Tak się kończy american dream. Hawaje kupią bezdomnym „one way ticket”

Miejsce, które jak magnes przyciąga ludzi z całego świata, obiecując życie jak w raju, walczy z nadmiarem bezdomnych. Władze stanu postanowiły odesłać nie mających pieniędzy imigrantów do domów. Zafundują im nawet „one way ticket”.

Tak się kończy american dream. Hawaje kupią bezdomnym "one way ticket"

Wyjątkowy urok utożsamianych z beztroską hawajskich wysp spowodował, że wielu spośród 1,3 mln obecnych mieszkańców stanu to przyjezdni z różnych części świata. Między rokiem 2000 a 2011 liczba przebywających tam imigrantów zwiększyła się o 16 proc. – podaje serwis migrationinformation.org. Poprzednia dekada (1990-2000) przyniosła jeszcze większy, bo 30-proc. wzrost. W efekcie dziś na Hawajach żyje ok. 250 tys. przyjezdnych. Część z nich zasila grupę blisko 17 tys. tamtejszych bezdomnych. Druga spora grupa to rdzenni Amerykanie.

Hawajski problem

Spora część przyjeżdżających na wyspy mocno przeliczyła swoje możliwości. Miejsce, gdzie pobyt nawet w razie zawodowego niepowodzenia wydaje się mało dotkliwy, stało się popularne szczególnie wśród osób poszukujących pracy w turystyce. Ale niemała konkurencja, niskie kwalifikacje i słaba znajomość języka spowodowały, że rynek nie dla wszystkich okazał się łaskawy. Utrudnieniem są też wysokie jak na Stany Zjednoczone koszty utrzymania. – Hawaje nie należą do najtańszych miejsc na świecie. Co więcej, życie na Hawajach jest najdroższe ze wszystkich stanów Ameryki Północnej – mówiła w rozmowie z Bankier.pl mieszkająca tam Polka, Agnieszka S. Torres.

Pogarszająca się wskutek tych problemów sytuacja bezdomnych urosła do rangi jednego z najpoważniejszych problemów, z jakimi dziś mierzą się hawajskie władze – podaje tamtejszy serwis informacyjny civilbeat.com. Miejscu, które słynie z wyjątkowych plaż kłopotów nastręczają zakładane tam obozowiska bezdomnych.

Walka z bezdomnymi na Hawajach trwa nie od dziś. W 2011 roku ogłoszono tam 90-dniowy plan łagodzenia problemu. Celem było m.in. zabranie bezdomnych z ulic w pobliżu słynnej plaży Waikiki. Program zakładał współpracę organizacji rządowych z komórkami non-profit i prywatnymi firmami, odwołując się wreszcie do samych mieszkańców. Nie uniknięto fali krytyki – kontrowersje wzbudziło m.in. zniechęcanie mieszkańców do dzielenia się z bezdomnymi jedzeniem. W ramach akcji z ulic usunięto i zakwaterowano w noclegowniach ponad 500 osób.

Plotka, która zmieni się w prawdę

Podobno powtarzana na Hawajach miejska legenda głosi, że niektóre stany USA w ramach walki z problemem bezdomności finansowały żyjącym na ulicach bilety w jedną stronę, odsyłając ich właśnie na wyspy. Trudno jednak znaleźć potwierdzenie tych informacji – czytamy na civilbeat.com.

Zgodnie z powiedzeniem, że w każdej plotce jest coś z prawdy, związani z Hawajami bezdomni faktycznie udadzą się w podróż. Wyspiarskie władze chcą bowiem odesłać część nie mających domu i pracy do miejsc, z których przybyli. W ramach 3-letniego programu return-to-home, za łączną kwotę blisko 100 tys. dolarów, niektórzy bezdomni powrócą do swoich rdzennych lokalizacji w innych częściach Stanów Zjednoczonych.

Kwota ma pokryć wydatki związane nie tylko z samym zakupem biletów lotniczych, ale również z transportami na lotnisko czy środkami higieny. 100 tys. dolarów rozdysponowane w ciągu trzech lat ma w założeniu władz przynieść więcej korzyści niż późniejsze wieloletnie wydatki na świadczenia – posiłki, noclegi i opiekę medyczną – dla bezdomnych.

Nie na siłę

Uczestnictwo w programie powrotów do domu jest dobrowolne, ale biletu na pewno nie dostaną wszyscy. Wymogiem jest posiadanie systemu wsparcia w nowym-starym miejscu i brak wystarczających środków, by samemu sfinansować wylot z Hawajów.

Jak podkreślają zagraniczne media, hawajski program nie jest w Stanach Zjednoczonych nowością. Podobne rozwiązania stosowały wcześniej m.in. Nowy Jork i San Francisco.

Malwina Wrotniak
Malwina Wrotniak