W kwietniu 90 tys. osób znajdzie legalną pracę

Zdaniem wiceministra pracy Jacka Męciny stopa bezrobocia w kwietniu obniży się do co najmniej 13,2% z 13,6%. Oznacza to, że zatrudnienie powinno znaleźć ok. 90 tys. osób. Jeżeli trend ten się utrzyma, to już w maju liczba bezrobotnych spadnie poniżej 2 mln osób. Czy jest się z czego cieszyć?

Na razie stopa bezrobocia maleje i jest to powód do zadowolenia. Radość może być przedwczesna, bo chociaż wszystkie wskaźniki są nader optymistyczne to wciąż brakuje nam realnych podstaw do tego, by trwale obniżyć liczbę bezrobotnych i zabezpieczyć ich miejsca pracy nawet na wypadek znacznego pogorszenia koniunktury.

Nie ma zaskoczenia w stwierdzeniu, że gdy gospodarka rozwija się to więcej ludzi ma szansę na znalezienie pracy. Obecnie dynamika PKB Polski najprawdopodobniej oscyluje w granicach 3%. Zgodnie z teorią ekonomii pozwala to na skorzystanie z prawidłowości prawa Okuna, które wskazuje, że w takich warunkach liczba bezrobotnych powinna zmaleć.

4% to absolutne maksimum

Kłopot w tym, że na ten moment rozwój gospodarki na poziomie do 4% rocznie to absolutne maksimum – na więcej nie pozwala nam rozrośnięta administracja, skomplikowany system podatkowy oraz inne ograniczenia geopolityczne, z którymi na razie nie możemy sobie poradzić. Innymi słowy, na braku poważnych reform tracą te osoby, których praca wisi na włosku. W szczególności mowa tu o ludziach młodych, którzy dopiero wchodzą na rynek pracy oraz starszych w wieku 55+, którzy w razie utraty zatrudnienia mają nikczemne szanse na znalezienie nowego etatu.

To bardzo dobrze, że teoria ekonomii przynajmniej w pewnym stopniu sprawdza się w praktyce. Nie wolno jednak zapomnieć, że lwia część nowych zatrudnionych to osoby, które wyrejestrowano z urzędów pracy, bo rozpoczęły własną działalność gospodarczą, otrzymały możliwość udziału w programie stażowym lub najzwyczajniej w świecie zdecydowały się na emigrację. Z opracowania resortu pracy za 2012 rok wynika jasno, że koszt aktywizacji 1 osoby bezrobotnej wyniósł  5,7 tys  zł,  a  koszt  zatrudnienia  1 osoby bezrobotnej wyniósł 10,6 tys. zł.

Spadek bezrobocia wcale nie oznacza, że zmniejszają się koszty

Słowem, spadek bezrobocia wcale nie musi oznaczać, że zmniejszają się wydatki na ich utrzymanie – statystyczne maskowanie problemu poprzez ukrywanie bezrobotnych w firmach, których nie stać na realne zatrudnienie. W sytuacji odcięcia od publicznych środków – miejsce pracy znika, a bezrobotny trafia z powrotem do rejestru.  Nie o to chodzi.

W normalnych warunkach panuje zasada, że praca ma przynosić korzyści dwóm stronom umowy (celowo unikam stwierdzenia rynkowe, bo mimo wszystko człowiek czasami skłonny jest wykorzystywać swoją przewagę do wyzysku, a instytucje kontrolne np. Kościół nie mają skutecznej broni przed tego typu działaniami).

Jej pochodną jest pozytywne oddziaływanie na całokształt najbliższego otoczenia. W sytuacji, gdy praca opodatkowana jest jak wódka staje się towarem luksusowym, który trzeba dotować. Tak jak kupuje się butelkę mocnego trunku tak można liczyć, że po jego wypiciu czeka nas ciężki kac, tak samo z pracą – po jej rozpoczęciu kacem są wszystkie obciążenia podatkowe, których nie ponosimy, gdy wstrzymujemy się od jej wykonania.

Nie jest to negowanie opodatkowania dochodów, bo państwo musi się z czegoś utrzymywać, tylko trzeba znać rozsądne granice, które u nas jak i większości państw UE – zostały przekroczone. I to jest właśnie wielki problem, który niestety będzie się pogłębiać. Oczywiście nie da się wyeliminować wahań koniunktury i rzeczywiście w momencie jej nagłego pogorszenia można, a nawet trzeba aktywizować bezrobotnych lub osoby, którym grozi utrata zatrudnienia (tu w grę wchodzą sprawy polityczne i konieczność zachowania spokoju społecznego).

3% to dużo, ale za mało

Nieporozumieniem jest utrzymywanie tego stanu w momencie, gdy w teorii gospodarka rozwija się w szybkim tempie. Naturalnie kwestia oceny, czy 3% to dużo lub mało zależy od przyjętego punktu widzenia. Większość ekonomistów solidarnie uznaje, że jest to całkiem dobry wynik. Zatem bezrobocie winno obniżać się bez dotacji.

Tak się jednak nie dzieje, bo rząd (nie tylko Polski) nie wyobraża sobie dalszego działania bez całego szeregu instytucji, które wcale nie muszą mieć tak rozbudowanych budżetów i zadań. I jeśli nie da się z nich zrezygnować, to przynajmniej powinno się je optymalizować, bo nawet 5% mniej środków wpompowanych w sektor publiczny to 5% więcej w kieszeniach obywateli. Dokładnie tych, którym brakuje na zatrudnienie młodszego sąsiada, który dopiero skończył studia.

Łukasz Piechowiak

Łukasz Piechowiak
Łukasz Piechowiak