Uczciwiej, ale czy mądrzej?

W dyskusji o zmianach planowanych przez rząd dotyczących kształtu systemu emerytalnego najbardziej nie irytuje mnie bełkot polityków, którzy z uśmiechem na ustach przekonują, że zmniejszenie jest tak naprawdę zwiększeniem. Irytujące jest to, że obrońcy zachowania stanu obecnego (swoją drogą niewielu z nich zdaje się mieć pojęcie o tym, że stworzony system jest III -filarowy, a nie dwu) piszą często takie bzdury i brednie, że wystawiają się tym samym na bardzo łatwą krytykę, a przede wszystkim nie mogą być traktowani poważnie.

Dwa lata temu na konferencji WallStreet zwróciłem publicznie uwagę pewnemu ekspertowi wypowiadającemu się z dużą pewnością siebie, że opłata dystrybucyjna i za zarządzanie, to nie jest jedno i to samo. A myląc te pojęcia daje fantastyczne argumenty do ręki reprezentantom funduszy emerytalnych, którzy mogą wykazać ignorancję obrońcy.

Wczoraj przeczytałem tekst Stefana Bratkowskiego „Uczciwiej o funduszach emerytalnych”

http://wyborcza.biz/biznes/1,101562,8927611,Uczciwiej_o_funduszach_emerytalnych.html

Właściwie nie wiadomo co powiedzieć. Takiego nagromadzenia bzdur już dawno nie czytałem. Wygląda na to, że Stefan Bratkowski chyba nie do końca zna podstawowe pojęcia, ale próbuje występować z pozycji eksperta (ceniłem jego teksty dotyczące stanu dziennikarstwa, ale w przypadku finansów….szkoda gadać).

Od początku całego przedsięwzięcia, któremu na imię “giełdowe fundusze emerytalne”, ostrzegałem przed takim pseudoskokowym nakręcaniem obrotów początkującej giełdy. Tu próba powtórzenia “skokowej” reformy Balcerowicza była nadzieją nierealną. Byłem przeciw – zwłaszcza że z braku dostatecznie rozbudowanego prywatnego biznesu musiały te fundusze i muszą kupować głównie obligacje państwowe.”

OFE musiały kupować głównie obligacje państwowe, bo takie mają limity inwestycyjne, a nie dlatego, że nasz rynek akcji był lub nie zbyt mały. Oczywiście można próbować udowadniać, że limity zostały pomyślane dlatego, że rynek był zbyt mały, ale o ile pamiętam chodziło raczej o to, by wyniki osiągane przez fundusze były stabilniejsze, niż funduszy akcji, czy nawet funduszy zrównoważonych.

Płacą te amerykańskie fundusze swoim menedżerom 1 proc. od obrotów, podczas gdy menedżerom polskich funduszy wobec niskich obrotów giełdy przydzielono 7 proc., co oznaczało, że musieliby rocznie powiększać zarządzany fundusz co najmniej o wyższy procent niż te 7.”

Krytykuję od lat wielkość opłaty dystrybucyjnej pobieranej przez OFE, która na początku sięgała nawet 10 procent. I o tejże wielkości pisze Stefan Bratkowski, z tym, że nie jest to żadna opłata od obrotów. Również amerykańscy menadżerowie nie uzyskują 1 proc. opłaty od obrotów. Jest to opłata za zarządzanie. Różnica istotna. Myślę, że świat finansowy zatarłby ręce z radości, gdyby mógł pobierać opłatę od obrotów.

Giełda nowojorska, słynna New York Stock Exchange, znała i zna takich znawców gospodarki amerykańskiej, którzy potrafili i potrafią “pokonać rynek”, czyli uzyskać wyniki znacznie przekraczające przeciętne obroty. „

Brak słów, na coś takiego. Co to znaczy – „wyniki znacznie przekraczające przeciętne obroty”? Naprawdę przykro czytać takie głupstwa (gdyby autor był młodszy i z mniejszym dorobkiem napisałbym wprost – brednie).

Gerald Loeb, genialny bankier nowojorski, podał w latach 20. XX w. receptę na poprawne zarządzanie funduszem gwarantujące stały postęp wartości, choć bez wielkich lawinowych przyborów. Należy opracować – co najtrudniejsze – reprezentatywny przekrój rynku giełdowego, zakupić w odpowiednich do tego proporcjach akcje – i nie ruszać ich. “Włożyć jajka do koszyka i nie wyjmować”, jak to sformułował Loeb. Utrzymać nerwy na wodzy, nie ulegać pokusom, a postęp wartości funduszu będzie dokonywał się sam. 80 lat później wyliczyli to matematycznie dwaj nobliści ekonomii. Pisałem i o tym. „

Jakież proste? Szkoda, że jednak na tymże rynku amerykańskim równie trudni znaleźć funudsze, których postęp wartości będzie dokonywał się sam. Nie wiem, o których noblistach pisze autor. Wydaje się, że może chodzić o między innymi o Markowitza i teorię portfelową. Może więc warto wiedzieć, że teoria i samo wyliczenie, często przegrywa z praktyką, choćby ze względu na uproszczone założenia.

Pisałem też od początku, że nazwa “Otwartych Funduszy Emerytalnych” jest oszustwem, ponieważ w języku giełdowym całego świata fundusze “otwarte” są zarządzane przez wybieralną reprezentację wkładców, natomiast funduszami “zamkniętymi” rządzą menedżerowie, angażowani przez partnerów spółki właścicieli. Te nasze OFE są w rzeczywistości funduszami “zamkniętymi”. Wkładcy nie mają nic do zarządzania “swoimi” pieniędzmi. Menedżerów mianują władze państwowe.”

Naprawdę?Odnosiłem do dziś wrażenie, że termin otwarte/zamknięte w przypadku funduszy odnosi się do sposobu emitowania jednostek/certyfikatów/udziałów, a nie sposobu do wyboru kadry zarządzającej. Jeśli kupię jednostki otwartego funduszu, jakim bez wątpienia są fundusze Vanguard założone przez Johna Bogle’a , naprawdę nie będę miał wielkiego wpływu na to, kto jest zarządzającym.

Ostatnia rada autora dotyczy samozarabiajacego się systemu emerytalnego. Rozwiązanie tak banalne, że aż dziw, że świat na to do dziś nie wpadł.

Grzegorz Zalewski
Grzegorz Zalewski