Traktatu nie ma, ustawy czekają

Gdy kilka miesięcy temu, odpowiadając na zarzuty o zbyt małą ilość ustaw kierowanych przez rząd do prac parlamentarnych, Donald Tusk przekonywał, że „rząd nie powinien rządzić przy pomocy ustaw”, wiele osób mogło odczuć niepokój. Można było zgodzić się z premierem, że dokładanie do polskiego prawa kolejnych stosów przepisów byłoby niepożądanym zjawiskiem, ale przecież deregulacja, będąca oczkiem w głowie obecnej ekipy, także wymaga nowych aktów prawnych, chociażby tych, które likwidują złe prawo. Na szczęście hasło „rządzenie bez ustaw” nie oznaczało, że obecny rząd, zamiast korzystać z prawa do inicjatywy ustawodawczej, skupi się na organizowaniu konferencji prasowych. Odpukać, pomimo problemów, rząd – a w szczególności Ministerstwo Gospodarki – przynajmniej w sferze prawa gospodarczego i ułatwiania życia przedsiębiorcom nie ucieka od swoich obowiązków. Doczekaliśmy się kolejnego kroku w zapowiadanej przez PO wielkiej reformie prawa gospodarczego. Pierwsza ustawa z sygnowanego przez Adama Szejnfelda „Pakietu na rzecz przedsiębiorczości”, po niedawnym przyjęciu przez Radę Ministrów ma trafić do Sejmu, gdzie odbędzie się jej pierwsze czytanie. Palma pierwszeństwa przypadła rządowemu projektowi nowelizacji ustawy o swobodzie działalności gospodarczej, wprowadzającej m.in. możliwości zawieszania działalności gospodarczej oraz uzyskiwania wiążących interpretacji ZUS.Niestety, i tym razem nie obyło się bez małego falstartu. Awantura o Traktat Lizboński i zmiana terminu posiedzenia Sejmu, na którym miało się odbyć pierwsze czytanie, spowodowała, że przygotowane z tej okazji szampany trzeba było odstawić na kilka dni do lodówki. Miejmy nadzieję, że drugie podejście okaże się skuteczne i ten drobny „poślizg” nie będzie złą wróżbą na przyszłość. Z pewnością źle wróży przyszłości Polski w Unii i polskiej gospodarki zamieszanie związane z ratyfikacją Traktatu Lizbońskiego. Po raz kolejny w sejmowych bataliach zapomniano o pozytywnym wpływie, jaki na rozwój Polski ma członkostwo w Unii i znowu straszy się społeczeństwo wizją utraty suwerenności. Ręce opadają. Nie pozostaje nic innego, jak tylko zaapelować do opozycyjnych parlamentarzystów o rozsądek i porozumienie ponad podziałami. Najwyższa pora na ratyfikowanie Traktatu Lizbońskiego i wzięcie do pracy nad kolejnymi, ważnymi dla polskiej gospodarki ustawami. Szkoda czasu, Panie i Panowie.

Andrzej Arendarski