Powrót do przeszłości

Wróciłem z urlopu, który spędziłem zwiedzając Wietnam i Kambodżę, kraje, do których nie jedzie się po to, żeby spędzić czas na lenistwie. Rzeczywiście, fizycznie ta wyprawa była wyczerpująca, ale psychicznie bardzo relaksująca, bo pozwoliła na zapomnienie o rynkach finansowych i o tym, co dzieje się w polskiej polityce. Co prawda nie odmówiłem sobie przed snem sprawdzania w hotelowym telewizorze poziomu światowych indeksów, ale to jednak nie było to, co robię w Polsce, gdzie kilkanaście godzin dziennie poświęcam pracy zawodowej. Po powrocie do kraju szybko stwierdziłem, że bajka się skończyła i poczułem się jak Józef K., bohater „Procesu” Franza Kafki, ale nie o tym chcę tutaj pisać.

 Oczywiście, jeśli chodzi o zabytki, najbardziej ciekawa była Kambodża, do której przyjeżdża coraz więcej turystów po to, żeby zobaczyć na własne oczy Angor Watt. Jednak spędziłem tam zbyt mało czasu, żeby coś sensownego o tym kraju powiedzieć. Wietnam zaskoczył mnie przede wszystkim … smrodem spalin. Zarówno w Hanoi jak i w Ho Chi Minh City (Sajgon) miliony ludzi jeżdżą skuterami (od czasów wojny ludność Wietnamu wzrosła z 20+ do ponad 80 mln). W Sajgonie jest prawie 3 miliony skuterów. Można sobie wyobrazić, co się dzieje na ulicach. Transportu miejskiego praktycznie nie ma, więc każdy mieszkaniec miasta chcący się przemieścić musi uruchomić swojego „śmierdziela”. Nic dziwnego, że jedna trzecia kierowców prowadzi w maskach chroniących nos i usta. Mówimy, że w Warszawie powietrze jest zanieczyszczone, ale naprawdę nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, co to znaczy prawdziwe zanieczyszczenie. Właśnie w Wietnamie widać wyraźnie jak małe znaczenie przykłada rząd biednego kraju do ochrony środowiska.

W czasie, kiedy tam byłem obchodzono 70 rocznicę powstania Partii Komunistycznej Wietnamu (jedynej legalnej partii). Czasem czułem się tak jakby czas cofnął się o 30 lat. Na większości latarń wisiały czerwone flagi zarówno te z sierpem i młotem jak i z herbem Wietnamu. Zawodowa ciekawość musiał mnie jednak zżerać skoro zacząłem dowiadywać się, jak wygląda gospodarka Wietnamu. Okazuje się, że siedmioprocentowe wzrosty PKB nie są tam niczym wyjątkowym. Kraj został przyjęty do Światowej Organizacji Handlu, a inwestorzy zagraniczni z dużą intensywnością inwestują zarówno w sposób trwały jak i portfelowo. Giełda wietnamska szaleje. Nie wszystko jednak wygląda tak cudownie. Bieda też szaleje, szczególnie na wsi (ponad 60 procent Wietnamczyków to rolnicy). Oświata i opieka medyczna jest płatna. Szczególnie tego nie potrafiłem zrozumieć w kraju, którego nazwa brzmi Socjalistyczna Republika Wietnamu. Nie do końca jednak jestem pewien czy to, co nam w dwóch miejscach mówiono jest prawdą (proszę Państwa o informacje). Twierdzono, że nie ma bezpłatnej nauki, a po powrocie do Polski przeczytałem, że od 6 do 11 roku życia dzieci muszą się uczyć i dzięki temu poziom analfabetyzmu jest niższy niż 10 procent.

Widać jednak, że przykład Chin jest zaraźliwy. Można mieć system jednopartyjny i szybki rozwój gospodarczy. Zresztą to nie jest tylko przykład państw komunistycznych, bo przecież w Singapurze Partia Akcji Ludowej rządzi nieprzerwanie od blisko 40 lat. Puszczając wodze fantazji można sobie wyobrazić Polskę, w której po stanie wojennym PZPR przeprowadza reformy, co doprowadza do szybkiego rozwoju gospodarczego. Brr… Demokracja, mimo swoich wad, jest jednak tym ustrojem, który daje chociaż nadzieję. Nadzieję na zmiany. Nie ulega jednak wątpliwości, że państwa, w których rządzi się metodami niedemokratycznymi mają dla inwestorów (krajowych i zagranicznych) swój niezaprzeczalny urok. Przynajmniej jest pewność, że nikt się (do rewolucji ;-) nie będzie buntował.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

(komentarz pojawi się po zatwierdzeniu)

Piotr Kuczyński
Piotr Kuczyński