Twardy wymiękł i już nie defiluje

Wojskowa defilada nie podnosi poziomu bezpieczeństwa państwa i powoduje wyłącznie koszty, ale oczywiście ma ogromne znaczenie symboliczne.

Twardy wymiękł i już nie defiluje 1

Dzień Wojska Polskiego w 2008 r. (FOT. BS)

Podbudowuje narodową dumę, a najbardziej poprawia samopoczucie przyjmującej paradę władzy. Tak bywa na całym świecie, w każdym ustroju i okolicznościach, przy czym defilady często mają przeciwstawne cele. Na przykład Władimir Putin fetą w Sewastopolu czcił „powrót Krymu do ojczyzny”. Gdy natomiast jutrzejszą paradę będą przyjmowali przy Belwederze prezydent Bronisław Komorowski oraz spiżowy marszałek Józef Piłsudski — jej intencją staje się zagwarantowanie, aby Polska nigdy, przenigdy właśnie nie „powróciła” na moskiewskie łono…

Przypomnę, że po zmianie ustroju duże defilady w Święto Wojska Polskiego reaktywował prezydent Lech Kaczyński. Odbyły się one 15 sierpnia w latach 2007 oraz 2008, czyli ta druga już po przejęciu rządów przez PO. Później jednak świętowanie zostało racjonalnie ograniczone do prezentacji sprzętu historycznego. Powrót po sześciu latach do kosztownego pokazu armii czynnej jest niewątpliwym znakiem czasu, potrząśnięciem polską szablą w odpowiedzi na wojnę ukraińsko-rosyjską. Nasza demonstracja ma również polityczne znaczenie na trzy tygodnie przed ważnym szczytem NATO.

Oprócz wymiaru głównego defilada ma także symboliczny wątek poboczny. Oto pierwszy raz Alejami Ujazdowskimi nie pojadą już czołgi PT91 Twardy. Owa niegdysiejsza duma polskiego sektora zbrojeniowego to tak naprawdę dawny radziecki T72 obłożony dodatkowymi płytami i nieco zmodernizowany. W poprzednich defiladach III Rzeczypospolitej kompania Twardych z brygady w Warszawie Wesołej towarzyszyła kompanii Leopardów 2A4 z brygady w Świętoszowie, kupionych w 2002 r. po 1 EUR za sztukę od wycofującej najstarsze maszyny Bundeswehry.

Jutro przedefiluje natomiast kompania lepszych Leopardów 2A5 z brygady w Żaganiu, będących najnowszym nabytkiem polskiej armii. To także czołgi używane poprzednio przez Bundeswehrę, kupione tanio, ale już za konkretne pieniądze — partia 119 maszyn kosztuje, razem z wozami zabezpieczenia technicznego, prawie 200 mln EUR.

Z punktu widzenia siły bojowej postawienie przez MON na czołgi poniemieckie jest oczywistością. Jeszcze w epoce Układu Warszawskiego w polskich szkołach oficerskich uczciwie, chociaż tajnie, nauczano, że w boju spotkaniowym Leopard (chodziło o te najstarsze typy, którymi obecnie się tak szczycimy) niszczy przeliczeniowo ponad dwa T72! Polonizacja starej radzieckiej konstrukcji i nazwanie jej PT91 niewiele tę proporcję poprawiło. Nawet niemający pojęcia o wartości bojowej obu typów czołgów laicy widzieli różnicę jakościową podczas warszawskich defilad — gdy obie kompanie zjeżdżały w dół ulicą Belwederską, to nad Leopardami unosiła się chmura spalin, po Twardych zaś zostawał czarny dym i swąd spalonej ropy. Przypominało to różnicę między Mercedesem a toporną Wołgą. Postępująca leopardyzacja polskiej pięści pancernej jest zatem procesem naturalnym. Z drugiej jednak strony — świąteczna defilada 15 sierpnia 2014 r. bez udziału Twardych symbolicznie, ale już ostatecznie, kończy epokę produkcji czołgów w Polsce.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski