STRUKTURYZOWANE, WYSOKO ZABEZPIECZONE DERYWATY C02

Latający Cyrk Monty Kaczora wrócił już z Brukseli, ale do dziś nie bardzo wiadomo, po co tam poleciał.

Podobno chodziło o pakiet klimatyczny i prawa do emisji Co2.

Komisja Europejska, wielu członków której pracowała w „instytucjach finansowych” albo pewnie zamierza w przyszłości w nich pracować, wymyśliła sobie (albo przyjęła za swój od „instytucji finansowych”) plan aukcyjnej sprzedaży prawa do emisji Co2.

Wala z ociepleniem klimatu zastąpiła dziś walkę o prawa proletariatu, kobiet, zwierząt i gejów (kolejność przypadkowa).

Abstrahując od dyskusji na ile to emisja gazów cieplarnianych przez człowieka jest przyczyną ocieplenia klimatu i czy ono rzeczywiście ma miejsce, zwróćmy uwagę, przyjmując na moment dogmat, że tak jest, zwróćmy uwagę, że na Europę przypada raptem 15% światowej emisji Co2. Jeśli więc kosztem „zarżnięcia” wielu firm tradycyjnej gospodarki z nowych państw unijnych, ograniczymy o 20% europejską emisję Co2, to i tak będzie to raptem 3% emisji światowej. Świata tym nie uratujemy (kłania się nauka o paradoksach społecznych – dylemat nie da się rozwiązać w demokratyczny sposób), nawet jakby był on rzeczywiście do uratowania w taki sposób, a poniesiemy koszty, dzięki którym zarobią inni, bo ilość „pasażerów na gapę” – czyli państw, które nie zamierzają walczyć z ociepleniem jest zbyt duża.

Ale jeśli już pakiet klimatyczny ma zostać przyjęty, to podstawową sprawą do której nie wolno dopuścić, jest prawo do handlowania prawem do emisji przez „instytucje finansowe”. Gdy w czerwcu-lipcu 2008 roku szalały ceny ropy naftowej przekraczając granicę 145$/b, 80% transakcji na NYMEX-sie (Nowojorska Giełda Towarowa – New York Mercantile Exchange) dokonywanych było przez „instytucje finansowe”. Wirtualne zyski z handlu ropą przykryć miały straty na różnych derywatach hipotecznych. Tak samo będzie z Co2.

Rozumiem, że nasi ukochani przywódcy zajęci byli ważniejszymi sprawami bo się kłócili o miejsce w samolocie, ale w samolotach delegacji z innych państw atmosfera była luźniejsza, ale nikt nie wpadł na to, że jak już musimy strzelać sobie w stopę, to róbmy to tak, żeby jak najmniej bolało. Kupować prawa do emisji powinni mieć tylko ci, którzy Co2 emitują. Co prawda taka „proteza” i tak będzie gorsza od zdrowej nogi, ale wariatów, którzy chcą sobie w nogę strzelić, chyba już nic nie powstrzyma. Zresztą może to nie są tacy wariaci. Analitycy z wielu banków już od miesięcy snują prognozy, ile prawa do takich emisji będą kosztować. Analizy różnią się oczywiście znacznie. Będziemy mieć kolejny balonik… Coś z tymi bilionami dolarów, jenów, euro, funtów i franków, które pompowane są właśnie z kieszeni podatników do „instytucji finansowych” trzeba będzie zrobić!

 

Robert Gwiazdowski
Robert Gwiazdowski