Lobbujący ACTA 2 strzelają sobie w stopę

W ostatnich dniach, w polskiej debacie publicznej coraz głośniej zaczęto protestować wobec unijnej Dyrektywy, której Internauci nadali dość niechlubną nazwę „ACTA 2”. Dyrektywa reformuje kwestie praw autorskich i przygotowana jest już od 2 lat. Dziś, gdy jej wdrożenie stało się coraz bardziej realne, po raz drugi w historii, polscy Internauci wyszli na ulicę bronić Internetu jaki znamy.  

Największe dyskusje wzbudzają dwa punkty dyrektywy: 13. oraz 11. Pierwsza kontrowersyjna kwestia dotyczy tzw. „podatku od linkowania”. W najprostszych słowach, Komisja Europejska chce, aby wyszukiwarki internetowe miały obowiązek odprowadzania opłat na rzecz autorów linkowanych artykułów. W czarnym scenariuszu rozwiązanie te, może narazić na odpowiedzialność każdą osobę prawną, która opublikuje w sieci link do artykuły innego wydawcy. Drugi kontrowersyjny pomysł narzuca odpowiedzialność na pośredników internetowych. Strony takie jak Facebook, Youtube czy Twitter zostaną zobowiązane do filtrowania treści przesyłanych przez użytkowników. Obecnie platformy muszą usuwać te materiały, które zostały zgłoszone jako pirackie. Według nowego rozwiązania będą musiały prowadzić działania wyprzedzające. Zdaniem ekspertów, takie rozwiązanie  w postaci „cenzury prewencyjnej” może utrudnić publikowanie np. internetowych memów. O zastrzeżeniach dotyczących omawianej Dyrektywy pisałem już na portalu dyskusja.biz w dniu 9 maja br. (art. pt. „Podatek od linkowania zagrożeniem dla rynku informacji w sieci”).

Dziś pragnę omówić tę kwestię z innej perspektywy. To co zaskakuje najbardziej to kompletnie mylna diagnoza skutków regulacji, która, jak można odczuć, jest mocno lobbowana przez wydawców prasy tradycyjnej z krajów tzw. „Starej Unii”.

Niepodważalną konsekwencją wprowadzania lobbowanego rozwiązania, jest ograniczenie rozprzestrzeniania się wartościowych informacji i artykułów tworzonych przez renomowanych wydawców prasy. Owa kultura „sharingu” w Internecie powoduje, że najbardziej wartościowe treści są reklamowane za darmo przez tysiące, jeśli nie miliony internautów. Owa demokratyzacja Internetu sprawia w konsekwencji, że najbardziej opiniotwórcze i wartościowe treści, mają szansę tworzyć trendy i wpływać na opinie. Samo-odcięcie się dużych wydawców od tej możliwości, spowoduje automatyczne ograniczenie ich zasięgów. Przez ten pryzmat trudno jest zrozumieć logikę ich działania.

W kontekście całej dyskusji nt. ochrony wartości intelektualnej warto przytoczyć liczne badania, które pokazują, że zbyt rygorystyczne prawo własności intelektualnej nie wpływa na rozwój danego rynku, a w szczególności na dochody przedsiębiorstw brutto ze sprzedaży. Z podobnym efektem mamy do czynienia przy powstawaniu innowacji. W tym przypadku nie tylko zbyt niski rygoryzm, ale również zbyt wysoki poziom ochrony praw patentowych nie sprzyja dobru danej branży. W konsekwencji, na skutek zbyt restrykcyjnego prawa, tracą nie tylko konsumenci, ale i (dla niektórych może wydawać się to zaskakujące) cała branża, czyli przedsiębiorcy.

Jak pokazują również dane z tzw. obszarów kreatywnych, rynki produktów cechujące się niskim poziomem ochrony własności intelektualnej notują zdecydowanie większe dochody ze sprzedaży. Przykładem może tutaj być rynek projektowania odzieży, branża samochodowa (tutaj również może zaskakiwać, że notowany jest niski poziom ochrony patentowej), czy przemysł meblarski. Zdecydowane niższy poziom skumulowanych przychodów, może być skorelowany z rygorystycznym prawem ochrony własności intelektualnej w takich branżach jak przemysł muzyczny, filmowy, czy księgarski.

Dane te mogą niektórych zaskakiwać. Nie powinny natomiast być nowością dla ekonomistów i prawników z koncernów lobbujących wprowadzenie nieżyciowego i odstającego od realiów współczesnego świata, prawa własności intelektualnej. Rozwiązanie w postaci ACTA 2 nie uderzy jedynie w Internautów. Ofiarą tego rozwiązania staną się również nie tylko przedsiębiorcy z mniejszych wydawnictw, ale także, i w szczególności, duże koncerny lobbujące te rozwiązanie. Empiria rynku pozostaje w tej kwestii jednomyślna.

To otwarte sieci, nieskrępowana wymiana myśli, doświadczeń, czy opinii przyczynia się do rozwoju nie tylko w skali mikro, ale także makroekonomicznej.

Piotr Palutkiewicz
Piotr Palutkiewicz