„Upadną banki, ale małe” – słowa, które koją jak balsam

„Kilka banków jest toksycznych i one upadną jeszcze w tym roku. To małe banki, od razu uspokajam, i nie będzie to zaburzało polskiego systemu finansowego” – te słowa wiceministra finansów Konrada Raczkowskiego na długo zapadną w pamięć wielu obserwatorom rynku bankowego w Polsce. Osobiście nie mogłem w pierwszej chwili uwierzyć, że padły one z ust osoby, która piastuje wysokie stanowisko, jest specjalistą w dziedzinie finansów i ma świadomość wagi swoich wypowiedzi. Moja druga reakcja znana jest miłośnikom internetowych memów – tzw. facepalm, pomieszanie wstydu z niedowierzaniem. Jestem przekonany, że nie byłem jedyną osobą, która uderzyła się w czoło po zapoznaniu się z cytatami z wczorajszej informacji PAP.

Konrad Raczkowski, wiceminister finansów (MF)

Wypowiedź wiceministra jest niepokojąca z kilku względów. Po pierwsze, wprowadza niepewność – ostrzega, ale nie wskazuje skąd nadchodzi zagrożenie. W komentarzu na łamach Bankier.pl porównałem to z sytuacją, w której minister zdrowia ostrzega przed ogniskiem wirusa Zika w Polsce, ale nie informuje, gdzie ono się mieści. Klienci banków mogą sobie w tej chwili zadawać pytanie, czy ich bank jest „mały” czy też może powinni spać spokojnie.

Po drugie, w ten sposób stwarza się korzystne warunki do rozprzestrzeniania się plotek, które w czasach sieci społecznościowych i internetowych komunikatorów potrafią roznosić się z prędkością elektrycznego impulsu. Nie dalej, jak na początku tego tygodnia mieliśmy do czynienia z rozprowadzanymi pocztą pantoflową wiadomościami o kłopotach z wypłacalnością jednego z banków. Słowa wiceministra tylko podsycą tego rodzaju sensacje. Żadna instytucja bankowa nie przetrwa zmasowanego odpływu depozytów, nawet jeśli jest w doskonałej sytuacji finansowej. Wie o tym każdy, kto zna podstawy funkcjonowania współczesnych banków. Wie to także na pewno wiceminister finansów.

Po trzecie, można odnieść wrażenie, że przedstawiciel resortu finansów wrzucił do jednego worka banki komercyjne, banki spółdzielcze i, być może, SKOK-i. To zakreśla jeszcze szerzej krąg potencjalnych „podejrzanych”. Wiadomo, że w kilku kasach spółdzielczych działa obecnie zarząd komisaryczny. Podobnych kłopotów nie mają, jak dotąd, banki komercyjne. Nawet interwencja KNF nie oznacza jednak automatycznie upadłości. Znajdujące się w dramatycznej sytuacji kasy bywały przejmowane przez inne SKOK-i lub banki, a BFG nie musiał wkraczać do akcji.

Przedstawicielowi resortu finansów zabrakło odpowiedzialności za słowa i refleksji nad tym, jakie konsekwencje może wywołać nieostrożnie rzucona uwaga. Być może miał to być polityczny atak na kończącą wkrótce kadencję Komisję Nadzoru Finansowego. Jeśli w ten sposób wiceminister chciał wytknąć nadzorowi niekompetencję, to wybrał zbyt ciężką amunicję. Świadczyć o tym może także reakcja zwierzchnika autora wczorajszej sensacji.

 

Michał Kisiel
Michał Kisiel