PAN DEFICYT

Przez ostatni miesiąc żyłem w przeświadczeniu, że mamy co jeść tylko dzięki bankom. A tu niespodzianka. Przeczytałem w wywiadzie z „ekonomistą strategicznym na Europę Wschodnią” jednego z banków z Europy Zachodniej, że „podatnik, mimo że zgrzyta zębami, powinien wiedzieć, że gdyby państwo nie pomogło bankom, to mógłby nie mieć czym zgrzytać”! Więc nie tylko mamy co jeść dzięki bankom, ale nawet czym gryźć!

„Nawet jeśli wielu ludzi boli upadek polskich stoczni, banki są instytucjami zaufania publicznego – a stocznie nie”!  „Nietrudno wyobrazić sobie scenariusz, że jakiś bank staje się niewypłacalny, choćby tylko na podstawie plotek o jego trudnej sytuacji. Ludzie ustawiają się w kolejce po swoje depozyty, a bank musi ściągać środki z rynku. Jeśli nie potrafi i nie otrzyma pomocy z zewnątrz, musi upaść”.

Ale coś mi się wydaje, że jak taki bank upada, to znaczy, że „jego trudna sytuacja” nie była żadną plotką – tylko rzetelną informacją :) No bo jakżeby można było przypuszczać, że  „instytucja zaufania publicznego” wzięła ode mnie pieniądze i je zdefraudowała??? :) Takie przypuszczenie może człowieka narazić na zarzut oszołoma. Albo nawet „skrajnego liberała” :)

Bo jak do stoczni „ustawi się kolejka” hut – które dostarczały stal, producentów silników okrętowych, sprzętu nawigacyjnego itp, oraz, co oczywiste banków, które udzieliły kredytów, to sytuacja jest zupełnie inna, niż w przypadku, gdy stocznia przszłaby do banku po swój depozyt.

Na pytanie, „skąd państwa wezmą pieniądze dla banków?”, odpowiedź brzmi: „w krótkim okresie wzrośnie deficyt budżetowy”! Za Stalina dzieci w ZSRR zamiast do Świętego Mikołaja miały prosić o prezenty „Dziadka Mroza”. U nas na najbliższą – nomen omen – Gwiazdkę, podarki przyniesie dzieciom „Pan Deficyt”.

Robert Gwiazdowski
Robert Gwiazdowski