Przelew wyjdzie jutro

Każdy kto prowadzi jakikolwiek biznes, gdzie dochodzi do transakcji z odroczonym terminem płatności musiał słyszeć tytułowe stwierdzenie. Zeszłotygodniowa wymiana zdań na twitterze o nieregulowaniu płatności zainspirowała mnie do tego wpisu, ponieważ mam spore doświadczenie w temacie upominania się o należne płatności.

Kreatywna księgowość na gigantyczną skalę

Niestety temat niepłacenia w polskim biznesie jest nagminny. Nie płacą w terminie prawie wszyscy. Zazwyczaj chodzi o niepłacenie dużych podmiotów w stosunku do swoich podwykonawców. Powodów niepłacenia są setki. Poniżej przedstawiam cały proces przeciągania płatności.

Zazwyczaj słyszymy najprostsze – faktura jeszcze do nas nie doszła. Zatem dzwonimy do recepcji w poszukiwaniu faktury. Drugi etap to stwierdzenie, że faktura doszła i została przekazana do księgowości, a pani z recepcji z którą rozmawiamy zasłania się tym, że niewiele może zrobić w temacie. Wreszcie udaje się dodzwonić do księgowości. Tam informują nas, że rzeczywiście jest faktura, ale nie została wprowadzona do systemu. Po kilku dniach dzwonimy z pytaniem czy faktura jest w systemie. Hurraaa jest w systemie! Jest też ale. Fakturę w systemie musi zatwierdzić prezes albo ktoś z zarządu. Czekamy. Po jakimś czasie okazuje się, że trzeba jeszcze wyjaśnić za co jest ta faktura. Kolejne dni mijają. Wreszcie zdenerwowani dzwonimy do prezesa. Ten już nie może się wykręcić, że nie wie co to za faktura. Informuje nas, że faktura została autoryzowana. Co to znaczy? Nie wiemy. Ale po drugim telefonie wreszcie słyszymy, że przelew wyjdzie jutro. Często mija jeszcze tydzień… Dla kogo to jest znajoma ścieżka?

Niestety takie podejście jest nagminne. Zajmuje sporo czasu i niepotrzebnych nerwów. Duzi gracze po prostu finansują się małymi. Jeżeli ktoś nie chce odbierać takich telefonów to stawia sprawę jasno. Ok płacimy w terminie, ale chcemy wydłużenia terminów płatności. I proponuje… 120 dni. Byłem w szoku kiedy niedawno dowiedziałem się, że wielka międzynarodowa korporacja z ulicy Wołoskiej w Warszawie dwa tygodnie zastanawiała się jaki termin płatności ustalić dla swojego podwykonawcy. Ów podwykonawca to startup świadczący usługi graficzne. Chodziło o fakturę i tu uwaga w wysokości 700 zł netto. Dla porównania korporacja ma obroty rzędu 0,5 mld zł rocznie. Pierwsza propozycja to 120 dniowy termin, ale po 2 tygodniach jej przedstawiciele uradzili, że mogą go skrócić do 90 dni!

Oczywiście słyszę głosy oburzonych. No jak to, przecież można brać zaliczki, płatności z góry itp. Jasne, tylko że jak się działa na konkurencyjnym rynku to niestety w wielu wypadkach się nie da. Chodzi o zwykłą przyzwoitość i szanowanie partnerów.

Problem niepłacenia jest ogromny i nie znam osób, które prowadząc przedsiębiorstwa go nie mają. Być może należy wprowadzić kontrowersyjne i rewolucyjne rozwiązanie. Proponuję, żeby w każdym terminie płatności powyżej 30 dni należały się odsetki ustawowe. Powinny być wpisywane z automatu w programach do fakturowania, a sama regulacja powinna być rygorystycznie przestrzegana. Po drugie jeżeli ktoś przekroczył termin płatności o 14 dni to taka faktura nie jest kosztem podatkowym zatem nie można jej odliczać zarówno od VATu jak i podatku dochodowego. Takie regulacje powinny być mocno przestrzegane.

Wiem, że jest to rozwiązanie skrajne, ale jeżeli wielu osobom brak po prostu przyzwoitości to coś należy z tym zrobić.

Kamil Gemra