Rozminowanie przed exposé

Start rządu Ewy Kopacz wizerunkowo wyszedł fatalnie, czego powodem była przede wszystkim nachalnie upartyjniona prezentacja gabinetu w auli Politechniki Warszawskiej jeszcze przed zaprzysiężeniem.

Rozminowanie przed exposé

Nawet wierny elektorat PO nostalgicznie westchnął: „Ech, to nie Tusk…”. Fakt, dotychczasowy władca, wciskając Polakom kit, doskonale wiedział, że „ludzie to kupią” pod warunkiem pociągającego opakowania, czyli absolutnie nie „byle na chama, byle głośno, byle głupio”, lecz z doskonale opanowanym szelmowskim wdziękiem.

Pryncypał przekazał następczyni aż trzynastu na osiemnastu ministrów, czyli 72 proc. Obsadzenie przez nową premier pięciu wakatów partyjnymi koteriami oraz znajomymi od kawy potwierdza, że odziedziczenie większości rządu to per saldo i tak dla Polski lepsze wyjście. Z drugiej jednak strony, już w pierwszych dniach wyszło, że odchodzący wódz podłożył kilka min. Ewa Kopacz rzuciła się do gwałtownego ich rozbrajania przed exposé, które wygłosi w najbliższą środę.

W niedzielę nad ranem patrol saperski wysłany do Sosnowca zneutralizował zlekceważoną przez poprzedni rząd minę Kazimierz-Juliusz. Wyczerpywanie się złoża tej ostatniej zagłębiowskiej kopalni oraz wzrastanie problemów z opłacalnością i bezpieczeństwem resztkowego wydobycia to oczywistość. Ale gwałtowne przyspieszenie przez zarząd Katowickiego Holdingu Węglowego zakończenia fedrunku już z końcem września poskutkowało strajkiem, który przypomniał czasy z filmu „Perła w koronie”. Ewa Kopacz nakazała osiągnięcie porozumienia z górnikami za wszelką cenę. Kopalnia przedłuży wydobycie w warunkach „ekonomicznie uzasadnionych”, czyli najwyżej przez rok, wychodzi że do… wyborów parlamentarnych. Kazimierz-Juliusz zostanie też przejęty przez Spółkę Restrukturyzacji Kopalń, co wymaga natychmiastowej nowelizacji górniczej ustawy. Rozbrojenie pojedynczej miny w Sosnowcu absolutnie nie odwołuje wyprawy górników do Warszawy — w środę pod Sejmem stanie całe pole minowe.

Innego typu uderzeniem w wizerunek rządu już Ewy Kopacz było wdrażanie standardów ekipy Donalda Tuska na styku polityki i biznesu. Można założyć, że nowa premier rzeczywiście nic nie wiedziała i została porażona wiedzą z mediów. Igor Ostachowicz przez siedem lat w ministerialnej randze stawał na konferencjach prasowych premiera w kraju i za granicą, zawsze między mediami, i z dystansu obserwował, nasłuchiwał, analizował. Nikt nigdy nie poznał publicznie realnej wartości jego pracy, jedynym świadectwem kwalifikacji było zlecenie przez odchodzącego premiera ministrowi skarbu wstawienia sekretarza stanu do zarządu Orlenu. Dopiero po szkodzie Igor Ostachowicz dowiedział się, że „dla dobra spółki” musi natychmiast zrezygnować. Inną miną była odprawa Marii Wasiak, obsadzonej na stanowisku „superministry”, która przechodząc z państwowego na państwowe przytuliła pół miliona odprawy. Na str. 20 przedstawiamy radość stowarzyszenia Arka, któremu niebo otworzyło się po ministerialnej darowiźnie. Ale przecież gdyby nie medialne nagłośnienie całkowicie zgodnej z przepisami patologii i ostra reakcja Ewy Kopacz przed exposé, radomskie dzieciny nie zobaczyłyby ani złotego.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski