Polka i jej kryzys w Atenach

Pod pewnymi względami stolica Grecji bywa jak warszawska Praga. Trudno byłoby jednak o dubel takiej jak tu mieszanki beztroski i chaosu, od kilku lat codziennie konfrontowanej z nowymi, trudnymi czasami. Zmieniające się Ateny, najpierw przyczyny, a później konsekwencje kryzysu na własne oczy miała okazję obserwować mieszkająca tu Polka – Barbara Dalecka.

Polka i jej kryzys w Atenach

Basia to tutaj na wyspie mój greckojęzyczny tłumacz. Poznałyśmy się na lotnisku w Atenach i aż do czasu powrotu w to samo miejsce wspólnie odwiedzamy całkiem sporo miejsc. Obok marketingowego slangu niektórych urzędników z jednej strony i głębokiej goryczy niektórych Greków z drugiej, punkt widzenia Basi, jako co prawda mieszkańca stolicy, ale też obserwatora stojącego delikatnie z boku, frapuje mnie mocno.

Basiu – był czas, kiedy centrum Aten wypadało omijać szerokim łukiem. Czujesz się dziś w swoim mieście zupełnie bezpieczna?

Ateny-Pireus to dziś 5-milionowa aglomeracja, w której według nieoficjalnych danych żyje ponad milion cudzoziemców i 4 miliony Greków, a więc ponad 40% mieszkańców całej Grecji. I jako aglomeracja miejska ma swoje problemy: korki, brak parkingów czy ciasna zabudowa w centrum Aten. Efekt jest taki, że każda demonstracja całkowicie blokuje centrum Aten (gdzie znajduje się Parlament i zbiegają się główne arterie miasta). Nie pozostaje wtedy nic innego, jak faktycznie omijać centrum miasta szerokim łukiem. Jest to kłopotliwe, ale Grecy mają bogatą „kulturę i tradycję strajków” i nikt tu nimi nigdy nie epatował, oprócz dziennikarzy poszukujących materiału do wieczornych wiadomości.

Nawet ostatnie strajki, już po wybuchu kryzysu, dużo groźniej wyglądały na szklanym ekranie niż na samym placu Syntagma i dwóch sąsiadujących ulicach. Podczas demonstracji pozostałe rejony miasta czy pobliskie turystyczne dzielnice Plaka i Monastiraki były bezpieczne.

A Twoje prywatne odczucia?

Czuję się bezpieczna w Atenach, choć przyznaję, że w ciągu ostatnich lat przestępczość się zwiększyła. Trzeba pilnować portfela i nikt już kluczyków od auta nie zostawia w stacyjce… I tak jak są zaułki na warszawskiej Pradze, do których nie wybrałabym się wieczorową porą, tak i w Atenach są podobne okolice. Mimo wszystko Ateny pozostają jedną z najbezpieczniejszych europejskich stolic.

Dlaczego zdecydowałaś się zamieszkać tu na stałe?

Swego czasu trafiłam na profesora historii, który zafascynowany był Grecją starożytną. Najpierw zetknęłam się z nim w podstawówce, kiedy był jeszcze praktykantem, a potem w liceum. A że profesor miał nie tylko pasję, ale i dar jej przekazywania, to właśnie Grecję wybrałam w 1999 roku na letnie wakacje. I tak się to zaczęło. Wszystko mnie tu ciekawiło, chciałam dotknąć historii, a przy okazji wciągnęła mnie kultura śródziemnomorska, kuchnia i gościnność. Potem, będąc już studentką, pracowałam w Grecji jako pilot wycieczek, aż wreszcie w 2007 roku postanowiłam się tu przenieść. Dlaczego? Pracowałam wtedy w Warszawie w greckiej firmie, która została sprzedana, a poza tym niespodziewanie odnowiłam kontakt z dawnym przyjacielem. Mówi się, że stara miłość nie rdzewieje, więc spakowałam walizki i postanowiłam tu spróbować szczęścia. Początki były trudne, bo wszystko potoczyło się zupełnie inaczej, niż planowałam. Ale taki właśnie jest urok Grecji – jak się nie powiedzie plan A, to trzeba pamiętać, że są jeszcze 23 litery w alfabecie.

Na tyle, na ile się znamy, powiedzieć mogę, że masz w sobie ogromną sympatię do tego kraju. Z czego przede wszystkim ona wynika?

Trochę lat się z już ze słoneczną Helladą znamy i mogę powiedzieć, że początkowa sympatia okazała się trwałym, ale też trudnym związkiem. Podziwiam bogatą grecką historię, kulturę i tradycję oraz radość życia. Ubolewam jednak, kiedy w skrajnych przypadkach przeradza się to w kompletną beztroskę i chaos.

Jestem zakochana w bogatej greckiej florze i faunie. Żałuję, że jest ona tak ignorowana przez samych Greków. A nade wszystko odpowiada mi tutejszy klimat. Według mitologii Attyka (a więc Ateny-Pireus i pobliskie tereny) była miejscem błogosławionym przez boginię Demeter, dziś już tego nie widać w tym betonowym labiryncie na pierwszy rzut oka, ale jeśli się lepiej przyjrzeć… W ogrodzie botanicznym jest 2500 gatunków roślin, ponad 300 endemicznych (występujących tylko na terenie Grecji), a w moim ogrodzie jest zielono przez cały rok. Mieszkam nad samym morzem i od 2008 roku nie spadł tu śnieg.

A do tego wspaniała kuchnia śródziemnomorska. Dieta kreteńska uznawana jest za jedną z najzdrowszych i najlepszych na świecie, a mieszkańcy greckiej wyspy Ikarii za jednych z najbardziej długowiecznych na świecie.

Grecja jest naprawdę bogatym krajem, tylko czasem nie potrafi korzystać z tego bogactwa i obfitości, a często wręcz tego nie szanuje.

Grek, w opinii Barbary Daleckiej, to człowiek uśmiechnięty i widzący świat w jasnych kolorach?

Tak, z pewnością, choć na pewno bardziej uśmiechnięty i otwarty jest Grek z wysp. W dużych miastach, a zwłaszcza w aglomeracji Ateny-Pireus Grek staje się zabiegany i zestresowany, tak samo jak przeciętny mieszkaniec europejskiej metropolii. Niestety, w skrajnych przypadkach zdarza się też Grek beztroski jak dziecko, nieodpowiedzialny i egocentryczny – przypadłość ta rzadsza jest wśród kobiet niż mężczyzn.

Przysiądźmy jeszcze na moment w loży szyderców: czego w Grekach i Grecji pokochać Ci się nie udało?

Podobno to z Chaosu wyłoniła się bogini, która złożyła jajo, a z niego „wysypały” się gwiazdy i ziemia. Ale osobiście chyba nigdy nie polubię totalnego chaosu, który się niestety tutaj pojawia w najmniej spodziewanych momentach. Nie przepadam też za grecką biurokracją, która w dobie komputerów nadal lubuje się w papierze i pieczątkach, a po każdy świstek trzeba iść do innego urzędu i długo stać w kolejce po każdą pieczątkę. Nie lubię też ponad 40-stopniowych upałów w mieście, kiedy na chodniku pośród betonowych bloków można dosłownie smażyć jajka. No i oczywiście potworne korki. Ale tak naprawdę – czy tylko w Grecji się to zdarza? Myślę, że to są po prostu problemy dużych miejskich aglomeracji.

Czego się obawiałaś, przenosząc się do Grecji?

I wszystkiego, i niczego. Odczuwałam strach przed nowym, który równoważyła ciekawość i pociąg do przygód. Znałam już dość dobrze język grecki i angielski, a z drugiej strony powtarzałam sobie w duchu za Sokratesem, że wiem, iż nic nie wiem. Bo inna jest Grecja z kart książek, Grecja na wakacje, a inna na co dzień. I tak z każdym dniem ją poznawałam. Było to fascynujące, a innym znów razem męczące, czy nawet flustrujące. Samo życie – nie można lubić wszystkiego i zawsze być w stanie euforii.

Zamieszkałaś w Atenach. Mam rozumieć, że życie tam drastycznie odbiega od innych lokalizacji – mniejszych miast czy wysp?

Nie wiem, czy drastycznie, skoro z życia codziennego znam tylko aglomerację Ateny-Pireus, a resztę Grecji z wakacji lub opowieści. Wydaje mi się jednak, że życie w metropolii jest szybsze, bardziej stresujące, ale jednocześnie dające więcej możliwości zawodowych czy kulturalno-rozrywkowych. Z kolei wyspy mają urok śródziemnomorskiej kultury: kawiarenki, sjesta, własny ogródek, krajobrazy, plaże, morze, bliższe relacje z sąsiadami, ale też coś za coś – bo poza metropolią ograniczone są możliwości kariery – wybór między rolnictwem, rybołówstwem lub turystyką.

Te Ateny, które pamiętasz z okresu przenoszenia się do Grecji, pędziły w błyskawicznym tempie do przodu?

Nie wiem, czy pędziły błyskawicznie, ale na pewno posuwały się do przodu. Teraz, niestety, widać regres – puste witryny sklepowe, tam gdzie dawniej miesiącami szukało się lokalu, zastój na rynku nieruchomości czy w sektorze budowlanym, no i niestety galopujące bezrobocie (zwłaszcza wśród kobiet i absolwentów uczelni).

Z drugiej strony zakończył się konkurs architektoniczny Rethinking Athens z ramienia fundacji Onassis. Centrum ma pozyskać tereny zieleni i bulwary spacerowe. W trakcie budowy jest nadmorski park z Narodową Biblioteką i Narodową Sceną Liryczną. To darowizna ze strony Fundacji Niarchos, dzięki której zmieni się nadmorskie oblicze stolicy do 2015 roku.

Nowo otwarte Muzeum Akropolu jest na trzecim miejscu w rankingu światowych muzeów. A za kilka miesięcy swoje podwoje otworzy Muzeum Sztuki Współczesnej w dawnym budynku browaru Fix. Trwają prace wykopaliskowe i zachowawcze w nowo odkrytym Liceum Arystotelesa, aby udostępnić je zwiedzającym. Rozbudowa metra również jest w toku.

To trudne czasy na nowe inwestycje. Świat nadal mówi o kryzysie w Grecji. Powinnaś dobrze pamiętać wydarzenia sprzed kilku lat: Amerykanie rzucali się na domy, Grecy też chcieli mieć nieruchomości na własność, nawet kosztem kredytu na plecach?

To chyba za duże uproszczenie. Amerykanie kupowali nieruchomości i odsprzedawali je po zawyżonej cenie. Takie spekulacje nie miały miejsca w Grecji. Przede wszystkim prawie 80% Greków posiada jakąś nieruchomość, najczęściej mieszkanie. To chyba jeden z najwyższych wskaźników w Europie. Nie są to jednak nabytki z ostatnich lat, ale dorobek pokoleń, całych rodzin, które wysyłały pieniądze z emigracji na przykład.

Z czasem przyszła moda na domki letniskowe i Grecy masowo kupowali domki poza miastem. Oczywiście byli też i chętni na mieszkania w mieście, skoro banki chętnie dawały niskoprocentowe kredyty. To wszystko jednak  nie na amerykańską skalę.

Bankowe kampanie promujące kredyty hipoteczne nie rzucały się więc szczególnie w oczy?

Jako takich promocji kredytów hipotecznych nie pamiętam. Nikt aż tak tego nie reklamował, ale faktycznie łatwo było o kredyt i niezbyt dokładnie sprawdzano zdolność kredytową petenta.

Dzisiaj grecki rynek nieruchomości jest praktycznie martwy – nikt nic nie kupuje, a banki nie udzielają kredytów.

Kiedy dzisiaj pytam o kryzys w Grecji  innych związanych z tym krajem Polaków, wspominają, że zdumiewająca wręcz była skala pomocy, jaką mieszkańców obdarowywało państwo. Pamiętasz programy dofinansowywania wakacji seniorów, rodzin z dziećmi, dotacje na odnowienie domów? Jeśli jeszcze inne podobne udogodnienia przychodzą Ci do głowy, opisz je proszę pokrótce.

Owszem, greckie państwo miało bardzo rozbudowany system opieki socjalnej, oferując szereg udogodnień. Chociażby słynna 13. i 14. pensja: połowę trzynastki wypłacono na Paschę, drugą połowę jako dodatek na urlop w sierpniu. No i 14. pensja na Boże Narodzenie. Ale pensje były niższe niż w Europie, natomiast koszty życia takie same lub wyższe. Moja przyjaciółka w Paryżu robiła tańsze zakupy w supermarkecie, zarabiała więcej i żyła taniej, więc 13. i 14. grecka pensja nie była żadnym luksusem. Ponadto po igrzyskach olimpijskich, żeby zmniejszyć bezrobocie, zatrudniano w sektorze państwowym. W ten sposób pieniądze szły na pensje urzędników, a nie na rozwój gospodarki i inwestycje.

Istniały też dopłaty do wynajmu mieszkania, do wczasów dla seniorów czy dzieci Greków zamieszkałych zagranicą. Jednak to nie system dofinansowania sam w sobie był problemem, ale jego nadużycia. Nie prowadzono dostatecznych kontroli, brak było odpowiednich rejestrów, kto i za co jest dofinansowany. I nagle okazało się, że wyspa na Morzu Jońskim jest wyspą ślepców, a w pewnym mieście w północnej Grecji wszyscy chorują na nerki. Zapomogi zdrowotne pobierali zupełnie zdrowi ludzie, a zmarli dostawali emerytury. Dopiero od 2010 roku zabrano się za robienie spisów emerytów czy urzędników państwowych.

Trzeba też oddzielić sektor publiczny od prywatnego. Urzędnicy państwowi mieli prawo do zasiłku z okazji ślubu, narodzin dziecka czy nawet punktualnego przyjścia do pracy (w skrajnych przypadkach). W sektorze prywatnym tak nie było. Według najnowszych danych, pracownik greckiego sektora prywatnego pracuje tygodniowo więcej godzin od przeciętnego Niemca. Polecam na YouTube filmik o Portugalii, którego treść można też porównać do faktycznej sytuacji w Grecji i do sytuacji kreowanej przez media. Daje do myślenia.

Wielu spotykanych przeze mnie Greków zaskoczyło mnie tym, że zamiast obwiniać o kryzys innych, bije się w piersi i przyznaje do błędów.

Kryzys nie jest greckim produktem, tylko międzynarodowym problemem, bo globalizacja ma swoje plusy i minusy. Towary z Chin i Indii są tanie, ale to oznacza również tanią siłę roboczą. Czy Europejczyk może z tym konkurować? Czy jest przygotowany do pracy za miskę ryżu i 2 dolary dziennie? Jeśli nie, to może Unia Europejska powinna wreszcie stać się unią ekonomiczną i nauczyć się współpracy oraz inwestować w rozwój gospodarki, co wielokrotnie nam radził np. prezydent Obama. To nie jest czas na politykę brytyjskiego „splendid isolation” czy niemieckiej hegemonii (co już się swego czasu nie sprawdziło w historii). Po pierwszej wojnie światowej Amerykanie przyznali Niemcom preferencyjne kredyty na rozwój gospodarki. Po drugiej wojnie światowej opracowano dla Europy Plan Marshala – znów z myślą o rozwoju gospodarki. Obecnie omawia się i wprowadza w życie plany cięć budżetowych i oszczędności, ale brakuje planów inwestycji.

Na globalny kryzys ekonomiczny składa się wiele czynników, w pierwszej kolejności w skali makro, a potem mikro. Z greckiego punktu widzenia szalę przeważył nadmiernie rozbudowany i rozpasany sektor publiczny oraz anachronizmy, jak np. zamknięte zawody (taksówkarze, przewoźnicy, notariusze, przewodnicy miejscy, aptekarze i inni). Ograniczając dostęp do tych zawodów, ograniczano też konkurencję, pozwalając na wzrost cen i niski poziom usług. Słusznie zatem Grecy biją się w piersi, ale wolałabym mniej kajania się, a więcej działania.

Uważasz, że ludzie tu na trwałe zmienili swoje postawy?

Widzę zmiany na lepsze, ale w zbyt wolnym tempie i nie wiem, czy to wystarczy w obecnej trudnej sytuacji. Dla mnie za dużo jest tu czekania na „deus ex machina” pod postacią rządu, reform, Unii Europejskiej, a za mało działania na skalę mikro. Np. w mojej poprzedniej dzielnicy burmistrz bardzo dbał o czystość i tereny zieleni, w miejscu, gdzie mieszkam obecnie, nie wiem na co przeznaczany jest podatek do gminy – nie widzę czystości i zadbanych pasów zieleni, sami mieszkańcy też o to nie dbają. A przecież każdy mógłby sam pozamiatać przed swoim domem zamiast czekać na gminę. Za ogrodnika, który przyciął drzewka na chodniku przed naszym domem, zapłaciłam z własnej kieszeni. Natomiast sąsiedzi poczekali, aż zgniłe pomarańcze same spadły na chodnik, a że w pobliżu cumują statki wycieczkowe, to taki właśnie obraz oglądają też turyści… Pobliski mikroskopijny park jest zamknięty dla psów, bo łatwiej jest zamknąć na kłódkę niż próbować wychować mieszkańców, żeby sprzątali po swoich pupilach. O przycięciu drzewek i podlewaniu nie wspomnę…

Z parku wróćmy jeszcze na chwilę do banków. Jak się dzisiaj zachowują te instytucje i jaki przekaz ślą do klientów? Nie wierzę, że miejsce kredytów w reklamach nagle zajęły produkty oszczędnościowe.

Kryzys w Grecji różni się od tego w innych państwach europejskich. Na przykład na Islandii i w Irlandii banki załamały się z powodu spekulacji giełdowych i państwo z pieniędzy podatników pokryło bankowe straty.
W Grecji sytuacja była odwrotna. Banki były w dobrej sytuacji, jednej z lepszych na świecie, ale pożyczyły państwu pieniądze pod postacią obligacji państwowych. Kiedy państwo nie mogło spłacić obligacji, banki straciły pieniądze, a więc spadła wartość akcji bankowych. Najwięcej stracili akcjonariusze. Mimo wszystko grecki system bankowy dobrze się trzyma. Wyczuwam w pytaniu aluzję do problemów z sektorem bankowym na Cyprze. W Grecji tego nie było. A w obecnej sytuacji greckie banki po prostu nie udzielają kredytów. Z kolei klienci w tarapatach finansowych renegocjują z bankiem. Uchwalono nawet ustawę, która reguluje zasady i pomaga w tych negocjacjach. W związku z tym, że banki nie mają pieniędzy na rozbudowany marketing, a ludzie na oszczędności, to nie ma stosownych reklam w mediach.

Żeby oszczędzać, trzeba byłoby mieć z czego odkładać, a bezrobocie w Grecji na niepokojąco wysokim poziomie. O jakich pomysłach młodych ludzi na poprawę swojej sytuacji słyszysz?

Niestety, obecny system podatkowy w Grecji przypomina błędne koło – nowe podatki od „starych podatników”, czyli ludzi, którzy płacą od zawsze, ale obecnie stracili pracę, czy przynajmniej obcięto im znaczną część pensji. Wzrosły też koszty życia. W 2007 roku bilet na autobus kosztował 0,5 EUR – obecnie 1,4 EUR. Takich przykładów jest więcej. Nic się jednak nie robi, tylko dużo mówi się o „poszukiwaniach” oszustów podatkowych. W tej sytuacji młodzi, w większości wykształceni, ludzie myślą przede wszystkim o emigracji lub o powrocie na wieś. Greccy lekarze są mile widziani w Anglii, Niemczech czy nawet w Australii, a kursy „przycinania oliwek” czy biologicznych upraw prowadzone przez szkoły rolnicze w Atenach nie miały już wolnych miejsc na jesieni. Jednak dopiero czas zweryfikuje, na ile działania młodych ludzi przyniosą im korzyści i jakie będzie to miało konsekwencje dla gospodarki kraju. Nie wszyscy mogą zająć się uprawą na wsi, a „drenaż” młodych wykształconych ludzi z kraju też nie jest pozytywnym zjawiskiem.

Po drugiej wojnie światowej przez Grecję przetoczyła się fala emigracji, ale byli to głównie ludzie bez wyższego wykształcenia, którzy z emigracji przesyłali pieniądze rodzinie w Grecji. Pieniądze, za które rodzina żyła i które inwestowała w Grecji. Obecnie wyjechało 120 tysięcy młodych i wykształconych ludzi, którzy najczęściej nie posiadają rodziny i nie myślą o powrocie. To nie jest emigracja, która zarobione pieniądze inwestuje na greckim rynku…

Żeby udało się ich zatrzymać, i żeby „żyło się lepiej”, czego jako mieszkanka Grecji życzyłabyś sobie teraz od władz?

Bardziej niż od władz, życzyłabym sobie od mieszkańców. Więcej troski o otoczenie, w jakim żyjemy, bo jeśli sami od siebie będziemy wymagać i troszczyć się o swoje otoczenie, to nie będziemy głosować na polityków – trutni. Mam też nadzieję, że system klienteli i nepotyzmu odejdzie wreszcie do historii, że wybierać będziemy wedle umiejętności i potrzeb. W języku angielskim mówi się, że urzędnik państwowy czy dyplomata „służy” państwu. Chciałabym, żeby faktycznie czasownik „służyć” zaistniał w tym kontekście w sektorze publicznym. W Grecji starożytnej osoba obierana na urząd państwowy odpowiadała własnym majątkiem, jeśli w momencie zdawania urzędu majątek państwowy był pomniejszony, różnicę należało uzupełnić z własnej kieszeni. Obecnie niektórzy aferzyści, oszuści i łapówkarze trafili na wokandę sądową, a niektórzy do więzienia, ale nikt nie zwrócił jak do tej pory skradzionych pieniędzy…

Generalnie potrzebny jest sprawniejszy system sądowy. Obecnie można nawet 10 lat czekać na zakończenie sprawy sądowej. Ponadto należałoby więcej zainwestować w system edukacji, bo przyszłością są młodzi ludzie. Ale najpierw musimy ich wyedukować, a następnie zapewnić im perspektywy rozwoju i pracy, tak by pozostali w kraju.

Rząd powinien także lepiej promować greckie produkty rolnicze, bo są one jednymi z najlepszych na świecie. Grecki klimat sprzyja uprawie. A grecki rząd powinien wspomagać promocję i eksport. Tymczasem od lat na przykład na Kretę przyjeżdżają włoscy producenci oliwy i skupują oliwki, które później trafiają na nasze stoły,  jako włoski produkt. Dopracowania wymaga też promocja turystyki, w opinii większości najlepszego przemysłu Grecji, który ma przed sobą ogromne perspektywy. Grecja ma dobrą i nowoczesną bazę hotelową i gastronomiczną, ma tysiące lat historii i kultury do pokazania, a to wszystko w połączeniu ze śródziemnomorskim klimatem, tradycjami i dietą, może z Grecji uczynić turystycznego kolosa. Potrzebna jest jednak właściwa promocja, nie tylko na szczeblu lokalnym czy za pomocą marketingu szeptanego, ale skoordynowane globalne działania marketingowe.

Ze strony władz chciałabym też większego zainteresowania kwestią znęcania się nad zwierzętami i ich porzucania. Prawo greckie jest w tej dziedzinie jasne i zgodne z europejskimi wytycznymi, ale jego realizacja w praktyce zależy od dobrej woli wykonawców, czyli organów ścigania i sądowych. W zeszłym miesiącu prokurator oskarżyciel na sali sądowej w sprawie wyrzucenia psa przez balkon powiedział, że psy są na balkony, nie na salony!!! Psy teoretycznie są zobowiązane do posiadania chipów, a porzucenie zwierzęcia jest karane – jednak w praktyce tak się nie dzieje. Za mało jest też akcji sterylizacji bezdomnych zwierząt i zbyt częste przypadki zbiorowego ich trucia przed sezonem turystycznym (w ramach „poprawienia image’u turystycznego kurortu”), które pozostają bezkarne. Zwierzęta same się nie zorganizują, a miłośnicy zwierząt nie są w stanie sprawnie działać bez konsekwentnego egzekwowania prawa przez powołane do tego organy. Jeśli ktoś dzisiaj znęca się nad bezdomnym kotem, to moim zdaniem ma 90% szans następnego dnia w równie podły sposób potraktować człowieka – bez szacunku i z okrucieństwem. W dobie kryzysu może się to wydawać małym problemem, ale tak nie jest. Społeczeństwo wrażliwe na potrzeby zwierząt, to społeczeństwo, które będzie solidarne również wobec potrzebujących współobywateli.

***

Chociaż zbieżność nazw własnych i faktów z rzeczywistością nie jest tu przypadkowa, to w imię tego, że Grecy są na medialny obraz ich kraju  mocno cięci, na koniec odesłanie do politycznie poprawnego FAQ about Greece. Powinno odbiór osłodzić.

Malwina Wrotniak
Malwina Wrotniak