Procedura czeka na pismo premiera

Premier Donald Tusk wciąż odkłada podanie choćby harmonogramu odchodzenia ze stanowiska.

Procedura czeka na pismo premiera 3

Wydawało się oczywiste, że na planowy szczyt Rady Europejskiej 23–24 października chce pojechać ostatni raz jako szef rządu, potem zrezygnować, przejąć 1 grudnia obowiązki od Hermana Van Rompuya i poprowadzić pierwszy „swój” szczyt 18–19 grudnia. Według najnowszych wieści wymiana na stanowisku prezesa Rady Ministrów nastąpi jednak dość szybko i 23–24 października Polskę będzie reprezentował już nowy premier, a Donald Tusk skoncentruje się na poznawaniu kulis organizacyjnych szczytu.

Wywołująca tyle emocji zmiana na szczytach władzy na razie przebiega wyłącznie w warstwie polityczno- -medialnej. Prawnie temat zaistnieje dopiero w chwili złożenia przez premiera pisemnej dymisji na ręce prezydenta. Termin zależy wyłącznie od uznania przez Donalda Tuska i jego zauszników, jak będzie najkorzystniej i dla niego, i dla Platformy Obywatelskiej, zwłaszcza w kontekście wypadających 16 listopada wyborów samorządowych. Przeciąganie stanu niepewności uznano po analizie za niekorzystne wizerunkowo, stąd decyzja o przyspieszeniu.

Przyjęciem dymisji premiera wreszcie upodmiotowiony zostanie prezydent Bronisław Komorowski. Głowa państwa poczuła się wyautowana z gry ogłoszeniem przez PO partyjnego namaszczenia Ewy Kopacz. Trudno zrozumieć czemu, przecież objęcie stanowiska premiera znacznie wcześniej publicznie ogłosiła… sama pani marszałek, w ostrożnościowej formule „podejmę się, jeśli będzie trzeba”. Prezydent przy powierzaniu misji utworzenia rządu nie ma żadnej alternatywy, jako że nikt inny nie otrzyma w obecnym Sejmie wotum zaufania — ale nie znosi, gdy ktokolwiek, także macierzysta partia, zabiera mu konstytucyjne zabawki.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski