Polaków problem z Indonezyjczykami

W mediach, w parlamentach i przy rodzinnych stołach (niezależnie, czy podano na nich deskę serów, Bratwurst, czy schabowego) od wielu miesięcy tematem z ‘pierwszych stron’ pozostaje kwestia fali uchodźców zalewającej Europę. Do efektów tej wielkiej dyskusji należą m.in. coraz bardziej radykalne poglądy wygłaszane i upubliczniane, zupełnie bez refleksji.

REUTERS/Beawiharta/Files

 

Politycy zdają się przede wszystkim koncentrować na uzyskaniu lub utrzymaniu poparcia, a kwestia uchodźców pomaga ich precyzyjnie zaszufladkować. Wszystko da się oczywiście policzyć i w efekcie w Polsce PiS dochodzi do władzy, w Niemczech Pani Merkel stąpa po coraz cieńszym lodzie, a we wciąż liberalnej Francji ruchy narodowe jednak nie porywają tłumów. To polityka.

Szary obywatel również coraz częściej włącza się w dyskusję i z dumą prezentuje swoje poglądy. Tym sposobem, zamiast na Facebooku oglądać zdjęcia kotków, dzieci znajomych, czy naprężone torsy z wakacji przy basenie pod Barceloną, coraz częściej trafiam na rysunki zaciśniętej pięści / znaku stop / kija bejsbolowego, a motywem przewodnim pozostaje Islam.

Dlaczego Islam? Jeżeli wkurzają nas uchodźcy z Syrii czy północy Afryki – dlaczego nie: ‚Stop uchodźcom z Północnej Afryki!’? Albo: ‚Sprzeciwiam się napływowi imigrantów zarobkowych’. Albo: ‚Zakaz chrześcijanizacji’? Dopóki nie żyjemy w kraju, w którym religia jest passe i tak jak Richard Dawkins, Christopher Hitchens czy Sam Harris negujemy ją całkowicie, statystyczny, poczciwy Indonezyjczyk może sobie pomyśleć: ‚Why me?’. Dlaczego Polacy, których pewnie nigdy nie poznam, a których flaga tak często mylona z naszą, się na mnie uwzięli?

Czy terroryści powołują się na Koran i Islam? Tak. Czy radykalni imamowie zachęcają do zajęcia Europy przez Islam? Tak. Ale… wrzucając wszystkich do jednego worka z napisem ‚Islam’ czy ‚Muzułmanie’ sami siebie klasyfikujemy jako ‚ignorant’. Mówiąc muzułmanie, mówimy o 1.5 mld ludzi. Muzułmanami są sunnici, jak i prześladowani przez Isis szyici. Dominująco muzułmańskie to kraje tak radykalne jak Afganistan, Arabia Saudyjska, czy Pakistan, ale również uwielbiane ostatnio przez włodarzy organizacji sportowych Kuwejt czy Katar, odwiedzany przez polskich turystów Egipt czy przywołana do tablicy Indonezja.

Radykalizmu nie zwalczymy radykalnym podejściem, bijąc na oślep. Powiedzmy dosadne i zdecydowane ‚nie’ każdemu, kto napastował w Kolonii, kto cieszy się z zamachów w Paryżu czy opowiada historie na temat opanowania zachodniego świata przez Islam. Wycelujmy naszą złość / obawę / nasze starania. Wchodząc w obszary dyskryminacji religijnej trafiamy na bardzo wrażliwą nutę i dokładamy do ogólnego niepokoju. Dajmy szansę kontrahentom z Dżakarty czy Bangladeszu.

Krzysztof Wołoszyn
Krzysztof Wołoszyn