Pompowanie pieniędzy na rynki światowe

4 października 2012 r.

Globalna gospodarka dość często przypomina układankę z kostek domina. Gdy przewróci się jedna kostka, przewracają się także wszystkie pozostałe. W tym roku, słaby wzrost gospodarczy i duże obciążenie zadłużeniem wielu rynków rozwiniętych wywołało efekt domina dosięgający także gospodarek wschodzących, które również utraciły zaufanie wielu inwestorów. W reakcji na te wydarzenia, banki centralne podjęły działania mające na celu stymulację rozwoju ekonomicznego i zasilenie rynków dodatkową płynnością finansową. Taka polityka prowadzona na rynkach rozwiniętych może na krótką metę mieć pewien korzystny pośredni wpływ na rynki wschodzące, jednak jej długofalowym skutkiem ubocznym może być nadmierny wzrost inflacji.

We wrześniu, Europejski Bank Centralny (EBC) zapowiedział program skupu obligacji w „nieograniczonej ilości” (w ramach tzw. transakcji OMT, od ang. „Outright Monetary Transactions”, czyli bezpośrednich transakcji monetarnych), z myślą o wzmocnieniu euro w niezwykle trudnych warunkach głębokiego kryzysu zadłużenia.

Europa jest obecnie na etapie historycznych zmian, które, według nas, ostatecznie będą miały pozytywny wpływ na ogólnoświatową gospodarkę. W wielu krajach europejskich zachodzi fundamentalna transformacja roli rządu w gospodarce. Ludzie zaczynają kwestionować dominującą rolę rządów europejskich, szczególnie w obszarze wydatków na świadczenia społeczne.

W takiej sytuacji, liderzy wielu europejskich państw uświadomili sobie, że nie mogą już pogłębiać deficytów budżetowych i wydawać takich ilości pieniędzy, jak dotychczas. Ponadto, coraz częściej formułowana jest teza, że restrykcje i bariery, jakie władze stawiają przed prywatnymi przedsiębiorcami są często nieefektywne i trudne do zniesienia. Debata na te tematy trwa i uważam, że po bieżących reformach można spodziewać się zmian na jeszcze większą skalę.

Jednym z trendów, które, według mnie, mogłyby przyspieszyć wzrost gospodarczy i zapewnić Europie dobrą koniunkturę w dłuższej perspektywie jest prywatyzacja przedsiębiorstw państwowych. Programów prywatyzacyjnych nie da się jednak zrealizować z dnia na dzień, a poza tym wpływ na ich skuteczność mają interesy licznych zaangażowanych w spółki podmiotów, które zwykle chcą zabezpieczyć swą pozycje. Uważam jednak, że trend jest ewidentny; niezbędne są reformy, których rezultatem będzie Europa silna i zjednoczona, pod względem zarówno politycznym, jak i ekonomicznym.

Podczas gdy Europa debatuje, USA zdają się wstrzymywać jakiekolwiek działania związane z redukcją zadłużenia do czasu listopadowych wyborów. Aby tymczasowo wesprzeć gospodarkę i poprawić nastroje na rynkach, amerykańska Rezerwa Federalna (Fed) zapowiedziała, że będzie kupować na otwartym rynku papiery zabezpieczone kredytami hipotecznymi (MBS) o wartości 40 mld USD miesięcznie, w ramach trzeciej rundy programu quantitative easing (QE3).

Fed nadal luzuje swą politykę

Czy będzie odbywało się to jako QE3, QE4 czy też pod jakimkolwiek innym szyldem, wygląda na to, że Fed zamierza pompować pieniądze na rynek aż do uzyskania znaczącej poprawy stopy bezrobocia w USA, która w sierpniu wynosiła 8,1%. Jeżeli o mnie chodzi, moglibyśmy nazwać to choćby QE1500, o ile taki cel zostałby osiągnięty. Co więcej, nie sądzę, by udało się go osiągnąć bez pewnych zmian i reform, np. w obszarze amerykańskiego systemu podatkowego. Zgodnie z efektem domina, nie tylko Fed, ale także Europejski Bank Centralny, Bank of Japan i kilka innych banków centralnych na świecie stymulują swe gospodarki poprzez nieustanne pompowanie nowego pieniądza na rynek.

Uważam, że tego typu działania mogą okazać się korzystne dla inwestorów na rynkach wschodzących, przynajmniej w krótkiej perspektywie. Podobnie jak liczne gospodarki rozwinięte, wiele rynków wschodzących zanotowało w tym roku spadek tempa wzrostu, a inwestorzy niechętnie lokowali swój kapitał w aktywach postrzeganych (słusznie lub niesłusznie) jako obarczone większym ryzykiem. Wydarzenia na rynkach rozwiniętych w ostatnich latach pokazały, że nie ma na świecie całkowicie bezpiecznych rynków.

Niemniej jednak, moim zdaniem, miliardy dolarów zalewające system finansowy nie będą płynąć wyłącznie w kierunku tzw. „bezpiecznych przystani”, takich jak amerykańskie papiery skarbowe czy inne obligacje rządowe. W systemie jest dziś mnóstwo wolnej gotówki i przypuszczam, że coraz więcej kapitału inwestorów instytucjonalnych będzie płynąć także na rynki akcji. Część z tych środków może dotrzeć również na rynki wschodzące i nowe rynki wschodzące, szczególnie, jeżeli poprawią się nastroje w Europie i na całym świecie.

Nierówny wpływ inflacji

Przy takim zalewie gotówki, sądzę, że największym zagrożeniem, z jakiego należy zdawać sobie sprawę, jest długofalowy wzrost inflacji. Dotyczy to zarówno rynków rozwiniętych, jak i rynków wschodzących, przy czym w przypadku tych drugich konsekwencje szybszych wzrostów cen są znacznie bardziej bolesne. Ogólnie rzecz biorąc, osoby o niskich dochodach stanowią większy odsetek populacji tych krajów, a więc absorpcja wzrostów cen artykułów i towarów pierwszej potrzeby, np. żywności czy paliwa, jest trudniejsza. Jednym ze sposobów na zmniejszenie wpływu inflacji jest podnoszenie wydajności produkcji, ale w przypadku wielu gospodarek wymagałoby to ograniczenia roli rządu. Dlaczego? Ponieważ gdy jakimkolwiek przedsiębiorstwem zarządza rząd, jego produktywność jest zwykle ograniczona.

Podsumowując, w warunkach intensywnego rozluźniania polityki pieniężnej i zagrożenia inflacją, moim zadaniem jako inwestora jest poszukiwanie w różnych krajach pojedynczych spółek, które wykazują się zdolnością do przetrwania, a może nawet dobrego prosperowania pomimo tych wyzwań. Doświadczenie nauczyło mnie, że na każdym etapie cyklu rynkowego można znaleźć atrakcyjne możliwości.

Mark Mobius
Mark Mobius