W pakiecie było znacznie łatwiej

UNIA EUROPEJSKA:  Szczyt Rady Europejskiej (RE) okazał się bardziej przewidywalny od watykańskiego konklawe.

W pakiecie było znacznie łatwiej 1

NOWA EUROPA: Z lewej skrawek gmachu Justus Lipsius, gdzie dotychczas zbiera się RE, a z prawej skrawek siedziby KE — Berlaymont. [FOT. RUE]

Nominowani papabili rzeczywiście wyjechali z Brukseli jako wybrańcy. Premier Donald Tusk został przewodniczącym RE, a włoska minister Federica Mogherini — komisarzem ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa, w randze wiceprzewodniczącej Komisji Europejskiej (KE). Kandydatury mężczyzny chadeka z nowych państw członkowskich oraz kobiety socjalistki ze starych idealnie się uzupełniły i dały efekt synergii. W pakiecie oboje przeszli znacznie łatwiej, niż gdyby rozpatrywani byli odrębnie w różnych terminach.

Nowa KE wprowadzi się do gabinetów 1 listopada, a Donald Tusk stawi się do pracy w poniedziałek 1 grudnia. Przypomnę, że powołany przez traktat z Lizbony stały przewodniczący szczytów to nie żaden prezydent Unii Europejskiej, lecz organizator i kierownik prac głowy kolegialnej, jaką jest cała RE. Dlatego kapitalne znaczenie ma ułożenie się relacji Donalda Tuska z wykonawczym gabinetem, a konkretnie z jego szefem Jeanem-Claude’m Junckerem. Razem będą reprezentowali UE na szczytach G7, G20 czy NATO, a także na dwustronnych spotkaniach z USA, Chinami czy… Rosją, jeśli takowe kiedykolwiek wrócą. W kończącej się kadencji brukselczyk Herman Van Rompuy zdecydowanie wyrósł ponad importowanego José Manuela Barroso. W nowym rozdaniu przybysz Donald Tusk nie ma w takiej rywalizacji prestiżowo-decyzyjno-dyplomatycznej szans, przy rondzie Schumana samcem alfa bezdyskusyjnie będzie prawie tubylec Jean-Claude Juncker, dla drugiego w brukselskim eurokwartale miejsca nie ma.

W tej chwili najpilniejszym eurozadaniem Donalda Tuska staje się… intensywna konwersacja angielska.

Na głęboką wodę skoczy na szczycie RE 18-19 grudnia — na który z Polski przyjedzie już nowy premier — bo wtedy posiłkowanie się tłumaczem będzie już obciachem. Notabene dochodzi jeszcze okoliczność symboliczna — koło ronda Schumana kończona jest nowa siedziba RE, a także ministerialnej Rady UE. Futurystyczny szklisty pałac oficjalnie nazywa się Europa. Ta inwestycja skonkretyzowała się dziesięć lat temu razem z rozszerzeniem UE, budowa zaś trwa szósty rok, ruszyła… po wybuchu globalnego kryzysu. Miała kosztować 240 mln EUR, dawno przekroczyła 330 mln EUR, uważana jest np. przez Davida Camerona za złotą klatkę i pomnik unijnej pychy. Ze względu na kształt głównej hali (zdjęcie poniżej) eurokracja, zwłaszcza ta zazdrosna z gmachu KE naprzeciwko, nazwała konkurencyjny pałac Jajem Van Rompuya. Obserwując przez lata postępy budowy zastanawiałem się, czyje nazwisko złośliwcy wstawią do nazwy po otwarciu. I nigdy, przenigdy nawet mi się nie śniło, że będzie to Jajo Tuska! Ale czy ktokolwiek, oprócz kilku osób wtajemniczonych, mógł to zakładać jeszcze pięć dni temu, gdy premier wygłaszał w Sejmie pełne obietnic czwarte exposé…

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski