Życie za minimum – podsumowanie akcji, której nie było

Czy da się przeżyć miesiąc za płacę minimalną? Da, ale co to za życie? Wszystko zależy od osoby i jej sposobu gospodarowania pieniędzmi, skłonności do oszczędzania i szczęścia w unikaniu niebezpieczeństw, które mogą doprowadzić do nadmiernego wychudzenia portfela. Quasi eksperyment mojej redakcyjnej koleżanki przyniósł nieoczekiwane rezultaty.

Moje wnioski z quasi eksperymentu nie będą odkrywcze. Po pierwsze, nie umiemy czytać i nie chcemy się tego nauczyć (wnioskuje to po kilku wirusowych wpisach na blogach autorów, którzy byli przekonani, że biorę udział w eksperymencie. To tylko potwierdza moją opinię o blogerach, którą kiedyś wyraziłem tutaj). Po drugie – nie rozumiemy, że każdy człowiek ma swoje własne preferencje zakupowe (odkrycie to uhonorowano licznymi nagrodami, w tym Nagrodą Nobla). Po trzecie – każdego mierzymy swoją miarą.

Minimum socjalne

Instytut Pracy i Spraw Socjalnych bada zagadnienie minimum socjalnego, czyli kwoty do dyspozycji, które umożliwiają człowiekowi w miarę godne życie tzn. spełnienie potrzeb podstawowych człowieka. We wrześniu 2013 roku wynosiło ono 1060 zł dla gospodarstwa jednoosobowego. Jest to 177 zł mniej niż wynosi płaca minimalna.

Zgodnie z tabelą na żywność można wydać 262 zł miesięcznie. Mieszkanie to koszt 384 zł miesięcznie. Na kulturę i rekreację przewidziano 120,88 zł. Odzież i obuwie – 49 zł, ochrona zdrowia – 41 zł, higiena osobista – 29 zł, transport i łączność – 79 zł. Uwaga , edukacja to całe 13,75 zł! Reszta to pozostałe wydatki.

I teraz proszę – gdzie znajdę pokój za 384 zł w Warszawie lub Wrocławiu? 262 zł na żywność to 8,5 zł dziennie, czyli bardzo skromnie i dużo kartofli; 49 zł na odzież i obuwie, czyli klapki i jedną parę skarpet.  Za 41 zł można kupić mleko, czosnek, może miód – tak wygląda ochrona zdrowia. 29 zł na higienę osobistą – niektórzy wydają nawet mniej. Z kolei 79 zł na transport i łączność, czyli telefon na kartę i jazda na gapę. A 13,75 zł na edukację? Zostają jolki i sudoku.

Quasi eksperyment

Łatwo oskarżyć kogoś o prześmiewcze nastawienie do biedy. To nie było zabawne nawet przez chwilę. Nigdy nie miało być. Oczywiście można stwierdzić, że dziewczyna była niereprezentatywna, bo żyje w dużym mieście, ma dobre zarobki, nie musi dużo jeść, itd.  Ponadto za miesiąc wróci do normalnego życia, więc nie ma noża na gardle.

Jednak czy aby na pewno? Czy w Polsce nie ma tysięcy młodych ludzi, którzy pracując, nawet w teoretycznie porządnych i renomowanych firmach, nie otrzymują pensji zbliżonych do minimalnego wynagrodzenia?

Minimalne wynagrodzenie zwykle otrzymują ludzie o najniższych kwalifikacjach, którym nie można zapłacić więcej, bo ich praca nie jest tyle warta – czytam w komentarzach specjalistów od wszystkiego. To prawda, ale nie w Polsce. W naszym kraju niskie wynagrodzenie otrzymują nawet ludzie z dużym doświadczeniem, wiedzą, itd. Dla mnie koronnym przykładem jest młoda księgowa, która po studiach ekonomicznych w dobrze prosperującym biurze rachunkowym w dużym mieście mogła liczyć tylko na 1100 zł miesięcznie. I co? Zawsze znajdzie się czarny łabędź, dlatego ocena tylko z jednej perspektywy to krzywdzące uproszczenie.

Tylko co z tym zrobić? Podnieść płacę minimalna do 10 tys. zł miesięcznie? Nie, broń Boże! Zmniejszyć podatki, zwiększyć kwotę wolną od podatku, wymusić na związkach zawodowych ochronę pracowników (a nie tylko własnych stołków), tworzyć przyjazny klimat dla biznesu.

Świat poszedł do przodu

Ludzie oglądają dużo filmów, seriali i innych programów rozrywkowych. Patrząc na teledyski bogatych artystów z zazdrością patrzymy na dobrobyt i luksus, w którym żyją. Nawet w polskich serialach obyczajowych (finansowanych ze zbrodniczego abonamentu!!!) kwestie pieniędzy i wynagrodzeń są tematem tabu. Największe bolączki ograniczają się do stwierdzeń, że ktoś ma „problemy finansowe”.

Zawsze mnie to zastanawiało, bo szara rzeczywistość wbrew pozorom jest interesującym spektaklem, gdzie każdy – dosłownie każdy – może stać się bohaterem prostej tragedii. Tyle emocji wywołuje zakup piwa za 12 zł, że w sumie nie potrzeba dodawać do tego zdradzającego męża… ukrywającego mroczny sekret w postaci zaginionego brata bliźniaka. Polscy scenarzyści wydają się być oderwani od inspirującej rzeczywistości – poszukują natchnienia w sztucznych problemach.

Dialogi pięknych i zajmujących się miłostkami studentów nigdy nie zahaczają o pieniądze (ani o naukę). Nagle okazuje się, że kelnera stać na samochód, markowy rower, ciuchy i wynajęcie pięknego mieszkania z najnowocześniejszym wyposażeniem. A na imprezach nie ma taniej wódki tylko drogie drinki… Mnie to brzydzi, ta sztuczność, ta poezja o obieraniu ziemniaków.

A biedni ludzie muszą kombinować

Co kupić i gdzie? Każdy ma swoją metodę – jedni pisali, że można przyrządzić kilka dań z ziemniaków. „Piwo w dyskoncie jest najtańsze” – wiem o tym też z doświadczenia. „Ma Pan stanowczo za drogie mieszkanie…” –  zdaję sobie z tego sprawę, ale na razie nie mam wyjścia jak przepłacać. Nic nie jest dane na zawsze. Dzisiaj masz pracę, a jutro nie. I co wtedy? Rozpacz.

Czytelnicy oczekiwali krwi w postaci prostych wniosków. Jedni krzyczeli, że nie da się przeżyć za płacę minimalną. Inni, że jest to możliwe bez problemu. Nam chodziło tylko o pokazanie, że jest to trudne. Największą ze sztuk jest dokonywanie właściwych wyborów. Każdy ma prawo do własnych (zgodnie z „wolterowskim” pojęciem wolności). Problem w tym, że bieda sprowadza społeczeństwo do wspólnego mianownika – skromnego asortymentu dostępnych opcji, kreatywnego poszukiwania rozwiązań dla najprostszych potrzeb, czyli „co zjeść?”; „gdzie kupić buty (za 49 zł)?”, itd. To ciężka praca.

Część osób przekonywała, że zwykle jesteśmy biedni na własne życzenie. „Znajdź lepszą pracę, wyjedź, zmień mieszkanie, znajdź sobie bogatego partnera (to było najlepsze i o dziwo napisał to mężczyzna)”; „przestań się lenić, popraw kwalifikacje”.

Wszystko jest procesem, do którego jedni dojrzewają szybciej – inni wolniej. Biedy nie da się wyeliminować całkowicie. Jednak można sprawić, że nawet nisko płatne zawody dają możliwość w miarę godnego życia, a ciągłe myślenie o tym gdzie się zaopatrzyć nie zabiera ludziom czasu na myślenie o tym jak poprawić swoją sytuację. 2 mln Polaków na emigracji jest tego przykładem.

Ostatnio znajomy mówił mi, że prowadzi kurs o tym jak myśleć o pieniądzach. Oczywiście płatny. Ja bym chętnie zapłacił za to, by przestać o nich myśleć. A Państwo?

/Piechowiak

P.S

Łukasz Piechowiak
Łukasz Piechowiak