w stosunku do przekazanych składek. Obecnie aktywa OFE to ponad 201 mld zł, zaś wpłacone składki wyniosły 152,6 mld zł. Zatem OFE wypracowały dla swoich klientów zysk w wysokości 48,4 mld zł od początku systemu do końca lipca 2010 roku.

W tym punkcie IGTE nie wykorzystuje już procentów. Policzmy więc sami. Skoro zysk wynosi 48,4 mld złotych, a wpłacone składki 152,6 mld złotych, to osiągnięty zysk wynosi 31,7 procent. Napisać wyraźniej? TRZYDZIEŚCI JEDEN PROCENT od 1999 do lipca 2010 roku. Tyle faktycznie zarobiły OFE przez dziesięć lat.

Gdzie więc podziały się  owe 190% czy nawet 99%?

IGTE raczy wiedzieć. No dobra wiadomo. Prowizje, prowizje, prowizje.

Prowizje o których napisano w dokumencie „Równocześnie koszty ponoszone przez ubezpieczonych systematycznie spadają – w 2009 r. wynosiły one 1,3% wartości średnich aktywów netto, a w 2010 r. wyniosą ok. 0,9%.”

Ponieważ od początku reformy na bieżąco monitoruję swój rachunek w OFE, choćby po to, żeby jak najgłośniej krzyczeć o absurdalnych kosztach, to poinformuję Czytelników, że koszt prowizji na moim rachunku od 1999 do dziś wyniósł 5,23% wpłaconych składek.

I jeszcze na zakończenie punkt 6.

Porównanie wyników OFE z wynikami 17-tu Funduszy Inwestycyjnych Stabilnego Wzrostu w okresie od września 1999 r. do końca lipca 2010 r., pokazuje, że średnia roczna stopa zwrotu OFE wyniosła 9,6%, podczas gdy funduszy inwestycyjnych 7,9%. W tym okresie średnioroczna stopa inflacji wynosiła 3,5%.”

Chciałbym wiedzieć, czemu OFE uparcie porównują się od lat z funduszami Stabilnego Wzrostu. To znaczy wiem, że tego rodzaju fundusze powstały jako swego rodzaju „klony” funduszy emerytalnych jeśli chodzi o stosowaną politykę inwestycyjną. Zamierzeniem twórców była możliwość udostępnienia podobnego do OFE produktu dobrowolnie. Ale już od dawna te fundusze zmodyfikowały swoje strategie.

Zachęcam więc Czytelników, analityków i dziennikarzy do głębszego przyjrzenia się wynikom OFE, sposobie ich prezentowania. Może dyskusja wywołana przez premiera Tuska, zaowocuje wreszcie konkretami, a nie kosmetycznymi obniżkami prowizji.

A na koniec pozwolę sobie napisać moje proste propozycje zwiększające niemal natychmiast konkurencyjność funduszy emerytalnych:

1) każde PTE ma obowiązek stworzyć fundusz emerytalny „bezpieczny” według dotychczas obowiązujących zasad. Poza tym funduszem ma prawo stworzenia do dwóch funduszy o dowolnej polityce inwestycyjnej. Domyślnie uczestnik przypisywany jest do funduszu bezpiecznego, na wyraźne żądanie może fundusz zmienić.

2) ponieważ system jest obowiązkowy prowizja płacona przez uczestników na wejście nie powinna przekraczać 0,5%

3) poza opłatą za zarządzanie fundusze mogą wprowadzić opłatę za uzyskiwane wyniki do wysokości 15% od osiągniętego wyniku (naliczaną raz do roku, z uwzględnieniem zasady high-watermark)

Tyle na początek powinno wystarczyć, by niektóre PTE zaczęły ryzykować przyciągając do siebie wynikami, nie zaś agresywną akwizycją.

Grzegorz Zalewski
Grzegorz Zalewski