Sposobność jest przelotna, doświadczenie zawodne, ocena trudna

Czy rzeczywiście powinniśmy być zaskoczeni obniżeniem przez znaczącą agencję ratingową naszego ratingu oraz zasygnalizowaniu negatywnej perspektywy ? Dlaczego nadal ufamy instytucjom, które skompromitowały się już wcześniej, w tym przed ostatnim wielkim globalnym kryzysem finansowym, utrzymując wysokie ratingi znaczących podmiotów rynkowych, gdy powszechnie było wiadomo że mają poważne problemy?

Satelitarne zdjecie Europy z orbity okoloziemskiejReprodukcja Marek SKORUPSKI / FORUM

Odpowiedź nie jest oczywista ani też jednoznaczna. Oficjalnie: bo nie ma innych wystandaryzowanych mierników wiarygodności finansowej niż te podawane przez agencje ratingowe takie jak S&P, Moody’s czy Fitch. Tym samym lepiej mieć ułomne narzędzie niż żadne. To jedynie część prawdy. Instytucje te jak i szereg innych jak chociażby MFW, Bank Światowy czy EBOiR oprócz tych nagłaśnianych oficjalnych funkcji stabilizacji systemu finansowego na świecie, wspierania rozwoju itp. mają również funkcje dodatkowe, są również swego rodzaju policjantami mającymi i mogącymi karać kraje które w jakikolwiek zauważalny sposób wyłamują się z ogólnie przyjętego schematu i swoimi działaniami zaburzają funkcjonowanie systemu. Nie należy traktować tej funkcji jako jedynie negatywnej, w końcu bez możliwości kontroli i karania byłyby pozbawione autorytetu i tym samym nieskuteczne. Niestety mechanizmy nacisku lub karania stosowane są mniej lub bardziej subtelnie nie tylko wobec krajów które ewidentnie łamią zasady ale także tych które dbając o interes swój i swoich obywateli próbują nieco zmienić narzuconą im rolę w systemie, naruszając tym samym interesy możnych tego świata.

Aby zrozumieć to, co dzieje się teraz w Polsce i w jej międzynarodowym otoczeniu, należy zrozumieć czym w systemie politycznym i gospodarczym Europy jest Polska oraz jak jej funkcjonowanie wpasowuje się w politykę amerykańską oraz unijną.

Jesteśmy stosunkowo duży rynkiem zbytu dla produktów Niemiec, Francji, a jednocześnie stanowimy zaplecze produkcyjne przede wszystkim niemieckiej gospodarki. Polska dostarcza na rynek niemiecki oraz innych lepiej rozwiniętych krajów UE produkty rolne i przemysłowe. Produkty przemysłowe stanowią ważny element łańcucha dostaw przemysłu głównie niemieckiego ponieważ są to często częściowo przetworzone półprodukty lub komponenty wykorzystywane w zaawansowanym przemyśle Niemiec. Rolą Polski jest produkcja, która ze względu na koszty pracy jest nieopłacalna w Niemczech lub innych krajach starej Unii. Zresztą takie pozycjonowanie Polski przyniosło nam dużo dobrego w ostatnich latach. Jesteśmy jedynie podwykonawcą, jednak dokonaliśmy istotnego skoku technologicznego, stając się ważnym partnerem dla Niemiec, a bezpiecznym krajem jest tylko ten w którym ulokowane są poważne interesy największych potęg współczesnego świata. Nie oszukujmy się, że w ramach obrony demokracji, praw człowieka czy czegoś podobnego największe demokracje tego świata, w tym przede wszystkim amerykańska, prowadzą kosztowne wojny. Poważne operacje wojskowe są co do zasady realizowane w obronie lub rozszerzaniu określonych interesów. Na potrzeby misji czysto humanitarnych trudno w obecnym świecie zmontować koalicję państw, które są skłonne wystawić więcej niż kilkuset, często symbolicznie uzbrojonych, żołnierzy.
Wplecenie Polski w system gospodarczy Europy i świata zachodniego pozwoliło nam wstąpić do UE i NATO. Również. aby dobrze spełniać rolę podwykonawcy, powinniśmy byli przyjąć określone standardy społeczne, gospodarcze i infrastrukturalne. Również, ale nie wyłącznie, z tego powodu, otrzymaliśmy wsparcie w postaci funduszy europejskich.

Znaczenie mamy także ze względu na położenie geograficzne, które stanowiąc nasze przekleństwo, pozycjonuje nas jednak na wysokim miejscu priorytetów w polityce europejskiej (nie tylko tej zachodniej, ale także wschodniej). Krajom europejskim moim zdaniem zależy na Polsce na tyle silnej i stabilnej, aby stanowiła dobry pomost do Rosji, ale jednocześnie w przypadku niechcianego obrotu sytuacji stanowiła wystarczająco wymagający dla Rosji bufor bezpieczeństwa świata zachodniego.

Rola jaka przypadła Polsce pozwoliła dokonać dużego skoku gospodarczego i cywilizacyjnego jednak potencjał tego wzrostu kończy się. Rację ma wicepremier rządu polskiego podkreślając, że musimy zmienić model gospodarczy na bardziej innowacyjny bo utkwimy w pułapce średniego dochodu. Moim zdaniem jest jeszcze gorzej. W świecie mobilnego kapitału bardzo szybko okaże się, że pojawi się kolejna gospodarka oferująca temu kapitałowi lepsze warunki (niższe płace, dobrze wykształconą kadrę głodna lepszego komfortu życia itp.), Polska doświadczy nie tylko stagnacji ale wręcz stopniowej utraty znaczenia gospodarczego.

Wcale nie jest pewne, czy kraje UE, zmagające się ze swoimi problemami są pozytywnie nastawione do wizji pojawienia się konkurencji na ich poziomie. Teraz Polska pracuje na ich potęgę nie będąc konkurentem. Jeśli dokona udanej zmiany modelu gospodarczego w perspektywie dekady lub dwóch może dołączyć do konsumentów najlepszych części tortu – zgromadzonych w Europie i Ameryce zasobów.

Zapowiadane gospodarcze zmiany systemowe wprowadzane przez PiS, o ile będą konsekwentne i wciąż w tak kompetentnych rękach, jak obecni ministrowie resortów gospodarczych, nie są zgodne z oczekiwaniami Europy Zachodniej. Przy czym nie chodzi o to że uważa ona rząd Zjednoczonej Prawicy za realne zagrożenie demokracji, ale o to, że prowadzone działania zaburzają przyjęty od lat mechanizm, w określony sposób nas konkretnie pozycjonujący.
Z innej przyczyny, również Amerykanie wcale nie muszą być bardzo zadowoleni z tego co dzieje się u nas. Niestety, Polska i cały nasz region ma w obecnej polityce USA marginalne znaczenie, a wszelkie niepokoje tj. konflikt Ukraina – Rosja powodują konieczność zajmowania się tematem, który nie jest priorytetem, co niezmiernie irytuje. Dla USA priorytetem nie jest Europa, a Bliski Wschód – ze względu na Izrael i Arabię Saudyjska (choć po rewolucji łupkowej, zbliżeniu z Iranem i wenezuelskiej próbie normalizacji Ameryka znacząco ograniczyła uzależnienie od dostaw z tego rejonu) i przede wszystkim Daleki Wschód tj. układanka z Chinami i Japonią w roli głównej, z ich sąsiadami póki co w tle, chociaż widocznym. Rzecz jasna jesteśmy w NATO i USA prawdopodobnie w przypadku realnego zagrożenia udzieliłyby nam pomocy, chociaż w rozgrywkach polityczno-militarnych na niższym szczeblu niż otwarta agresja już takiej pewności mieć nie możemy. O kuchni polityki USA-Rosja można było przekonać się na przykładzie nagłośnionej rozmowy Putina z Obamą. Taka jest rzeczywistość i nic na to nie poradzimy. Interesy, pomimo wielu konfliktów, różnic, a nawet sankcji gospodarczych, łączą Rosję i USA na wielu płaszczyznach. Jeśli Rosja wykona niebawem jakiś realny ruch w kierunku Zachodu, to powita on ją z szeroko otwartymi ramionami. W tym kontekście drobne epizody lotnicze na pograniczu turecko – rosyjskim, a więc NATO-wsko – rosyjskim, są bez znaczenia. Deal zapewne jest już negocjowany a nasz polski interes w tej układance trudno byłoby zauważyć nawet pod mikroskopem.

USA oczekują od Polski bycia wiernym sojusznikiem, co nie mniej ni więcej oznacza akceptację i wspieranie ich decyzji wobec naszego regionu. Nie oznacza to, że nasz interes zupełnie nie jest brany pod uwagę, jednak w przypadku rozbieżności z pewnością weźmie górę interes USA – co oczywiste, ale również Niemiec jako elementu nieporównywalnie ważniejszego na mapie Europy. Nie zmienią tego nawet okazjonalne decyzje, które wydawałoby się faworyzują Polskę. Może to jedynie oznaczać, że chwilowo taki obrót sytuacji był pożądany przez najważniejszych graczy w tym przede wszystkim USA.

Przy czym jednoznacznie odróżnijmy sytuację w Polsce od tej która miała miejsce na Węgrzech kilka lat temu. Tam znaczne zmiany pod wpływem przywództwa Orbana dokonywane były w okresie dużej dezorientacji globalnym kryzysem finansowym. Różnego rodzaju naciski i reprymendy ze strony świata zachodniego były stosowane ale miały z wielu względów mniejszą skalę i siłę, zatem mniejszą skuteczność. Obecnie, co prawda kryzys finansowy nadal się tli, ale sytuacja wydaje się raczej opanowana, jednak mamy kryzys innego rodzaju – migracyjny. Dotyka on bezpośrednio Niemcy ( a kryzys gospodarczy i finansowy obszedł się z nimi łagodnie – żeby nie powiedzieć, że na tle Europy wzmocnił je). Powoduje to nerwowość ich władz. Jednocześnie Polska jest zbyt ważna w niemieckiej układance gospodarczej. Jeśli Węgrom odpuszczono, to Polsce łatwo nie będzie. Próby przeciwdziałania będą silniejsze. W takiej sytuacji nie mogą dziwić wspólne spotkania Orbana z Jarosławem Kaczyńskim, których silne przywództwa w obu krajach, wsparte instytucjonalnie zdecydowanie wygranymi wyborami, ulegają wzmocnieniu. Ponadto, jeśli Węgry były wyjątkiem, to Węgry i Polska razem wzięte stanowią już groźny precedens mogący ośmielić innych. Dotychczasowego globalnego układu sił na to nie stać. Czy niepokorni będą musieli zawrócić ze złej drogi, aby nie zostać boleśnie ukaranym ?

Polityczne sankcje są tylko zewnętrznie widocznym propagandowym straszakiem, jednak istnieje wiele więcej nieoficjalnych, na pierwszy rzut oka niewidocznych metod utrudniania życia polskiemu rządowi, np. zaostrzenie procedur wykorzystania środków z UE, nadzwyczaj skrupulatne i rygorystyczne dokonywanie audytu wydatków z funduszy UE i żądania zwrotu pomocy. Procedury unijne są skomplikowane. Jak ktoś będzie chciał kogokolwiek uderzyć, to kij znajdzie. W przypadku intensywnego stosowania odpowiednich nieoficjalnych środków sankcyjnych i stadnego zachowania inwestorów rząd nie będzie w stanie realizować zakładanego programu gospodarczego i zmagać się będzie z problemami finansowymi, które przełożą się na społeczeństwo. Od tego już tylko krok do spadku notowań sondażowych i przegranych wyborów (być może przedterminowych). Statystyczny Polak, bez względu na wyznawane wartości, jeśli dostanie po kieszeni, szybko zagłosuje na jakąkolwiek opcję która obieca mu poprawę i chociażby powrót do „ciepłej wody w kranie”. Tak już jest i tego nikt nie zmieni.

Polski rząd i jego otoczenie polityczne próbują przeciwdziałać takiemu dokuczaniu, wręcz dręczeniu (z włoskiego: sekowaniu), jednak skuteczności i efektywności intensywnie się uczą. Dotąd prowadziły grę lokalną, a teraz walczą w pierwszej lidze. Przy obecnym rozwoju środków przekazu (Internet, telewizja), każdy przekaż staje się międzynarodowym. Nie można jednocześnie nie doceniać w polityce kwestii osobistych urazów. Choć nie mają one decydującego wpływu na decyzje to jednak gdy mamy wyrównany stosunek sił w jakimś gremium decyzyjnym, to właśnie taki cień sympatii lub antypatii może zadecydować o wyniku głosowania. Moim zdaniem czasem lepiej przemilczeć coś niż odpowiedzieć w sposób szkodzący wizerunkowi i dostarczający paliwa krytykom.
Grę, która toczy się teraz o kształt Polski, można porównać do gry profesjonalnych pokerzystów w międzynarodowym turnieju. Dyplomacja zaczyna mówić to, co chcą usłyszeć odbiorcy za granicą i tworzyć wrażenie, że wszystko co robi jest zgodne z duchem europejskim oraz ma za zadanie rozwiązywanie również ogólnoeuropejskich problemów, natomiast faktycznie robić to na co wskazuje interes kraju. Dobrym przykładem mistrzostwa w tym obszarze są Niemcy, rozprzestrzeniający przekaz na wskroś proeuropejski, natomiast podejmujące realne działania i decyzje głównie uwzględniające partykularny interes narodowy (chociażby koncepcja wspólnej waluty EUR, która wyraźnie promuje niemiecką gospodarkę). W skrócie: więcej sprytu i cynizmu, a mniej emocji i otwartych wypowiedzi i działań. Przyjaźń między państwami nie istnieje, liczą się interesy i chłodna kalkulacja. Jeśli w jakimś momencie wybuchają oddolne inicjatywy jak np. na Ukrainie, natychmiast zawłaszczane są przez odpowiednie grupy wpływu wewnętrzne (np. konkurujące obozy oligarchów) i zewnętrzne (na Rosja i Zachód). Kluczem do sukcesu jest pozbycie się podejścia misyjnego w polityce zagranicznej i przyjęcie postawy oportunistycznej, a czasem proaktywnej w obszarach gdzie okaże się to możliwe. Często na duży sukces składa się wiele wydaje się małych zwycięstw. Jeśli na chłodno analizujemy rzeczywistość i partnerów, nie tylko europejskich, ich postępowanie i interesy, łatwiej jest nam prowadzić własną skuteczną grę. Oparte na trzeźwej ocenie sytuacji jest chociażby dążenie do wzmocnienia własnej obrony terytorialnej. Koncepcja relatywnie tania a jednocześnie w przypadku konfliktów hybrydowych (przykład ukraiński) skuteczna. Innym, z bardzo wielu względów rozsądnym, posunięciem było podpisanie przez Orlen kontraktu na dostawy rosyjskiej ropy.

Z doświadczenia rozum się mnoży.

Sławomir Horbaczewski
Sławomir Horbaczewski