Trzy greckie problemy

W środę ministrowie finansów strefy euro podpiszą się pod porozumieniem, które wyprowadzić Grecję z dołka, w którym ta tkwi już piąty rok. Choć w ostatnich dniach dokonał się wyraźny postęp nie można jeszcze mówić, że ostatni akt greckiej tragedii mamy  za sobą.

Przegłosowany wcześniej przez Grecki parlament w niedzielę kolejny pakiet reform ma znacznie lepszą strukturę niż poprzednie. Koncentruje się na cięciu wydatków i ograniczeniu zatrudnienia w sektorze publicznym, a nie na podwyżkach podatków. Zawiera też obniżenie płacy minimalnej, co stanowi właściwą odpowiedź na problemy, z którymi zmaga się grecka gospodarka. Bardzo dobrą wiadomością jest też zgoda większości prywatnych wierzycieli na redukcje długu o 100 miliardów euro. Jednak ciągnący się miesiącami kryzys i odwlekanie trudnych decyzji nie pozwala na mieć c nadziei na trwałą poprawę. Greckich problemów jest bowiem zbyt wiele, by dało się je naraz rozwiązać.

 1. Problem długu publicznego

Najbardziej znanym jest oczywiście problem greckiego zadłużenia publicznego. Na koniec trzeciego kwartału 2011 sięgnęło ono 159% PKB, ale za kilka dni spadnie do 120% PKB za sprawą układu z wierzycielami. Do tej wartości nie należy się jednak zbytnio przyzwyczajać – deficyt grecki bowiem, chociaż spada, to cały czas jest bardzo wysoki. W 2009 roku wyniósł 15,8%, rok później 10,6%, a w 2011 roku około 8,5%. Nawet jeśli rząd będzie dalej zmniejszał swoje roczne potrzeby pożyczkowe, to (bez niewyobrażalnie drastycznych oszczędności) i tak dług wróci w okolice 160% PKB za kilka lat. Ponieważ nie jest to poziom przy którym tak niestabilna gospodarka jak grecka może funkcjonować, potrzeba będzie kolejna redukcja zadłużenia. Tym razem jednak po kieszeni dostaną podmioty publiczne, ponieważ od prywatnych wierzycieli trudno będzie już coś więcej wyciągnąć.

W średnim terminie jednak sytuacja z długiem ma dużą szansę się uspokoić. UE i MFW zapewnią finansowanie na najbliższe lata, a deficyt będzie stopniowo obniżany. Jeśli Grecy sprawnie wdrożą reformy pojawi się większe przyzwolenie społeczne na darowanie im części długów. Druga fala restrukturyzacji może więc przebiegać znacznie spokojniej niż pierwsza. Gdyby problem długu był jedynym, który ma Grecja, nie było by w tej chwili poważniejszych powodów do niepokoju.

 2. Problem braku wzrostu gospodarczego

Kluczowym elementem, który nie pozwala na zakończenie greckiej tragedii jest, brak wzrostu gospodarczego. Od trzeciego kwartału 2007 do trzeciego kwartału 2011 gospodarka Grecji skurczyła się o 12,5%. I nadal jest w recesji. W tym roku PKB spadnie o kolejne 5%, niewykluczona jest też lekka recesja w 2013 roku. Bezrobocie w listopadzie 2011 w całej populacji przekraczało już 20%, a wśród ludzi młodych zbliża się do 50%.

Bardzo złowróżbnie wygląda też podaż pieniądza, która w grudniu spadła rok do roku o 16,5%, co w dalszej perspektywie grozi potężną deflacją i wzrostem realnego ciężaru zadłużenia. Sektor bankowy prawie nie udziela pożyczek, a banki są całkowicie uzależnione od EBC w obliczu masowo uciekających za granicę depozytariuszy.

Ucieczki depozytów nie da się powstrzymać bez rozwiązania problemu długu –bankom przecież grozi bankructwo ze względu na posiadane przez nie obligacje greckiego rządu. To jednak nie wystarczy, jeśli nie zostanie przywrócone zaufanie.

 3. Problem zaufania

Wydaje się, że Grecja nie ma wyjścia – w jej interesie jest zrównoważenie budżetu, powrót na ścieżkę wzrostu gospodarczego oraz pozostanie w strefie euro. Jednak ani w greckim społeczeństwie, ani pośród klasy politycznej nie ma zgody co do koniecznych środków, lecz także i niektórych celów. Stwarza to całą masę ryzyk, które wzięte razem generują wielki problem zaufania.

Greccy politycy składają wprawdzie mnóstwo obietnic, ale ciągle je łamią. Nie wierzy im ulica, w której dojrzewa przekonanie, że tylko rewolucja może zapobiec kolejnej fali oszczędności. Nie mają też do nich zaufania zagraniczni przywódcy i mediatorzy, którzy co i rusz zaskakiwani są pomysłami zarówno rządzących socjalistów (referendum w sprawie pomocy) jak i opozycyjnych chadeków (renegocjacja porozumienia z UE po przypadających na kwiecień wyborach). Na to nakłada się obraz pełnych przemocy demonstracji, strajków i narastającego społecznego oporu. Nie wiadomo, jak długo chwiejni politycy będą w stanie opierać się takiej presji.

Jaki jest skutek tej nieprzewidywalności? Inwestorzy zagraniczni omijają Grecję szerokim łukiem ze względu na groźbę dewaluacji po powrocie do drahmy. Kapitał krajowy także boi się inwestować ze względu na potencjalne pogłębienie trudności gospodarczych i czającą się na ulicach rewolucję. W efekcie nie ma komu wchłonąć bezrobotnych produkowanych przez postępującą restrukturyzację, co jeszcze dolewa oliwy do protestów.

Nawarstwienie problemów stawia przed politykami, którzy będą rządzić Grecją po wyborach bardzo poważne wyzwania. O ile problem zadłużenia zostanie w końcu rozwiązany przy pomocy UE, MFW oraz układu z wierzycielami, pozostałe dwa w znacznie większym stopniu zależą od postawy samych Greków. Ci zaś, jak pokazują poważne kłopoty w szpitalach wywołane nadużywaniem antybiotyków, nie stronią niestety od łatwych środków. W obu tych sprawach jedynym rozwiązaniem jest sięgnięcie po nowe lekarstwa  niepozbawione już niestety poważnych skutków ubocznych. Nadzieja, że pomogą także jest niezbędna, by pacjent wrócił do zdrowia. Pytanie tylko, kto ma ją zaszczepić, bo jak na razie nikomu się to nie udaje.

Maciej Bitner
Maciej Bitner