Uchodźcy – co nas trapi?

Kilka lat temu, wertując prasę fachową (jako wynik hobbystycznego zainteresowania psychologią) trafiłem na dowcip: Dwóch psychologów jedzie autobusem. Jeden pyta drugiego: ‘Która godzina?’. Drugi: ‘Chcesz o tym porozmawiać?’. Zatem – porozmawiajmy.

Fot. FORUM

Europa, zwłaszcza na zachód od Polski, żyje uchodźcami. Raz słyszymy doniesienia ze Szwecji (to akurat na północ) o tragediach i przestępstwach z udziałem uchodźców. Raz Francja szachuje Wielką Brytanię przesunięciem dżungli z Calais do Dover, w przypadku Brexitu. Innym razem, notowania Angeli Merkel pikują z każdym wybrykiem nowych ‘gości’, w liczbie szacowanej na ponad milion osób. W zgiełku, zapominamy o Włochach czy Grekach, którzy, choć bardziej na południu, to przecież też do Europy Zachodniej się zaliczają (lub chcą się zaliczać), a z problemem borykają się najdłużej, podczas gdy bogata północ na nawoływania o solidarność pozostawała głucha. My, Polacy – nie dyskutujemy. My uchodźców nie lubimy, więc nie ma o czym rozmawiać. Mamy ważniejsze sprawy:

  • problem z oponą
  • rozliczamy Ukrainę z historii
  • Pan Macierewicz rozgrzebuje tragedię Smoleńską
  • a niedawno, przed 18tą w radiowej Trójce przedstawiciele PiS i PO decydowali, kto faktycznie powinien się czerwienić za zajmowanie wysokich stołków państwowych przez Zbigniewa Maj. Sprawa kluczowa!

Mniemam, iż inaczej by to wyglądało, gdyby przez Polskę prowadził tranzyt ze strefy wojny do lepszego świata. A zwłaszcza, gdyby to nasz kraj za ten lepszy świat został uznany!

Brakuje dyskusji. W Polsce oraz na arenie międzynarodowej. Zachód ma nas za dbających wyłącznie o swój interes ignorantów, dla nas Zachód to lewaki i liberałowie. A już Napoleon Hill tłumaczył: ‘W każdej różnicy zdań są 3 strony. Twoja strona, druga strona i strona prawdy (która często leży pomiędzy)’. Dlaczego zatem, zamiast zaostrzać sytuację wzajemnymi oskarżeniami o brak humanitaryzmu, czy rozsadzanie Europy, nie… porozmawiać. A jak już rozmawiać, to nie o rozwiązaniu problemu, tylko o… o uczuciach. Wiem, może to nie zachowanie cechujące samca-alfa czy Władimira Putina, żeby o uczuciach rozmawiać, ale zastanówmy się.

Z punktu widzenia Polski:

  • czy kraje zachodnie nie mogą zrozumieć, że jako jeden z najbardziej demograficznie homogenicznych narodów nie mamy dużego doświadczenia w przyjmowaniu i asymilowaniu gości z zagranicy (przyp. Francja i Niemcy wiedzą jak przyjmować, ale z asymilacją mają trudności)?
  • czy to nie do zaakceptowania, że znaczna część naszego społeczeństwa została wychowana w duchu tradycyjnym, w jednej religii, chrześcijańskiej i po prostu nie potrafi się z dnia na dzień otworzyć na tak daleko idącą zmianę?
  • w końcu, skoro pozostajemy jednym z nielicznych miejsc na ziemi, wolnym od zamachów terrorystycznych, to czy nie mamy prawa uczynić wszystkiego co, jak wierzymy, pozwoli ten stan rzeczy zachować?

Z punktu widzenia Zachodu:

  • czy Polacy nie mogą zrozumieć, że skoro dostali w ostatnich latach znaczną pomoc finansową od bogatszych państw Unii, Unia oczekuje solidarności i pomocy jeszcze biedniejszym?
  • dlaczego nie rozumiemy, że budując podziały w Unii działamy na rzecz jej wrogów, takich jak Rosja czy islamscy ekstremiści, a także pogarszamy Unijne szanse w konkurencji z USA czy Chinami?
  • w końcu, dlaczego w ostatnich miesiącach prezentujemy tak radykalnie nieelastyczny styl prowadzenia polityki? Czy nie widzimy tego, że wypowiedzi / działania naszych polityków niemalże dyskwalifikują nas jako równorzędnego partnera do dyskusji?

Gdy kupujemy telewizor, samochód, mieszkanie, telefon – zazwyczaj staramy się podjąć jak najbardziej świadomą decyzję. Czytamy fora internetowe, korzystamy z porównywarek, sprawdzamy wyniki testów czy zasięgamy opinii ekspertów. Skoro zatem decydujemy o kwestii tak istotnej, dlaczego nie zastanawiamy się dłużej i nie rozmawiamy o tym? Jeżeli twierdzimy, że nie przyjęcie uchodźców przez niektóre kraje doprowadzi do podziału i możliwego rozpadu Unii Europejskiej – dlaczego nie zrobić wszystkiego, żeby tego uniknąć? Jeżeli uważamy, że fala uchodźców przyniesie ze sobą problemy społeczne, gospodarcze i zagrożenie bezpieczeństwa Europy dalece większe, niż konsekwencje nie przyjmowania ich – dlaczego nie przekonamy do tego punktu widzenia reszty Europy i nie uchronimy naszych sąsiadów?

Zanim, po raz kolejny, posłużymy się sloganem, utartym już tokiem myślenia – zatrzymajmy się na chwilę i zastanówmy, co budzi nasz niepokój. Powiedzmy Francuzom co sądzimy o ich gettach pod Paryżem. Zapytajmy Niemców, dlaczego, już nawet powszechnie utarło się, że obywatele tureckiego pochodzenia to eksperci w dziedzinie pozyskiwania zasiłków. Opowiedzmy o obawach naszych rodaków związanych z innymi kulturami, religią, obciążeniem finansowym niezamożnej Polski. A może zapytajmy Amerykanów, jak udaje im się budować tak wielokulturowe społeczeństwo? Nie bójmy się dyskusji.

Zaskakujące, że w kwestii tak mierzalnej, matematycznie możliwej do udowodnienia jak decydowanie o wypłacie kolejnej transzy zapomogi Grecji, potrafimy rozmawiać i podejmować dobrze pomyślaną decyzję, kierując się tym, co dla większości najlepsze. Dlaczego równie wnikliwie i rzetelnie nie potrafimy omówić i ustalić zasad pomocy dla uchodźców?

Ustalmy:

  • kryteria przyjęcia
  • warunki do spełnienia, celem otrzymania statusu uchodźcy
  • kodeks zasad i oczekiwań wobec nowo przybyłych
  • jasne kryteria usunięcia statusu uchodźcy i deportacji

Przygotujmy pakiety informacji:

  • kampanie w telewizji / radio
  • ulotki
  • tematyczną stronę www

Powiedzmy Polakom, Słowakom czy Węgrom o zaletach wielokulturowości, przedstawmy kulturę i zwyczaje Syryjczyków, przypomnijmy, że Bagdad był kiedyś kolebką nauki. Skontrastujmy to z przytoczonymi wyżej problemami – z integracją, z asymilacją, z bezrobociem.

Czyż nie łatwiej byłoby nam, społeczeństwu świadomie decydować, gdybyśmy zostali uzbrojeni w gremialnie uzgodnione zestawienie wad i zalet, nadziei i niepokoi wynikających z otwarcia się na uchodźców? Może brzmi to okrutnie, na szali przecież ludzkie życie. Ale Syryjczyków możemy ratować na różne sposoby – także u nich, albo w Turcji. Jeżeli dojdziemy do wniosku, że nam, Europejczykom kolektywnie się to nie opłaca i z uchodźcami w Europie nam nie po drodze – może odstąpimy od wzajemnych oskarżeń i zaczniemy wreszcie skutecznie działać?

Krzysztof Wołoszyn
Krzysztof Wołoszyn