Subiektywna ocena podatku liniowego

Teraz to mi się dopiero dostanie… Pytanie, po co sam kładę głowę pod gilotynę internetowej społeczności, ale taki już mam charakter – chociaż masochistą zdecydowanie nie jestem . Zdaję sobie sprawę, że olbrzymia większość lepiej sytuowanych i wykształconych Polaków jest za wprowadzeniem podatku liniowego, a jego przeciwnicy (w tym ja) są gwałtownie krytykowani. Nie ulega wątpliwości, że podatek liniowy ma swoje plusy. To oczywiste. Mniejsze koszty ściągania, prostota, więcej pieniędzy w kieszeniach niektórych warstw społeczeństwa. Problem w tym, że ludzie mają zazwyczaj tendencję do patrzenia na jakieś zjawisko jedynie od jego strony widocznej, a nie zagłębiają się w szczegóły.

Podstawowe zalety podatku liniowego, które widoczne są na sztandarach walczących o takie rozwiązanie, to pobudzenie gospodarki i zmniejszenie szarej strefy. Dobrze, zacznijmy od szarej strefy. Rozumiem, że po zrezygnowaniu z podatku progresywnego znikną wszelkie ryczałty podatkowe i tym podobne uproszczone rozwiązania. Wniosek? Obecnie działający w szarej strefie przedsiębiorcy mogą, gdyby chcieli, płacić już teraz 19 procent podatku. Nic się dla nich nie zmieni, jeśli będzie to 18 czy nawet 15 procent. Ci, którzy się w tej chwili tak nie rozliczają będą musieli zacząć prowadzić jakąś księgowość (koszty), a podatek będzie z całą pewnością większy od obecnie płaconego ryczałtu. Dostaną po kieszeni, więc będą albo oszukiwali, albo zrezygnują z działalności gospodarczej i wejdą w szarą strefę. Uważam, że może się nawet okazać, że w wyniku wprowadzenia podatku liniowego szara strefa wzrośnie.

To może rzeczywiście nastąpi ożywienie gospodarki? Uważam, że to jest nieporozumienie. Zwolennicy podatku liniowego wprowadzają zamieszanie cytując w mediach wypowiedzi biznesmenów, którzy opowiadają, jaki to będzie pozytywny impuls dla całej gospodarki. Nie będzie, a właściwie będzie, ale przede wszystkim dla kieszeni biznesmena, a nie dla jego firmy. W dużym biznesie literalnie nic się nie zmieni. Rozwój gospodarki zależy od tego, co będą robiły podmioty gospodarcze, a te już mają podatek liniowy. Powszechny podatek liniowy PIT będzie dotyczył wyłącznie wszelkiego typu wynagrodzeń. Wynik będzie tylko taki, że szefowie firm z przyjemnością będą wypłacali sobie bardzo duże wynagrodzenia, dużo większe niż obecnie, bo nie będą powstrzymywani progresją podatkową. W firmach pieniędzy ubędzie, a to może zadziałać nawet anty-rozwojowo.

Można argumentować, że podatek liniowy zwiększy ilość pieniędzy w kieszeni podatników, które będą mogli zainwestować, albo przeznaczyć na konsumpcję poprawiając koniunkturę i przyczyniając się do rozwoju gospodarczego kraju. Problem w tym, że dziewięćdziesiąt procent konsumentów zyska bardzo niewiele, a ja uważam, że praktycznie nic. Trzeba przecież wyrównać jakoś ubytki w budżecie wynikające z wprowadzenia podatku liniowego podnosząc różne typy podatków pośrednich, a na tym oczywiście najbardziej stracą mniej zarabiający. Będzie im się wydawało, że nie płacą podatku lub płacą go mniej tylko z czasem zauważą, że coraz częściej brakuje im pieniędzy. Poza tym, gdzie łatwiej zmniejsza się wydatki niż w sferze świadczeń społecznych? Warto słuchać tego, co mówią zwolennicy podatku liniowego. Przed wyborami w 2005 roku były wiceminister finansów (obecnie PO) R.Zagórny pytany o koszty społeczne wprowadzenia tego rozwiązania powiedział, że oczywiście będą, bo nie da się nalać z pustego w próżne, ale trudny będzie tylko pierwszy rok. Potem, dzięki ożywieniu gospodarczemu wynikającemu z podatku liniowego, będą już same korzyści. Jak to czytać? Po prostu tak, że w pierwszym roku zapłacimy wszyscy za dopłatę do portfeli najlepiej zarabiających, a potem, jeśli sytuacja w gospodarce się poprawi to wszystkim się poprawi (ale śmietance bardziej), a jeśli się nie poprawi… Cóż tym gorzej dla społeczeństwa. Podatek już zostanie.  

Skutki społeczne będą fatalne. Już teraz w Polsce rozziew między zamożnymi a całą resztą jest olbrzymi. Wprowadzenie podatku liniowego zwiększy dysproporcje doprowadzając do jeszcze większych napięć społecznych. Górne kilka procent, które naprawdę zyska, nie pobudzi gospodarki za to zwiększy sprzedaż luksusowych sklepów i te z pewnością będą się cieszyły. Zwiększy się też import, bo bogatsi Polacy częściej korzystają z luksusowych dóbr produkowanych poza Polską. To teraz bardzo niemodne, jeśli ktoś troszczy się o uboższe warstwy społeczeństwa, ale narastanie nierówności zawsze w końcu wywołuje niepokoje społeczne, a to (również zawsze) uderza w finale również w bogatszych. Wprowadzeniem podatku liniowego znacznie przyśpieszymy ten proces. Nie będę przeprowadzał wyliczeń, ale zachęcam do eksperymentu i porównania realnej stopy podatkowej (z uwzględnieniem podatku VAT, akcyzy, cła – przy zakupach to płacimy, a wszystko idzie do budżetu) osoby zarabiającej 3.000 i 30.000 zł. miesięcznie (przed opodatkowaniem) przy założeniu, że na podstawowe potrzeby bogaty Polak wydaje jedynie klika razy więcej niż ten pierwszy (nie da się zjeść 10 obiadów), a zaoszczędzone pieniądze odkłada. Po wprowadzeniu podatku liniowego realna stopa podatkowa może być dla górnych kilku procent nawet mniejsza niż dla pozostałych 90+ proc.

I ostatni argument. Nawet wtedy, kiedy na świecie trwała stagnacja nikt w krajach rozwiniętych nie rozważał wprowadzenia podatku liniowego. Prezydent Bush zrobił wszystko, żeby pobudzić gospodarkę, ale jego program obniżki podatków nie zawiera pomysłu zniesienia progresywnego podatku dochodowego. Skoro odkryliśmy taką doskonałą metodę na pobudzenie gospodarki to dlaczego jedynie karły gospodarcze ją wprowadzają? A w tych małych krajach (Rosja to zupełnie inny casus – tam były trudności ze ściągnięciem jakiegokolwiek podatku) ludzie zadowoleni nie są (Słowacja)?. Jestem za obniżaniem podatków, ale takim, które nie uderzy w warstwy uboższe. Przy okazji: nie daniny czy haraczu jak to lubią media nazywać – po prostu podatków, których płacenie jest naszym obywatelskim obowiązkiem. Kiedy będzie możliwe obniżenie podatku dochodowego PIT? Nie tylko szybki rozwój gospodarczy to może urealnić. Zwróciłbym przede wszystkim uwagę na poszerzenie bazy podatkowej. Na ukrócenie szarej strefy (ale nie zmianą podatków – niestety, fiskus musi być po prostu silniejszy), która w Polsce jest olbrzymia. Miałem niedawno „przyjemność” wymieniania zużytego zamka w drzwiach. Żaden z punktów oferujących takie usługi nie chciał mi wystawić rachunku na robociznę. A to tylko jeden maleńki, mało istotny przykład…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

(komentarz pojawi się po zatwierdzeniu)

Piotr Kuczyński
Piotr Kuczyński