Płatności zbliżeniowe nie tylko dla abstynentów

Wybrałem się wczoraj sprawdzić, czy bez portfela da się skorzystać z uroków nocnego życia we Wrocławiu. Transport miałem już sprawdzony – wybrałem rower miejski, ale oczywiście tylko w jedną stronę 😉 Polecam wszystkim dwa kółka. Jedzie się szybciej, taniej i przyjemniej niż czymkolwiek innym. Trasa z Biskupina do centrum kosztowała mnie 2 zł, a MPK życzy sobie 3 zł. Rower można zwrócić na samiutkim Rynku, na rogu ulicy Wita Stwosza. A po drodze… piękne widoki.

W mieście miałem szczęście, chociaż nie sprawdzałem wcześniej, gdzie da się zapłacić PayPassem – na 5 miejsc, które odwiedziliśmy, w trzech można było płacić zbliżeniowo. Nie musiałem zatem nikogo naciągać. Raz stawiałem ja (naklejką), a raz konsumowałem na cudzy koszt.

W pierwszej kolejności odwiedziliśmy Przestrzeń Muzyczną Puzzle w Przejściu Garncarskim. Zbliżeniówką można płacić na górze, w samym lokalu. Barman tworzył właśnie artystyczne drinki z kwiatami z lodu. Pokazałem telefon, powiedział „o! fajnie!” i już! Zimny Ciechan i ogródek – polecam.

W następnej kolejności odwiedziliśmy Niskie Łąki, tuż obok disco-zagłębia Wrocławia, czyli Pasażu Niepolda. Niestety w środku zbyt wiele się nie działo… ale dało się zapłacić zbliżeniowo. Tym razem na widok telefonu barman powiedział „Jak zgubisz telefon, będziesz miał prze(rąb)ane”. Nie sposób się nie zgodzić.

Wypiliśmy piwo na zewnątrz i zajrzeliśmy do pobliskiej księgarni-kawiarni-galerii Falanster. Kartą da się zapłacić, ale nie zbliżeniową. Za drinka zapłacił kolega* – dziękuję.

Całkiem niedaleko mieści się lokal dla miłośników złocistego trunku – Zakład Usług Piwnych. Karty zbliżeniowe – mile widziane. Wypróbowałem polskie piwo w belgijskim stylu z małego browaru, którego nazwy nie pamiętam. Pyszne.

Na koniec zajrzeliśmy do Kalambura, w którym było sporo znajomych. Kartą zapłacić się nie da, ale dostać się do baru to też trudne zadanie. Tutaj skończyłem wędrówkę. Do domu wróciłem autobusem pełnym studentów mówiących po rosyjsku, a za bilet płaciłem oczywiście mobilnie 😉

Podsumowując, życie nocne bez portfela istnieje. Trzeba mieć trochę szczęścia, ale sporo miejsc jest przygotowanych na „eksperymentatorów”. Terminale najczęściej nie stoją na ladzie – w każdym miejscu, które odwiedziłem barman zabierał mi telefon i oddalał się na parę kroków. Dla niektórych może to być stresujące, ale mi osobiście nie przeszkadza.

* PS. Serdecznie dziękuję Patrykowi, który mi towarzyszył i wspierał, gdy gotówka okazała się nieodzowna 😉

 

Michał Kisiel
Michał Kisiel