Po rewolucji cyfrowej pora na energetyczną

W sieci i poza nią jest mnóstwo klocków, z których ludzie z pomysłami w szybkim tempie mogą złożyć innowacyjne usługi, kreujące nowe potrzeby i otwierające nowe możliwości


28 lutego wziąłem udział w bardzo interesującym wydarzeniu, jakim było Polish Economic Forum. Konferencja miała miejsce na London School of Economics i została zorganizowana przez polskich studentów, zrzeszonych w „LSE SU Polish Business Society”. Gratuluje studentom tej inicjatywy oraz organizacyjnego talentu, dzięki któremu Forum oraz imprezy towarzyszące stały się prawdziwie fenomenalnym wydarzeniem (więcej informacji o samym wydarzeniu i stowarzyszeniu LSE SU Polish Business Society na stronie www.polisheconomicforum.org). Byłem jednym ze mówców na sesji panelowej „Stimulating innovation in Poland and in Europe” i moją uwagę, na kanwie przeprowadzonej dyskusji, zwróciły pewne cechy sektora IT, sprzyjające innowacyjności, o które w sektorze energii, a także w przemyśle trzeba dopiero się postarać.

Chodzi o to, że dynamiczny rozwój sektora IT jest pokłosiem rewolucji cyfrowej, leżącej u podstaw współczesnej ekspansji komputerów i Internetu (jej początki upatruje się w wynalezieniu tranzystora w 1946 roku). W sieci i poza nią jest mnóstwo klocków, z których ludzie z pomysłami w szybkim tempie mogą złożyć innowacyjne usługi, kreujące nowe potrzeby i otwierające nowe możliwości.

Technologia oraz post-rewolucyjna faza rozwoju sektora IT dają relatywnie krótki cykl innowacji od pomysłu do produktu. Jak to z innowacyjnymi pomysłami bywa, wiele z tych produktów nie znajduje ostatecznie akceptacji rynku i kończy żywot w postaci klocka lego, który, być może, kiedyś będzie komuś pasował do jego budowli.

Są jednak liczne przykłady sukcesów, które rodzą się dosłownie na naszych oczach. Jeśli zatem pełny cykl innowacji w sektorze IT trwa nie dłużej niż typowy cykl inwestycyjny w małych i średnich przedsiębiorstwach (mniej niż 2 lata) oraz koszt innowacyjnego start-upu jest zbliżony do kosztu funkcjonowania małej firmy produkcyjnej lub usługowej, to takie przedsięwzięcie można stosunkowo łatwo ogarnąć koncepcyjnie.

Problem, z którym należy się uporać, jest związany z profilem ryzyka, które w przypadku start-upu znakomicie utrudnia możliwości finansowania rozwoju kredytem bankowym. Banki bowiem nie lubią kredytować pomysłów na biznes, których nie ma z czym porównać.

Niski koszt finansowania pojedynczych projektów stanowi jednak wystarczającą zachętę dla inwestorów finansowych, którzy opanowali strategie portfelowe oraz proces monitorowania i selekcji projektów, bo szansa na sukces nie wymaga od nich wyłożenia dużych pieniędzy na długi okres.

 

W sektorze energii jest zupełnie inaczej. Wciąż czekamy na „tranzystor”, którym, jak sam obstawiam, stanie się zapewne wynalazek, dotyczący efektywnego magazynowania energii. Gdy taki wynalazek się rozwinie, to w powiązaniu z dorobkiem rewolucji cyfrowej zmieni oblicze energetyki.

Pomysłów innowacyjnych nie brakuje, sporo z nich jest dojrzałych, ale niewiele ma formę klocków lego (instalacji prototypowych), z którymi można się zapoznać, a zdobyte doświadczenia, także te negatywne, wykorzystać w kolejnych projektach. Klocki te są bowiem drogie. Koszty prototypowych instalacji w energetyce idą w setki milionów złotych, co bardzo utrudnia pozyskanie finansowania.

Po drugie, cykl inwestycyjny, licząc tylko od fazy dobrze udokumentowanego pomysłu do uruchomienia prototypowej instalacji zwykle trwa dłużej, niż typowy cykl inwestycyjny w energetyce, bo unikalne elementy instalacji trzeba indywidualnie zaprojektować i „ręcznie” wyprodukować.

Ponieważ w sektorze energii wszystko trwa długo i dużo kosztuje, w naturalny sposób unika się tego, co na dodatek jest obarczone wysokim ryzykiem, jak w przypadku innowacyjnych instalacji. Nie bez powodu zatem wciąż na świecie przetwarza się energię wiekowymi już technologiami i mimo sporych nakładów ze środków publicznych, wydanych w ostatnich 20-25 latach na innowacje, w tym sektorze, rewolucji technologicznej nie widać. Wiatrak, nawet najdoskonalszy, nadal pozostaje wiatrakiem, a wytworzoną przy jego pomocy energię użytkową trzeba zużywać na bieżąco, gdyż wciąż nie potrafimy jej efektywnie magazynować.

 

Jedyny rewolucyjny przełom, jaki udało się osiągnąć w sektorze energii nastąpił tam, gdzie się go najmniej spodziewano – w technologii wydobycia węglowodorów (gazu i ropy naftowej) spod dna głębokich oceanów oraz bezpośrednio ze skał macierzystych (łupków).

Nie jest przypadkiem to, że odkrycie i rozwinięcie potencjału niekonwencjonalnego wydobycia gazu ziemnego nastąpiło w Ameryce Północnej. Na tym kontynencie, jeszcze na długo przed pierwszymi próbami wydobycia gazu łupkowego istniały warunki dla komercyjnego rozwoju technologii niekonwencjonalnego wydobywania ropy naftowej i gazu ziemnego, z już wyeksploatowanych złóż konwencjonalnych. Tworzyły je:

 

a.         gruntownie przebadana struktura geologiczna kraju – od dawna było wiadomo, gdzie są zlokalizowane złoża węglowodorów, w tym pokłady łupków i iłów, zawierające gaz;

 

b.         doskonale funkcjonujący, dojrzały, efektywny rynek ropy naftowej i gazu ziemnego, tworzący warunki silnej konkurencji;

 

c.         obecność nieodzownych atrybutów konkurencyjnego rynku ropy naftowej i gazu w postaci rozwiniętej infrastruktura przesyłu i dystrybucji oraz odpowiedniego parasola prawa i regulacji, który wymagał tylko niewielkich zmian, w związku z pojawieniem się gazu łupkowego.

 

Dzięki tym warunkom powstawały i rozwijały się niezależne firmy, które robiły dobry interes na zagospodarowywaniu tych odwiertów, których już nie opłacało się eksploatować dużym koncernom naftowo–gazowym. Pionierzy gazu łupkowego wywodzą się właśnie spośród niezależnych producentów ropy naftowej i gazu konwencjonalnego, rozwijających nowoczesne technologie wydobycia, zwiększające wydajność złóż.

Zwykle właścicielami tych firm byli dojrzali fachowcy z branży, którzy zdobyli doświadczenie i pieniądze, pracując w koncernach naftowych i gazowych. Firmy te potrzebowały jedynie odpowiednich bodźców, by rozpocząć eksperymenty z technologiami wydobycia gazu bezpośrednio z formacji skalnych, w których gaz powstaje.

 

Bodźcem tym stało się priorytetowe traktowanie bezpieczeństwa energetycznego gospodarki USA (rosnący popyt na gaz wraz z coraz szybciej rosnącym importem) i wyasygnowanie przez Kongres USA grantów na rozwój technologii wydobycia gazu ze złóż niekonwencjonalnych oraz ulgi podatkowe dla producentów gazu niekonwencjonalnego.

Nie bez znaczenia okazała się kultura przedsiębiorczości, która wydaje się być zakodowana w genach mieszkańców USA, a przede wszystkim innowacyjność i gotowość podejmowania ryzyka. Komu z europejskich 60-latków, ustawionych finansowo na resztę życia, chciałoby się angażować w własny, bardzo ryzykowny biznes?

 

Jedną z pierwszych takich firm założył pionier gazu łupkowego, George Mitchell, który wspólnie z grupą swoich inżynierów rozwinął technologie eksploatacji łupków na polu Barnett w Północnym Teksasie. Pierwszy odwiert w poszukiwaniu gazu łupkowego wywiercili  w 1981 roku, gdy Mitchell miał 62 lata. Pierwszy gaz pojawił się dopiero po 10 latach, po licznych testach różnych technik kruszenia skał łupkowych.

Mitchell, jak sam mówi, próbował różnych rzeczy, od ciężkiej wody po propan. Jego geolodzy mówili mu by zaprzestał prób i nie tracił dalej pieniędzy. W końcu odkrył, że łupki otwiera śliska woda (slick water), kombinacja wody i piasku redukująca tarcie.

George Mitchell zainwestował w wydobycie gazu z łupków ponad 6 mln dolarów i gdy w 2002 roku, mając 83 lata, sprzedał swoją firmę Mitchell Energy & Development firmie Devon z Oklahoma City, otrzymał za nią 3,5 miliarda dolarów w gotówce i udziałach. Brytyjski The Economist, 10 lat później ocenił, że były to najlepiej wydane pieniądze w historii poszukiwań gazu.

 

Według amerykańskiej Rady Potencjalnego Gazu (Potential Gas Commiettee), instytucji zajmującej się szacunkami podaży gazu, hydrauliczne kruszenie w powiązaniu z wierceniem horyzontalnym doprowadziło pomiędzy latami 2006 i 2008 do zwiększenia krajowych rezerw gazu o 35%. Był to największy przyrost rezerw gazu odnotowany przez PGC w 44 letniej historii działalności tej instytucji. Latem 2010 roku George Mitchell został za to odkrycie nagrodzony dożywotnią nagrodą Instytutu Technologii Gazowych.

 

Historię Georga Mitchella i jego innowacyjnej technologii przedstawiłem dlatego, że nie jest tak znana, jak np. historia Marka Zuckerberga, twórcy serwisu społecznościowego Facebook, a jest bardzo pouczająca. Porównanie w jaki sposób doszło do pojawienia się największej innowacji w sektorze energii  od czasu maszyny parowej ze znaną historią Facebooka pokazuje, jak skrajnie inne mogą być światy innowatorów w zależności od technologii, których dotyczą i dynamiki ich rozwoju.

Jednak mimo tych różnic mają jeden wspólny mianownik. Są nimi wspomniane już klocki lego, w których projektowaniu dużą rolę odgrywają instytucje państwa, finansując niezbędne, ukierunkowane badania, kończące się prototypami. W tym wymiarze historia sektora IT jest do powtórzenia w sektorze energii. Zacząć trzeba jednak od początku, czyli od wynalezienia tranzystora

Adam Czyżewski
Adam Czyżewski