Trudno obronić sens tej ustawy

Przed końcem kadencji parlamentu stawiałem w tytule z 21 września tezę „Projekty ustrojowych ustaw samorządowych do kosza”. Nie było w tym pomyłki.


Taki właśnie los spotkał prezydencki projekt wielkiej ustawy „O współdziałaniu w samorządzie terytorialnym na rzecz rozwoju lokalnego i regionalnego” oraz pomysł senatorów Platformy Obywatelskiej znowelizowania ustawy o samorządzie powiatowym, co umożliwiłoby zwiększenie liczby powiatów grodzkich.

Niespodziewanie jednak rządząca większość na finiszu kadencji wyjęła z kapelusza innego ustrojowego królika — ustawę o związkach metropolitalnych. Wyjściowy projekt posłów PO z sierpnia 2013 r. nosił tytuł „O powiecie metropolitalnym”.

Po pierwszym czytaniu utknął w komisji i nagle po dwóch latach doznał gwałtownego przyspieszenia. Sejm uchwalił swoją wersję 25 września już z tytułem „O związkach metropolitalnych”, Senat wniósł poprawki błyskawicznie 1 października, a Sejm głosował nad nimi 9 października. Najbardziej bezmyślną poprawkę odrzucił — obniżenie progu wielkości obszaru, któremu Rada Ministrów może nadać status metropolii. Sejm przyjął 500 tys. mieszkańców (miasto centralne plus okoliczne gminy), a senatorowie w amoku wyborczym chcieli obniżenia do… 350 tys. Ta zagrywka dowodzi, że głównym sensem ustawy jest magiczny tytuł metropolii. Tymczasem prawdziwe związki metropolitalne w Polsce da się policzyć na palcach jednej ręki: aglomeracja górnośląska, Warszawa z wianuszkiem gmin oraz Trójmiasto z okolicą. Na drugiej ręce można policzyć: Kraków, Łódź, Wrocław i Poznań z wianuszkami gmin. Realnym progiem ustawowym powinien być zatem milion mieszkańców, a wszystko co poniżej to tylko chciejstwo lokalnych polityków.

Ustawa jest jednak obarczona znacznie cięższym grzechem. Realnie tworzy (a dosłownie: daje rządowi możliwość tworzenia rozporządzeniami) czwarty szczebel administracji samorządowej, zawieszony między powiatem a województwem. Koszty wielkie, zadania i uprawnienia iluzoryczne, a najbardziej widocznym efektem byłby chaos w systemie zarządzania. Podam jeden przykład prawnego łamańca: związek metropolitalny mógłby objąć tylko jedną, najbliższą miastu centralnemu, gminę z powiatu ziemskiego, co skutkowałoby… automatycznym wejściem do związku również tego powiatu, zachowującego swoje granice. Bardzo pogmatwane są także źródła finansowania. Poza składką ściąganą z należących do niego gmin, związek metropolitalny to kolejny szczebel sięgający po odpis z PIT wpłacanego przez mieszkańców, konkretnie byłoby to 5 proc.

Prezydent Andrzej Duda czas na decyzje podpisowe co do ostatnich ustaw ma do 2 listopada.

Ciekawe, jak potraktuje związki metropolitalne. Przed swoim zaprzysiężeniem prosił koalicję rządzącą o niepodejmowanie już do końca kadencji decyzji ustrojowych, a ta ustawa ma wybitnie taki charakter. Na przykład w odniesieniu do Warszawy z jej najbliższymi okolicami przeszkadza idei wydzielenia z Mazowsza nowego województwa, którą forsuje prezes Jarosław Kaczyński oraz mazowieckie Prawo i Sprawiedliwość. Jeśli prezydent postawi weto, to Sejm już się nawet nie zbierze dla jego odbicia i związki metropolitalne również spotka los przewidziany w moim tytule z 21 września. © Ⓟ

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski