Wiedeń, mafie i koniec porządku starego świata

W czwartek, 2 czerwca, w Wiedniu odbędą się dwa ważne spotkania. Na „wyjazdowym” posiedzeniu zbierze się wierchuszka mafii bankowej (EBC), a na standardowym wiedeńskim raucie spotka się kierownictwo mafii naftowej (OPEC).

W czasach zimnej wojny Wiedeń zasłynął jako miasto spotkań wszelkiej maści szpiegów, zdrajców i konfidentów z obu stron konfliktu. Obecność przedstawicieli wywiadu przyciągała podobne im męty z sektora prywatnego – to w Wiedniu rodziły się pierwsze polskie mafie.

Mafie legalne…

Dawna stolica imperium Habsburgów ma swój urok i do dziś przyciąga zorganizowane grupy przestępcze. W czwartek w Wiedniu spotkają się dwie z nich. W siedzibie banku centralnego Austrii przy Otto-Wanger-Platz 3 odbędzie się posiedzenie Rady Prezesów Europejskiego Banku Centralnego. Czyli mafii bankowej dyktującej strefie euro stopy procentowe, a ostatnio także manipulującej cenami obligacji, poprzez skup długów za świeżo wykreowane pieniądze. Mafijny komunikat o 13:45, a konferencja prasowa herszta Mario Draghiego przewidziana jest jak zwykle na 14:30.

Mniej więcej w tym samym czasie (o 12:00) nieco ponad kilometr dalej, przy Helferstorferstrasse 17 rozpocznie się zamknięte spotkanie kierownictwa OPEC. Czyli naftowego kartelu zrzeszającego państwa wydobywające ropę naftową. W OPEC ustalają każdemu krajowi dzienny limit wydobycia (zresztą od dawna nieprzestrzegany), aby w ten sposób sterować cenami ropy na świecie.

Gdyby literalnie stosować prawo antymonopolowe i antykartelowe, to na obu spotkaniach powinna pojawić się policja i aresztować wszystkich uczestników. Ale obie mafie są legalne (bo utworzone przez państwa), więc działają bezkarnie. Na szczęście, w ostatnich latach coraz mniej skutecznie.

… ale nieskuteczne

Europejska mafia bankowa (tj. EBC) od trzech lat nie potrafi osiągnąć swojego statutowego celu – czyli łupić mieszkańców eurolandu 2-procentową inflacją. Zamiast tego od ponad roku dynamika wskaźnika kosztów życia (HICP) oscyluje wokół zera. I bardzo dobrze!

„Winna” takiemu stanowi rzeczy jest m.in. mafia naftowa. Najważniejsi członkowie OPEC „zdradzili” kartel i nie respektują uzgodnionych limitów wydobycia. Np. mająca najniższe koszty wydobycia na świecie Arabia Saudyjska pompuje, ile wlezie i zalewa świat ropą, aby przejąć nowe rynki zbytu (np. Polskę), wykurzając droższych producentów (np. Rosję). I bardzo dobrze!

Teoretycznie możliwe jest, aby obie mafie porozumiały się i wspólnie osiągnęły swoje cele. OPEC pod przywództwem Saudyjczyków mógłby gwałtownie obniżyć wydobycie i doprowadzić do skokowego wzrostu cen ropy naftowej, co wywołałoby inflację cenową tak bardzo pożądaną przez mafię bankową. EBC mógłby w tym pomóc, kupując kontrakty na ropę w zamian za świeżo wykreowane euro. Dokładnie tak samo, jak od roku robi z obligacjami skarbowymi.

Koniec starego porządku świata

Skoro to takie proste, to czemu jeszcze nie zostało zrealizowane? W przypadku OPEC odpowiedź jest mniej więcej znana: Saudyjczycy chcą wykończyć niskimi cenami konkurencję o wyższych kosztach wydobycia – przede wszystkim amerykański sektor „łupkowy”. Także powracający na rynek Iran ani myśli rezygnować z ograniczenia wydobycia – czyli z zysków z eksportu ropy. Sytuację dodatkowo komplikuje wojna na Bliskim Wschodzie, gdzie ścierają się mocarstwowe ambicje Saudyjczyków, Persów i Amerykanów.

Trudniej jest wytłumaczyć indolencję EBC. Skoro i tak już stracili cnotę rozpoczynając QE, to niech przynajmniej robią to skutecznie. Skup długu publicznego może podobać się politykom, ale przynajmniej do tej pory nie przekłada się na inflację HICP. A zakupy ropy naftowej czy jakiegokolwiek innego dobra materialnego miałyby przełożenie bezpośrednie. Tak samo jak program „stówka na konto”, czyli postulat rozdania „dodrukowanych” pieniędzy ludziom (znany jako „helikopter money”).

Na przykładzie OPEC i EBC obserwujemy upadek starych instytucji, które niegdyś miały ogromny wpływ na świat finansów i realną gospodarkę. Nadchodzący upadek wiary we wszechwładzę banków centralnych dla wielu będzie szokiem.  Wraz z nim czeka nas erozja zaufania do pieniądza symbolicznego, który bez zaufania traci rację bytu (i wartość).

Powstały po upadku porozumienia z Bretton Woods reżym monetarny oparty o płynne kursy walutowe i nieograniczoną ekspansję kredytową po 40 latach osiągnął swój termin przydatności do spożycia. Czas pokaże, co go zastąpi. Nieśmiało stawiam, że nowy ład monetarny wyłoni się na bazie SDR-a i złota i będzie sterowany przez „koncert mocarstw”. A ropa naftowa już za kilka dekad może okazać się takim samym przeżytkiem, jak w pod koniec XIX wieku tran wielorybi.

Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany