Plastikowa torba – wróg publiczny numer jeden

Urzędnicy w Brukseli znów chcą ratować świat. Tradycyjnie za pomocą zakazów i nowych regulacji, które mają przyczynić się do zmniejszenia powszechności używania największego po CO2 wrogu środowiska naturalnego – małych, cienkich plastikowych torebek.

W 2010 roku przeciętny Europejczyk zużył 198 plastikowych torebek. Urzędnicy z Brukseli doszli do wniosku, że to za dużo. Nie wolno wątpić w ich dobre chęci – w końcu pływające na Pacyfiku wyspy plastikowych toreb są przyczyną śmierci wielu gatunków zwierząt, które zapewne są pod ochroną w UE (chociaż tu nie występują). Przeciętny Europejczyk zwykle nie wybiera się na zakupy z własną torbą – dostaje ją lub kupuje w sklepie.

Następnie, gdy już przyjdzie do domu – albo o niej zapomina upychając w przeznaczonym do tego miejscu, wyrzuca do śmieci lub wykorzystuje w innym celu (np. do wynoszenia śmieci). Urzędnicy chcą trenować obywateli UE do tego, by na zakupy, jak zawsze przemyślane, chodzili z własnymi torbami wielorazowego użytku. W tym celu proponują wprowadzić obowiązkowe opłaty za każdą wydaną torebkę. Celem jest zredukowanie zużycia plastikowych toreb i opakowań o 50% do 2017 roku i 80% do 2019 roku. Te ostatnie mają być zastąpione na rzecz opakowań produkowanych z tworzyw ulegających biodegradacji.

W Polsce od wielu lat w większości sklepów plastikowe opakowania są wydawane za opłatą. Zwykle symboliczną – od 10 gr do 50 gr. Oczywiście wszystko zależy od wielkości i wytrzymałości foliówki, a także przyjętej przez sklep polityce ich wydawania. Foliówki to złoty biznes. Jednostkowo są tanie, ale jeśli wyda się ich setki tysięcy w ciągu roku to robią się z tego całkiem spore pieniądze. I to jest prawdziwy cel wprowadzenia opłat za foliówki przez większość sklepów – nie walka o środowisko naturalne tylko obniżenie kosztów działania.

Otwarte pozostaje pytanie, czy wprowadzenie symbolicznych opłat rzeczywiście wpłynęło na zmniejszenie zużycia tych toreb. Podejrzewam, że zmiany nie były znaczące, ale opieram to tylko na przykładzie własnym i najbliższego otoczenia. Fakt – od czasu do czasu biorę mocniejszą torbę na zakupy, ale czynię to niezwykle rzadko.

Zatem kto skorzysta na tych regulacjach? Naturalnie producenci opakowań i toreb wytwarzanych z tworzyw podlegających biodegradacji. Nie mam pojęcia na czym to polega, bo kiedyś z ciekawości zakopałem taką jedną torbę i przyznaję, że po roku wyglądała tak samo jak jej złośliwa alternatywa nie podlegająca biodegradacji. Być może ziemia, w której owa foliówka została zakopana była tak przesiąknięta chemią, że mikroby i inne żyjątka zajmujące się pożeraniem gnijących toreb już tam nie występowały. Głowy nie dam.

Obawiam się, że to wszystko na co stać UE. Hasło walki o środowisko naturalne sprawia, że europosłom oczy zachodzą mgłą, a twarz cała blednie. Tyle zyskać jedną regulacją i to za 40 tys. zł miesięcznie! Obowiązkowa opłata to świetny pomysł, bo umożliwia w krótkim okresie wprowadzenie opłaty minimalnej, np. 10 zł za torebkę rozrywającą się po jednym zużyciu. W cenie jeszcze zawrzeć podatek i akcyzę – wszak jest to produkt szkodliwy jak paliwo.

Równie ciekawą informacją był komunikat, że Parlament Europejski pracuje nad ujednolicenie rynku ładowarek do telefonu. Sprawa nie jest nowa. Rynek ich jednak trochę wyprzedził – mam trzy komórki różnych firm i wszystkie mogą być ładowane jednym urządzeniem. Chwilę o tym myślałem i doszedłem do wniosku, że to nie może być aż tak absurdalne. Jednak jest – cel zapewne jest taki, by w przyszłości sprzedawać telefony i tablety bez ładowarek, bo przecież każdy będzie takową posiadać w domu w znacznej ilości. Wtedy zmniejszy się zużycie różnego typu materiałów, itd. Środowisko uratowane!

Szkoda, że Parlament nie dba tak o własnych obywateli j jak o emisję CO2 i ryby na Pacyfiku. Może teraz ktoś powie, że pośrednio przyczynia się to na poprawę jakości życia. Proszę to wytłumaczyć człowiekowi, który właśnie w tym momencie dowiaduje się, że jego biznes do 2017 roku trzeba będzie zamknąć, a zastąpi go produkcja chińska wspierana kredytem z USA. W tych krajach torbami plastikowymi, CO2 i innymi ładowarkami nikt nie zawraca sobie głowy.

/Piechowiak

 

Łukasz Piechowiak
Łukasz Piechowiak