Sytuacja na rynku pracy największym wyzwaniem dla sektora nieruchomości

W Polsce brakuje pracowników. Rekordowo niskie bezrobocie dalej spada, a sytuację w znacznym stopniu pogorszyć może otwarcie niemieckiego rynku pracy. Nie jest tajemnicą, że coraz mocniej wspierający polską gospodarkę Ukraińcy, o wiele chętniej przenieśliby się za naszą zachodnią granicę.

W trzecim kwartale 2018 r. liczba cudzoziemców, którzy opłacają w Polsce składki na ubezpieczenia społeczne wzrosła do przeszło 569 tys. – wynika z danych ZUS. Zdecydowaną większość, bo aż 426 tys., stanowią Ukraińcy. Szczególnie w większych miastach są oni podstawową siłę roboczą, a niektóre branże jak np. handel czy właśnie sektor nieruchomości są wręcz od nich uzależnione.

Sytuacja może się jednak w najbliższym czasie mocno skomplikować. Jak donosi dziennik Rzeczpospolita, być może już na początku przyszłego roku nasi zachodni sąsiedzi szerzej otworzą swój rynek pracy dla pracowników spoza UE. Z badania przeprowadzonego przez Work Service wynika, że z Polski może tam wyjechać nawet 59 proc. Ukraińców.

Nie jest tajemnicą, że niemiecki rynek pracy jest o wiele bardziej atrakcyjny. Pracujący obecnie w Polsce Ukraińcy będą mogli liczyć tam na nawet trzykrotnie wyższe zarobki niż w Polsce.

Już dziś wiele sektorów polskiej gospodarki cierpi na niedobór pracowników. Stwarza to bardzo niebezpieczne warunki również dla sektora nieruchomości – presja płacowa przekłada się na wzrost kosztów prowadzenia całego procesu budowlanego, który skutkuje wyższymi cenami końcowymi nieruchomości. Kondycji sektora nie pomagając też coraz wyższe ceny dostępnych do kupienia działek, których liczba z każdym kolejnym rokiem drastycznie spada.

„Jeszcze kilka lat temu trudno było sobie wyobrazić to, co dziś dzieje się na rynku pracy” – mówi Michał Jedynak, wiceprezes zarządu Grupy Deweloperskiej Scandi Home, która znajduje się w fazie dynamicznego rozwoju. „Dwucyfrowe wartości stopy bezrobocia były czymś, do czego wszyscy zdążyliśmy się przyzwyczaić. Tymczasem dziś wskaźnik ten oscyluje wokół 5 procent i dalej spada” – dodaje Michał Jednak.

„Dziś to już nie jest kwestia wyłącznie pracowników budowlanych. Coraz trudniej znaleźć też wykwalifikowanych handlowców, którzy wobec dynamicznego rozwoju branży, są nie mniej istotni, co sprawna i szybko pracująca ekipa generalnego wykonawcy” – mówi członek zarządu Scandi Home, która realizuje obecnie trzy inwestycje na Dolnym Śląsku.

Co zatem mogą zrobić polscy przedstawiciele najbardziej narażonych na kryzys na rynku pracy branż? Na pewno rozważyć renegocjacje warunków zatrudnienia wobec widma otwarcia się rynku niemieckiego. Jeśli chodzi jednak o sektor nieruchomości, deweloperzy i generalni wykonawcy nie będą mieli dużego pola manewru – podnoszenie pensji to wobec silnej presji popytowej droga donikąd, ponieważ osłabiona dynamika sprzedaży nie zrekompensuje poniesionych nakładów.

„Mamy do czynienia z paradoksalną sytuacją. Deweloperzy posiadają grunty, popyt na rynku wciąż jest na wysokim poziomie – wystarczy spojrzeć choćby na Wrocław. Jednak wiele firm nie może rozpoczynać kolejnych inwestycji bądź następnych etapów tych już realizowanych, ponieważ nie ma kim pracować. Nas na razie ten problem jeszcze nie dotyczy, ale racjonalnie podchodzimy do rzeczywistości i wybiegamy w przyszłość” –  analizuje Michał Jedynak.

Drugim rozwiązaniem jest otwarcie się na inne nacje, np. Białorusinów czy pracowników z Azji. Choć szczególnie w tym drugim przypadku sporym wyzwaniem będzie adaptacja do polskich warunków, szczególnie pod względem kulturowym i językowym. Tego problemu nie było, albo był naprawdę niewielki, jeśli chodzi o Ukraińców.

„Najważniejsze jest jednak zachowanie spokoju oraz baczne, analityczne i wybiegające w przyszłość planowanie. Czasem lepiej zrobić krok w tył, przygotować się na zmianę trendu bądź dekoniunkturę, niż rozpędzać się do ponadprzeciętnego tempa, nie myśląc przy tym o konsekwencjach czy mogących nadejść rynkowych zawirowaniach” – dodaje Michał Jedynak.

Szymon Matuszyński
Szymon Matuszyński