Wyższe podatki dla najbogatszych Polaków?

W zeszłym tygodniu premier Jarosław Kaczyński poinformował, że rząd rozważa rozpisanie referendum, w którym Polacy mieliby się wypowiedzieć, czy chcą podwyżki podatków dla najbogatszych w celu podniesienia płac w służbie zdrowia. Powiem szczerze, że z przykrością słuchałem tego wystąpienia. Od premiera powinno się wymagać rzetelności i kompetencji, a nie czystego populizmu i to takiego populizmu, który z całą pewnością nie odniesie pożądanego skutku. Oczywiście, czasem polityk musi trochę przesadzić, żeby dotrzeć do umysłów mniej zorientowanych wyborców, ale propozycja premiera mogła trafić jedynie do wyborców, których IQ jest głęboko poniżej średniej krajowej. Zastanawiałem się nawet, czy coś na ten temat pisać, ale nie wytrzymałem.Oczywiście propozycja podniesienia podatków, wtedy, kiedy przed chwilą (składka rentowa) zmniejszyło się obciążenia wynagrodzeń i planuje się obniżkę podatków „dla bogatych” w 2009 roku (dwa progi 18 i 32 proc. to nic innego jak obniżka podatków przede wszystkim dla lepiej zarabiających) wygląda na jakiś absurd. Załóżmy jednak, że premier rzeczywiście wierzył w to, co mówił (w co bardzo wątpię). Załóżmy nawet, że proponowane podniesienie podatków dla bogatych ma sens (dla jasności – uważam, że nie ma). Pozostaje jednak pytanie, jak można w ten sposób rozwiązać obecną sytuację strajkowa?

Przecież referendum musi uchwalić Sejm (pewnie zrobiłby to po wakacjach), musi zostać zorganizowane, w głosowaniu musi brać udział co najmniej 50 procent Polaków i jeśli nawet da wiążącą i oczekiwaną przez premiera odpowiedź (oczywiście odpowiedź, która umożliwi podniesienie podatku dla bogatych) to Sejm musi przygotować odpowiednie ustawy, które wejdą w życie przed końcem listopada (potem nie można już zmieniać podatków na przyszły rok). Gołym okiem widać, że nie ma najmniejszej szansy, żeby zmiany podatkowe weszły w życie w 2008 roku. Skoro tak, to znaczy, że propozycja premiera nie miały nigdy nawet cienia szansy na zrealizowanie. Po co w takim razie padła? Mógłbym dużo napisać i na ten temat, ale staram się tutaj unikać czystej polityki, więc dam sobie z tym spokój.

Ok., pomyślmy, czy w ogóle jakiś sens ma mówienie o podwyżce podatku od „bogatych”. Przede wszystkim określenia wymaga definicja „osoby bogatej”, bo przecież dla człowieka zarabiającego 1000 złotych bogaty jest już ten, który zarabia 5000 zł. miesięcznie. Problem w tym, że ten drugi z całą pewnością się za bogatego nie uważa. Mówiąc o „bogatych” premier musiał mieć na myśli albo tylko multimilionerów albo również klasę średnią, która zresztą w Polsce niestety jest bardzo wąska. W obu przypadkach zwiększenie obciążeń nie przyniosłoby oczekiwanych efektów. Multimilionerzy i tak płacą (a najczęściej nie płacą) podatki za granicami Polski. Tego się nie zmieni, bo skoro obowiązuje swobodny przepływ kapitałów to nasz rząd nie ma żadnych narzędzi do sięgnięcia do kieszeni tych obywateli. Nawiasem mówiąc uważam, że takie unikanie podatków, jeśli zarabia się w Polsce, jest niemoralne. Tyle tylko, że człowiek jest słabą istotą, więc dobrze wiem, iż jeśli zarabiałbym miliony to prawie na pewno dążyłbym do legalnego obniżenia podatku. Trudno mi więc potępiać postępowanie bardzo bogatych Polaków. Wyższe opodatkowanie klasy średniej też nic nie da, bo to przecież mniej niż dwa procent płacących podatki.

Można sięgnąć do opodatkowanie posiadanych aktywów, a nie do podnoszenia podatków (zresztą premier zapowiedział, że nie chce podnosić progów podatkowych). Stąd zapewne pomysł „Rzeczpospolitej”, która napisała, że to podatek katastralny ma być tą „wunderwaffe” premiera. To też błędny trop. Owszem, Polska będzie musiała za kilka lat wprowadzić podatek od nieruchomości – prace nad nim trwają już też parę lat. Tyle tylko, że zanim się go wprowadzi to trzeba uchwalić ustawy, zrobić spisy nieruchomości i je wycenić. Czyli też nie natychmiast, nie za rok, a za kilka lat. Nawiasem mówiąc ten podatek uderzałby nie tylko w „bogatych”, ale również w tych Polaków, którzy nie są zamożni, a na przykład mieszkają we własnym domu, który budowali wielkim wysiłkiem przez długie lata. Nic dziwnego, że niedawno wicepremier Przemysław Gosiewski zdementował rewelacje „Rzepy”, a potem zrobił to również premier Kaczyński.

Żadne podatki dla najbogatszych nie poprawią ani sytuacji finansów państwa, ani płac w ochronie zdrowia, czy edukacji. To jedno, co jest w stu procentach pewne. Dziwi mnie więc nie tyle to, że premier o tym mówi (klasyczna walka o poparcie swojego elektoratu) ile to, że wicepremier Zyta Gilowska nie protestując takie pomysły de facto firmuje. Widać jak poglądy ludzi ewoluują w zależności od tego, czy są w opozycji, czy w rządzie… Pieniędzy nie trzeba szukać. One po prostu są. Wystarczy (o czym pisałem w poprzednim wpisie do bloga) nie obniżać składki rentowej i być może (jeśli to byłoby konieczne) nie zmieniać progów podatkowych w 2009 roku. Nawiasem mówiąc (to informacja dla moich krytyków) ja nie powielam poglądów LiD. O bezsensie obniżania składki rentowej mówi bardzo wielu i to wcale nie lewicowych ekonomistów (i komisja Senatu). Poza tym SLD dopiero ostatnio obudził się z letargu. Podczas głosowania w Sejmie nie odważył się protestować. Sejm przyjął ustawę obniżającą składkę stosunkiem głosów 341:0 (SLD się wstrzymał). Jeśli teraz podnosi się krzyk, że nie trzeba było obniżać składki to jest to niepoważne (szczególnie ze strony PSL, który głosował „za”). Z całą zaś pewnością trzeba zreformować KRUS i walczyć z szarą strefą, która podatków nie płaci.

Dla zwolenników tej obniżki jest jednak dobra informacja: PiS się nie cofnie, a Prezydent ustawy nie zawetuje. Jak by to bowiem wyglądało, gdyby posłuchał się LiD? Prawdę mówiąc rząd nie ma innego wyjścia: musi protest ochrony zdrowia jakoś szybko zakończyć, a nawet złamać, bo jeśli się podda to za chwilę u bram Kancelarii Premiera zjawią się następni protestujący. I jeszcze na koniec: żadne podwyżki płac nie uzdrowią sytuacji w ochronie zdrowia, jeśli się jej nie zreformuje. Uważam, że propozycja (nie pamiętam, kto ją złożył) powołania „okrągłego stołu” z udziałem opozycji i pracowników ochrony zdrowia, który wypracowałby zasady reformy była doskonałym pomysłem. Dziwię się, że koalicja rządowa nie chce się na to zgodzić. Przecież to zdejmowałoby problem z rządu i przesuwało na zupełnie inne gremium. Same plusy, żadnego ryzyka…

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

(komentarz pojawi się po zatwierdzeniu)

Piotr Kuczyński
Piotr Kuczyński