Porzućmy panikę, a nie strefę euro

W życiu naprawdę opłaca się być optymistą, a w przypadku długoterminowego inwestora, ta cecha jest wręcz z definicji niezbędna. Na kryzys można patrzeć jak na czas strat i zagrożeń, ale można go także postrzegać jako źródło możliwości i szans na korzystne zmiany. Kryzys w strefie euro odbił się echem na wszystkich rynkach światowych, a wielu inwestorów pesymistycznie ocenia kondycję ekonomiczną i przyszłość tego regionu. Co ja na to? Ja jestem optymistą. Wybory w Grecji za nami, a wiele pytań nadal pozostaje bez odpowiedzi. Uważam jednak, że ostatecznie Europa wyjdzie z kryzysu silniejsza, niezależnie od tego, czy Grecja w końcu zdecyduje się opuścić strefę euro (co jest, według mnie, mało prawdopodobne).

W mojej ocenie, europejskie władze utrzymują dobry kurs, pomimo politycznego impasu pomiędzy zwolennikami „zaciskania pasa” (takimi jak Niemcy) a krajami sprzeciwiającymi się nadmiernym cięciom wydatków (takimi jak Grecja). Uważam, że najważniejszym aspektem obecnej sytuacji jest fakt, że europejscy liderzy robią co mogą, by zbudować unię fiskalną umacniającą zarówno sojusz państw Europy, jak i wspólną walutę. Proces ten wymaga oczywiście czasu i cierpliwości, ale w końcu z pewnością przyniesie korzystne rezultaty. Problemy, które wywołały kryzys, muszą zostać rozwiązane, a obecnie prowadzone są realne działania w tym kierunku.

Wyniki majowych wyborów w Grecji pokazały silny sprzeciw elektoratu wobec tradycyjnych partii politycznych, biorąc pod uwagę dobre wyniki ugrupowań skrajnie lewicowych i prawicowych, z których większość odrzuca ustalone przez Unię Europejską (UE) warunki spłaty zadłużenia i programy reform polityki budżetowej. W drugich wyborach przeprowadzonych 17 czerwca, wyborcy najwyraźniej nieco uspokoili swój gniew i wykazali się bardziej logicznym myśleniem; większość głosów zdobyły umiarkowane partie, popierające unijne warunki reform.

Cały czas toczy się debata o prawdopodobieństwie opuszczenia strefy euro przez Grecję i nadal nie możemy powiedzieć nic konkretnego w tej sprawie. Uważam, że Grecja może pozostać w unii walutowej, zreformować swą gospodarkę i liczyć na lepszą przyszłość pod warunkiem, że liderzy tego kraju przestaną trwonić pieniądze publiczne i zaczną eliminować bariery hamujące rozwój przedsiębiorczości. Cięcia rządowych wydatków prowadzące do ograniczenia państwowej biurokracji i regulacji paradoksalnie mogą przełożyć się na szybszy wzrost i lepszą koniunkturę w Grecji. Jeżeli jednak UE z jakichkolwiek powodów zmusi Grecję do wyjścia ze strefy euro lub decyzję o powrocie do własnej waluty podejmie grecki rząd, Grecy najprawdopodobniej nie będą pozbywać się swych oszczędności i aktywów denominowanych w euro, a tym samym nie opuszczą całkowicie systemu wspólnej waluty.

Uważam, że Grecja nie jest jedynym krajem, który może wyciągnąć jakieś wnioski z lekcji zafundowanych nam przez kryzys. Niektóre kraje Europy Zachodniej i rynki rozwinięte z innych części świata zmagają się z nadmiernym lewarowaniem swych bilansów. Jednocześnie, wiele rynków wschodzących jest w znacznie lepszej kondycji na tle świata rozwiniętego, pod kątem zarówno zadłużenia, jak i tempa wzrostu gospodarczego. Przykładowo, Polska była jedynym krajem należącym do UE, który uniknął recesji w okresie kryzysu finansowego w latach 2008-2009.1

Choć Europa Zachodnia jest znacznie większa od Europy Wschodniej, sądzę, że ten drugi region ma pewną przewagę wynikającą z niskiego poziomu bazowego, dzięki czemu może notować szybszy wzrost i przeprowadzać bardziej zaawansowane reformy. Konieczne oszczędności niewątpliwie będą bolesne dla niektórych krajów europejskich, ale za to skutecznie zmuszą słabsze gospodarki regionu do uporządkowania własnych podwórek. Zarówno wschodnioeuropejskie, jak i zachodnioeuropejskie gospodarki mają duże pole do współpracy i budowania lepszej przyszłości ekonomicznej dla wszystkich. Zachód może inwestować na Wschodzie, a Wschód może zaopatrywać Zachód w niedrogie towary oraz oferować możliwości inwestycyjne i rynki zbytu.

Kryzys może być źródłem możliwości

Europa przeżywa obecnie okres ekonomicznych zawirowań, jednak myślę, że zamiast uciekać z tego regionu, należy zastanowić się jakie okazje dla inwestorów mogą wynikać z kryzysu. Każdy inwestor powinien także pamiętać o globalnej dywersyfikacji. Ja oczywiście interesuję się w szczególności rynkami wschodzącymi, ponieważ ich wartość stanowi dziś ok. jednej trzeciej łącznej kapitalizacji światowych rynków akcji. Biorąc pod uwagę prognozy szybkiego wzrostu gospodarek rozwijających się, ich młode populacje oraz generalnie lepsze wskaźniki zadłużenia do PKB w porównaniu z wieloma rynkami rozwiniętymi, jestem przekonany, że nie można ignorować tych rynków przy globalnej dywersyfikacji portfeli. Obawy i niepewność najprawdopodobniej nadal będą wywoływać globalne napięcia, które będą odczuwalne także na rynkach wschodzących, ale – jak zauważyłem wcześniej – niepewność jest dla mnie potencjalnym źródłem możliwości. Niektóre firmy z rynków wschodzących mogą nawet decydować się na kupno aktywów w Europie po zaniżonych cenach, by zwiększać swój międzynarodowy zasięg.

Część inwestorów uważa rynki wschodzące za „zbyt ryzykowne”, ale doświadczenia związane z kryzysem strefy euro dobitnie pokazują, że nie ma inwestycji bez ryzyka. Pewien przedstawiciel sektora bankowego z Europy zapytał mnie ostatnio o ład korporacyjny na rynkach wschodzących, sugerując, że jego poziom jest bardzo niski. Odrzekłem, że przykłady niedostatecznego ładu korporacyjnego można znaleźć nie tylko w krajach rozwijających się, ale także w Europie i USA. Publiczność zamarła. Wyjaśniłem, że choć pewne problemy są charakterystyczne tylko dla niektórych rynków, poziom ładu korporacyjnego w każdym miejscu na świecie może być wysoki lub niski. Przykładowo, można wskazać amerykańskie przedsiębiorstwa, których założyciele podejmują decyzje warte miliardy dolarów bez konsultacji z zarządem. Ład korporacyjny zawsze wymaga szczegółowej i indywidualnej analizy podczas poszukiwań atrakcyjnych możliwości inwestycyjnych.

Podsumowując, nie martwię się zbytnio o przyszłość Europy w dalszej perspektywie, pomimo bieżącej niepewności. Gdyby Europa i Stany Zjednoczone ponownie wpadły w otchłań recesji, miałoby to oczywiście niekorzystne konsekwencje dla wszystkich rynków. Nie sądzę jednak, by było to prawdopodobne. Obszarem, który obserwuję ze szczególną uwagą, jest rynek walutowy. Moim zdaniem, euro radziło sobie całkiem nieźle przez cały okres kryzysu, unikając, jak dotąd, dramatycznych spadków wartości i utrzymując kurs powyżej poziomu debiutu z 1999 r.2 Oznacza to, że są jeszcze ludzie wierzący w potencjał strefy euro. Ja jestem jednym z nich!


1.Źródło: „CIA World Factbook”, maj 2012 r.

2. Źródło: Europejski Bank Centralny. Kurs EUR/USD na zamknięciu dn. 4 stycznia 1999 r. wynosił 1,1789.

Informacja  natury prawnej

Informacje zawarte w tym artykule nie stanowią kompletnej analizy wszystkich istotnych faktów dotyczących jakiegokolwiek kraju, regionu czy rynku. Wszelkie przedstawione w artykule komentarze, opinie i analizy reprezentują wyłącznie zdanie dr Mobiusa i mają charakter wyłącznie informacyjny. Biorąc pod uwagę zmienność warunków rynkowych i ekonomicznych, wszelkie komentarze, opinie i analizy dr Mobiusa są w pełni aktualne wyłącznie w dniu ich publikacji i mogą ulec zmianie bez odrębnego powiadomienia. Wyrażone opinie mają na celu zobrazowanie sposobu, w jaki dr Mobius analizuje rynki papierów wartościowych, a komentarze w żadnym wypadku nie stanowią indywidualnych porad lub rekomendacji inwestycyjnych ani zachęty do nabycia, sprzedania lub utrzymywania jakichkolwiek papierów czy stosowania jakiejkolwiek strategii inwestycyjnej. Czytelnik może podejmować decyzje w oparciu o zawarte w artykule informacje wyłącznie na własne ryzyko. Przed podjęciem jakichkolwiek decyzji inwestycyjnych, zalecamy skonsultowanie się z profesjonalnym doradcą.

Dane pochodzące z zewnętrznych źródeł mogły zostać wykorzystane na potrzeby opracowania niniejszego komentarza. Takie dane nie zostały odrębnie zweryfikowane, potwierdzone ani poddane jakiejkolwiek kontroli przez dr Mobiusa ani Franklin Templeton Investments i nie gwarantujemy, że są one w pełni precyzyjne.

Franklin Templeton Investments i dr Mobius nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za jakiekolwiek straty wynikające z wykorzystania zawartych w artykule informacji, opinii lub szacunkowych danych.

Źródło: URL http://mobius.blog.franklintempleton.com/,  22 czerwca 2012 r.

Opinie wyrażone przez autora są na dzień publikacji:  22 czerwca 2012 r.

© Copyright 2010 Franklin Templeton Investments. Wszelkie prawa zastrzeżone

Mark Mobius
Mark Mobius