Oswajanie restrukturyzacji

Nic dziwnego, że na słowo restrukturyzacja dostajemy dreszczy, ale mało kto zwraca uwagę, że ten proces nie dotyczy tylko „krytycznych” sektorów gospodarki.

Restrukturyzacja to określenie, które kojarzy się zdecydowanie negatywnie, można nawet powiedzieć, że złowrogo. Gdy je słyszymy, natychmiast na myśl przychodzą drastyczne cięcia kosztów, najczęściej poprzez redukcje zatrudnienia i płac, albo co gorsza, takie pojęcia i zjawiska jak syndyk, upadłość, sanacja, sprzedaż części majątku, a w najlepszym razie układ z wierzycielami. Trudno się zresztą takiemu postrzeganiu restrukturyzacji dziwić, skoro najczęściej mowa o niej w przypadku górnictwa czy energetyki, „restrukturyzowanych” od wielu lat oraz budownictwa i banków, które trzeba restrukturyzować od czasu do czasu, ale za to zwykle bardzo intensywnie. Wiele zresztą od lat robiono, by takie negatywne skojarzenia wytworzyć i skutecznie utrwalić, używając tego pojęcia jako łagodniejszej wersji na określenie zjawisk i procesów, które należałoby nazwać wprost i dosadnie.

Nic więc dziwnego, że gdy je słyszymy, dostajemy dreszczy, co w przypadku spółek notowanych na giełdzie objawia się silnymi spadkami kursów akcji i paniczną ucieczką inwestorów od takich papierów, nie zawsze uzasadnioną.

Jeśli spojrzeć uważniej, z łatwością można dostrzec, że mimo nie najgorszej przecież koniunktury gospodarczej, z jaką mamy do czynienia w kraju od ponad dwóch lat, z licznymi przypadkami restrukturyzacji spotykamy się nie tylko w odniesieniu do przedstawicieli wymienionych wyżej „krytycznych” sektorów gospodarki, ale także wielu innych branż, które powinny radzić sobie lepiej lub nawet radzą sobie dobrze. Właściwie, gdy popatrzeć na listę giełdowych firm, restrukturyzację można spotkać niemal w każdej branży i dotyczy ona nie tylko outsiderów, ale także spółek które do niedawna znajdowały się w bardzo dobrej kondycji, a nawet uznawano je słusznie za pozytywnie wyróżniające się na tle innych pod względem biznesowego modelu i osiągnięć, dynamicznego rozwoju i doskonałych perspektyw.

By nie używać tej „stygmatyzującej” etykietki w odniesieniu do konkretnych firm, wystarczy wymienić takie branże i sektory, w których przypadki szeroko rozumianej restrukturyzacji mają miejsce. Na tej liście znajdą się więc produkcja i handel odzieżą, informatyka i dystrybucja sprzętu elektronicznego, firmy pracujące na rzecz przemysłu motoryzacyjnego, nie związani z sektorem państwowym przedstawiciele energetyki, także wykorzystujący źródła odnawialne, czy wreszcie „łamacze” monopoli, tacy jak Integer.

Okazuje się więc, że restrukturyzacja jest niemal wszechobecna, obejmując firmy największe i małe, przeciętne i wyróżniające się, z państwowym rodowodem i prywatne, reprezentujące branże tradycyjne i innowacyjne. Cechą wspólną dla wszystkich tych grup i przypadków jest działanie w zmiennych warunkach otoczenia.

A zmienność ta jest cechą charakterystyczną naszej rzeczywistości i z pewnością nią pozostanie. Wypada więc oswoić się z restrukturyzacją, zmieniając jednocześnie kontekst, w jakim się ją postrzega. Być może wkrótce doczekamy się czasów, gdy na hasło „restrukturyzacja” inwestorzy rzucać się będą do kupowania akcji, zamiast je sprzedawać. To będzie znak, że jesteśmy na dobrej drodze do wychodzenia z pułapki średniego rozwoju.

Dariusz Krawczyk
Dariusz Krawczyk