Remanent z końca roku

Nie lubię robić podsumowań roku. Wszyscy to robią i nie ma w tym nic ekscytującego, a poza tym im jestem starszy tym mniej mnie to bawi (to zdecydowanie eufemizm). Jednak to, co ostatnio mówią prawie wszyscy (cichy pisk sprzeciwu słychać jedynie z SLD), zahipnotyzowani chyba słowami premiera Jarosława Kaczyńskiego, skłoniło mnie do spojrzenia w statystyki. Premier i jego naśladowcy twierdzą, że rok 2006 był najlepszym okresem w gospodarce od czasu transformacji w 1989 roku. Nie jest to jednak prawda. To był rok jeden z najlepszych, ale wcale nie najlepszy. W latach 1996 -1998 bezrobocie spadało aż do poziomu 9,5 procenta – teraz jest bliskie 15 procentom, a przecież jego spadek w dużej mierze jest wynikiem emigracji, z czego trudno się cieszyć. Nie tylko rynek pracy wyglądał wtedy lepiej. Dynamika produkcji rosła po kilkanaście procent miesięcznie, a PKB w 1996 roku wzrósł o 7,9 procenta i powoli spadając dotarł w 1998 roku mniej więcej do poziomu, który osiągnęliśmy w tym roku. Potem było dużo gorzej, bo bezsensowne podwyżki stóp procentowych nałożyły się na recesję światową, co na przełomie wieku XX i XXI wprowadziło również i na naszą gospodarkę w stagnację. Wtedy to stopa bezrobocia wzrosła do prawie 20 procent.

Był w tych dobrych latach również i problem – duży problem: inflacja, która przekraczała 10 procent. Trzeba by jednak zapytać tych Polaków, którzy od tego czasu stracili pracę, czy przypadkiem nie woleli pracować nawet przy wyższej inflacji. Czasem lepiej dopuścić do nieco wyższego wzrostu cen (teraz oczywiście nie dwucyfrowego, ale na przykład 3 procentowego), żeby podkręcić wzrost gospodarczy i zmniejszyć bezrobocie. Ale może słowa polityków rządzącej koalicji należy odczytywać nieco inaczej? Może mówiąc, że rok był najlepszy w historii od 1989 roku uważają, że to inflacja jest najważniejsza dla społeczeństwa i całej gospodarki? Może po prostu są wyznawcami neoliberalizmu i monetaryzmu, który nadal jest w ekonomii teorią panującą (chociaż pojawia się coraz więcej odszczepieńców)? Tyle, że w latach 2002 – 2003 dynamika wzrostu inflacji była bardzo podobna do tego, co obserwujemy teraz.

Poza tym, jeśli rzeczywiście inflacja jest dla rządu najważniejsza (w co trudno mi uwierzyć) to przecież jej zduszenie z całą pewnością nie jest zasługą rządu (żadnego rządu). To wynik skomplikowanych procesów przeniesionych do nas z globalnej gospodarki oraz skutek polityki prowadzonej przez Radę Polityki Pieniężnej. Zazwyczaj (niesłusznie) mówi się RPP, a myśli Leszek Balcerowicz, więc stawiając inflację na podium rządzący powinni dać profesorowi Balcerowiczowi medal. Nie wydaje się prawdopodobne, żeby o to im chodziło. Nauczka jest jedna: warto mówiąc coś o gospodarce spojrzeć w statystyki albo chociaż zapytać ekspertów, czy nie mówi się, co okaże się być nieprawdą.

W końcu roku wydarzyło się jeszcze coś, co nie wywołało większych komentarzy, a powinno było. Posiadacze akcji Energopolu dostali w przedświąteczny piątek 22 grudnia szczególny prezent – przecenę akcji o 65 procent. Nie będę przypominał całej historii, bo można ją prześledzić w innych miejscach, ale w skrócie chodziło o to, że J.W. Construction wejdzie na giełdę bocznym wejściem, bo mały, giełdowy Energopol przejmie duży nie-giełdowy J.W. Construction. Cena akcji Energopolu drożała na długo przed odpowiednim komunikatem, co było dosyć podejrzane. W listopadzie cena akcji doszła w okolice 200 złotych po czym zaczęła spadać (też teoretycznie bez powodu) i tak spadała do 21 grudnia tracąc blisko 50 procent. 22 grudnia okazało się, że mimo postanowień WZA Energopol zrezygnował z fuzji. W tej sytuacji jednodniowa, 65 procentowa przecena nie była niczym nadzwyczajnym.

Cała ta sprawa (włącznie z terminem podania informacji) wygląda bardzo dziwnie i naprawdę warto, żeby KNF się nią poważnie zajęła. Jeśli WGPW myśli o otwarciu parkietu typu londyńskiego AIM, na którym regulacje byłyby mniejsze niż na głównych parkietach to wcześniej powinno się doprowadzić do sytuacji, w której dziwne wydarzenia są błyskawicznie wyjaśniane, a komunikaty z tymi wyjaśnieniami natychmiast publikowane. W tym kontekście pytanie: czy jeśli na tak dobrze wydawałoby się uregulowanym rynku, jakim są giełdy akcji w USA, gdzie SEC (odpowiednik byłej KPWiG) jest bardzo silny, dochodziło i z pewnością nadal dochodzi) do „przekrętów” typu Enron, WorldCom itp. to jakim cudem w Polsce praktycznie nie ma żadnych przestępstw giełdowych? Może trzeba zmienić prawo i dać KNF lepsze narzędzia? Warto się nad tym zastanowić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

(komentarz pojawi się po zatwierdzeniu)

Piotr Kuczyński
Piotr Kuczyński