Inteligentne domy coraz częściej korzystają z technologii cloud

Można założyć, że technologia chmur obliczeniowych przyjęła dzisiaj dwa oblicza. Jedno z nich prezentuje się jako narzędzie rozrywki; dzięki chmurom łatwo można komunikować się z innymi użytkownikami sieci, zamieszczać w nich różnego typu materiały (zdjęcia, filmy), udostępniać je innym… Drugie odnosi się do biznesu – w chmurach gromadzi się istotne informacje, prowadzi się działalność reklamową, kontaktuje się za ich pośrednictwem z kontrahentami. Jednakże postrzeganie chmur jedynie poprzez te dwie perspektywy jest zbyt uproszczone – potencjał chmur jest bowiem o wiele większy.

 

Jednakże chmury obliczeniowe kojarzą się właśnie z przechowywaniem danych i komunikacją. Co więcej mogą zaoferować?

Na to pytanie ciężko precyzyjnie odpowiedzieć, ponieważ, choć może trudno w to uwierzyć, potencjał chmur jest tak ogromny, że ich możliwości wyprzedzają wyobraźnię. Załóżmy zatem, że chmura to po prostu ogromna baza danych, które mogą być wykorzystane w konkretnej dziedzinie życia – na przykład w zarządzaniu gospodarstwem domowym. I tak mamy swego rodzaju elektroniczny mózg, który za pośrednictwem internetu tak steruje urządzeniami AGD, aby przebywanie w domu stało się dla właściciela jak najbardziej komfortowe.

 

Inteligentna lodówka kontrolująca stan żywności, automatycznie włączająca się muzyka, robocik witający gospodarza kuflem zimnego piwa i komplementami?

A dlaczego nie? Dołóżmy do tego ogrzewanie dostosowane do pory dnia i roku, sterowanie głosowe, automatyczne dostosowanie natężenia światła, rozpalenie kominka, przygotowanie kąpieli, włączenie telewizora na ulubiony kanał czy program, istniejące już dzisiaj samodzielne odkurzacze, a chmura objawi się nam jako wirtualny lokaj, który wykonuje bez szemrania wszystkie polecenia zapisane w jego elektronicznej pamięci.

 

Niemniej taki luksus może odbić się niekorzystnie na kieszeni właściciela, kiedy przyjdzie mu zapłacić rachunki za prąd.

Niekoniecznie. Prąd i tak jest permanentnie zużywany w naszych domach. Lodówka, klimatyzacja, pobierające prąd urządzenia pozostające w trybie stand – by, jak np. telewizor czy odtwarzacz CD. Nawet kiedy ich nie używamy, i tak zużywają energię. A gdyby odpowiednio zaprogramowana chmura zracjonalizowała zużycie energii tak, aby kierowana ona była tylko tam, gdzie jest naprawdę potrzebna? Mogłoby się okazać, że chmura stanie się źródłem oszczędności.

 

Ale przecież własna baza danych to ogromny wydatek energetyczny! Samo chłodzenie serwerów pochłania znaczne ilości prądu.

Zgadza się. Ale kto każe nam budować serwerownie we własnych domach? Przecież cała idea chmur polega na tym, że serwery dostarczają firmy zewnętrzne. Dlaczego więc dane umożliwiające zarządzanie naszym domem nie mają być gromadzone poza nim? Dlaczego nie stworzyć domowych centrów danych bez centrów danych w domu?

 

Niemniej, nie ma nic za darmo. Nawet jeżeli nie wybudujemy własnej serwerowni, trzeba będzie płacić rachunki firmom zewnętrznym.

Tak. Tak samo jak płacimy elektrowniom za prąd, wodociągom za wodę, a spółdzielniom mieszkaniowym czynsz.  Ale czy przez to rezygnujemy z prądu, wody i mieszkania w ogóle? Nie. Po prostu wybieramy odpowiedniego dostawcę. Podobnie rzecz się ma z administratorami chmur. Trzeba wybrać takiego, który będzie dla nas najlepszy. Tym bardziej, że istnieją już projekty mające doprowadzić do zmniejszenia zużycia energii niezbędnej dla prawidłowego działania serwerowni (a co za tym idzie kosztów jej eksploatacji, przekładających się następnie na rachunki potencjalnych klientów), a dokładnie właściwego jej chłodzenia. Otóż Microsoft przeprowadził ostatnio ciekawy eksperyment, umieszczając serwerownię pod wodą,  w Atlantyku koło Orkadów. Woda morska stała się naturalnym chłodziwem serwerów. Co prawda dostęp do takiej serwerowni w oceanie jest trochę trudny, ale z pewnością i z tym inżynierowie sobie wkrótce poradzą. Ale to nie wszystko. Gdyby ktoś koniecznie chciał mieć serwerownię w swoim domu, dlaczego nie miałby zasilać jej energią słoneczną? Panele solarne stają się coraz powszechniejszym widokiem na dachach domów, co więc stoi na przeszkodzie, aby pozyskiwana z nich energię kierować do serwerów zarządzających domowym sprzętem?

 

Kilkadziesiąt, czy kilkanaście lat temu, w filmach science – fiction lub nawet bajkach dla dzieci – np. popularni Jetsonowie – widzieliśmy nasycone elektroniką „inteligentne” domy, które jak żywy człowiek reagują na potrzeby mieszkańców. Czy możemy zaryzykować tezę, że takie „domy przyszłości” to kwestia przyszłości coraz bliższej?

Przyszłości? Żadnym ryzykiem nie będzie stwierdzenie, że jest to kwestia teraźniejszości. Wystarczy tylko zaufać możliwościom, jakie dają chmury obliczeniowe, internet, a także potencjał współczesnej elektroniki, a w rezultacie będzie można cieszyć się w pełni zautomatyzowanym domostwem zaspokajającym zachcianki mieszkańców.

Niko Bałazy