Radwańska dźwignią pożyczek na 106 proc.

Bank wprowadził do gry pierwszą rakietę RP licząc, że dzięki niej sprzedaż karty kredytowych i pożyczek wystrzeli w górę. Na razie ma 25 tys. klientów.


Trzeba mieć sporo odwagi, żeby wejść na rynek kart kredytowych w Polsce i próbować na nich zrobić biznes. Próbę taką podjął dwa lata temu Vanquis Bank, bankowe ramię Provident Financial. Trzeba wyjaśnić, że nie ma on nic wspólnego z „naszym” Providentem, który należy do innej brytyjskiej spółki – International Personal Finance. Provident Financial prowadzi na Wyspach dokładnie taki sam biznes jak „nasz” Provident, czyli udziela wysokooprocentowanych pożyczek w domu klienta. Kiedy jednak u nas kręci się on w najlepsze w UK coraz bardziej słabnie. W 2013 r. zysk brutto Provident Financial z pożyczek „domówkowych” wyniósł 102 mln funtów, wobec 122 mln GBP rok wcześniej. Za to Vanquis, który specjalizuje się w wydawnictwie kart kredytowych klientom, którzy mieliby problem z uzyskaniem takiego plastiku w klasycznym banku, zarobił 106 mln funtów, czyli 56 proc. więcej niż w 2012 r. Wynik pomniejszony jest 7,6 mln GBP straty poniesionej na start up w Polsce.

Karty kredytowe dla klientów poniżej standardu sprzedają się na Wyspach jak ciepłe bułeczki. Provident brytyjską kalkę przyłożył do polskiego rynku i założył, że u nas będzie to równie chodliwy towar. Na jakiej podstawie? Rynek kart kredytowych w Polsce kurczy się jak chiński tiszert w praniu. Tuż po wybuchu kryzysu finansowego w 2008 r. teoretycznie Polacy mieli 11 mln kart. Jak się okazało, mieli, ale w szufladzie, albo nawet koszu. Tony plastiku wyemitowanego przez banki nigdy nie zostały aktywowane. Kilka lat temu zaczęło czyszczenie portfeli z nieczynnych kart, który trwa do dzisiaj. Według opublikowanego wczoraj raportu ZBP Netb@nk proces znikania kart kredytowych, zatrzymany na chwilę w II kwartale 2013 r., kiedy ich liczba wzrosła z 6 303 tys. w I kwartale do 6 333 tys., znowu jest kontynuowany. Na koniec marca tego roku banki miały w portfelu już tylko 6 099 tys. kredytówek. Ile z nich jest naprawdę w użyciu? Biuro Informacji Kredytowej szacuje, że nie więcej niż 4 mln.

Na rynek, gdzie prawdziwy pomór wykosił w ciągu kilu lat niemal połowę populacji, wszedł Vanquis. Z raportu rocznego Providenta wynika, że pod dwóch latach od startu bank emituje miesięcznie około 2,5 tys. kart. Na koniec 2013 r. obsługiwał 25 tys. klientów wobec 9 tys. w grudniu 2012 r. Wartość aktywów wyniosła 16 mln funtów.

W raporcie jest też zdanie, które, jak mi się wydaje, wyjaśnia dlaczego biznes kartowy w Polsce się nie udaje. „Obecnie polski konsument ma większą skłonność do wykorzystywania karty do wyciągania gotówki niż do płatności w POS”. Polski konsument po prostu nie wie jak z karty kredytowej korzystać. Polsko konsument rozumuje, że jak pożycza pieniądze to musi je dostać do ręki. Z punktu widzenia Vanquisa to właściwie dobrze, że posiadacz karty od razu idzie z nią do bankomatu, bo od każdej wypłaty kasuje 3 proc. prowizji minimum 8 zł. Ale chyba nie o to w tym biznesie chodzi. Provident w raporcie wyraża nadzieję, że wraz ze wzrostem popularności handlu w Internecie oraz po obniżkach interchange, przyzwyczajenia Polaków zmienią się. Jak widać, nie do końca jest mu chyba na rękę, że klient pędzi po gotówkę. Być może dlatego, że po „opróżnieniu” karty łatwiej zapomina, że ma kredyt do oddania.

Warto dodać, że sama karta Vanquis Banku jest produktem całkiem sensownym. Miesięczny abonament kosztuje 9,95 zł lub 19,95 zł – cena zależy od oceny kondycji finansowej wnioskującego. Opłaty można uniknąć wykonując pięć transakcji bezgotówkowych miesięcznie na minimum 250 zł. Oprocentowanie kredytu jest wyższe niż w standardowych bankach i zależy od wielkości zadłużenia. Przy 2,2 tys. zł wynosi 35,8 proc., a dla 5 tys. zł 28,4 proc. Maksymalny limit kredytowy to na początek 5 tys. zł.

Jak widać warunki są całkiem przystępne, a co w tym plastiku najlepsze, dostępny jest też dla klientów, którzy pocałowali już klamkę w standardowym banku. Vanquis weryfikuje co prawda wnioskodawców w BIK-u i BIG-ach, ale zapis i niezapłaconym długu w przeszłości nie przekreśla ich szans do kartę kredytową.
Dlaczego zatem, choć produkt jest atrakcyjny, jakoś nieszczególnie przyjmuje się na rynku? Bo, że się nie przyjmuje jest dość oczywiste, tak jak i to, że model biznesowy Vanquisa nad Wisłą się nie sprawdza i trzeba go zmodyfikować. Na Wyspach bank sprzedaje wyłącznie karty kredytowe oraz depozyty. W Polsce do oferty dorzucił również pożyczkę odnawialną oraz linię kredytową. Są produkty długoterminowe z rocznym okresem spłaty (pożyczkę odnawialną można spłacać i 4 lata) z solidnym oprocentowaniem 106 proc. rocznie (stopa rzeczywista).

Vanquis zatrudnił niedawno Agnieszkę Radwańską, żeby pomogła rozruszać biznes. Czy jej się uda? Zobaczymy. Provident uważa, że zmiany regulacyjne na rynku pożyczkowym przygotowane przez resort finansów, stwarzają mu szanse do rozepchania się na polskim rynku. Przypomnijmy, że regulacje, jeśli wejdą w życie, uderzą głównie w biznes chwilówkowy.

Nie czekając na prawne ramy, dobrze byłoby dla Vanquisu, gdyby popracował nad serwisem telefonicznym. Jakość połączeń bywa gorsza niż na Skypie, a poziom kompetencji załogi call centre do najwyższych nie należy. Słyszałem, że Vanquis zlokalizował centrum telefoniczne w Wielkiej Brytanii, bo tak jest oszczędniej. Z jakością to nie poszło w parze.

Na pewno zmian wymaga też strona internetowa, na której brakuje podstawowych danych o produktach. Można za to poczytać takie dołujące teksty: „Żyjemy w surowych czasach, w których koszty utrzymania rosną, a wielu ciężko pracujących osób z trudem wiąże koniec z końcem. Gwałtowny wzrost cen żywności i energii znacznie utrudnia gospodarstwom domowym rozporządzanie dochodami, a brak wzrostu poziomu płac oznacza, że dochody znajdują się pod wielostronną presją”.

Albo: „Mimo trudnej sytuacji ekonomicznej, która doskwiera wielu pracującym na swoje utrzymanie obywatelom, miliony ludzi również w tym roku udadzą się na zasłużony wypoczynek za granicą. Niestety, wzrost kosztów utrzymania oraz brak wzrostu poziomu płac mają negatywny wpływ na rozporządzalne dochody”. Nic tylko się zabić, albo otworzyć kartę kredytową, do czego obydwa passusy zachęcają.

Eugeniusz Twaróg
Eugeniusz Twaróg