Jarosław Kaczyński : Główny Czynnik Miarodajny

Lecą do nas, jadą przez wymarłe miasto. Prezydenci, premierzy, ministrowie. Jadą na szczyt NATO, o którym z góry wiemy, że okaże się sukcesem.

FOT. Marek Wiśniewski

Wiedzieliśmy z góry, że cztery bataliony rotacyjne wzmocnią poczucie bezpieczeństwa wschodnich Europejczyków. Wiedzieliśmy, że wzrost rosyjskiego ekspansjonizmu zmusił liderów sojuszu do zastanowienia się co ważniejsze: uganianie się za partyzantami gdzieś po górach Afganistanu czy powrót do źródeł – ochrony terytorium członków NATO. Wiedzieliśmy, że szczyt warszawski jest przez to historyczny i przełomowy.

Nie wiedzieliśmy jednak, że amerykański prezydent zdecyduje się na tak otwarte i dobitne ostrzeżenie polskich władz , by nie odstępowały od wartości, które stanowią fundament sojuszu.

Sądzę, że nikomu z przyzwoitych Polaków nie sprawiło przyjemności wysłuchanie słów dyplomatycznej reprymendy z ust sojusznika i przyjaciela , jak mówił o sobie Obama. Nikomu nie sprawiło przyjemności obserwowanie wyraźnie zakłopotanej miny polskiego prezydenta.
Nikt nie może mieć wątpliwości, co do tego, że głównym decydentem politycznym Ameryki jest prezydent Obama, Francji – prezydent Hollande czy Niemiec – pani kanclerz Merkel.

W wypadku Polski sprawa jest bardziej złożona. Każde dziecko wie, że demiurgiem i twórca polskiej polityki nie jest stojący obok Obamy prezydent Andrzej Duda, a zupełnie ktoś inny – lider rządzącej partii Jarosław Kaczyński. Rzecz jasna nieobecny na szczycie, tak jak i nieobecny na innych wielkich międzynarodowych spotkaniach i konferencjach.

Przed II wojną światową polscy dyplomaci, pisząc o przywódcach formalnie nie pełniących najwyższych urzędów państwowych wymyślili eufemistyczny termin : główny czynnik miarodajny. Tym głównym czynnikiem miarodajnym Polski współczesnej jest właśnie Jarosław Kaczyński .

I to do niego powinny być skierowane słowa Baracka Obamy i innych polityków Zachodu. I to on w obecnej polskiej rzeczywistości jest jedyną osobą, która jest w stanie prowadzić rzeczywisty dialog z zagranicznymi krytykami. Premier, ministrowie to tylko mandaryni, powołani z jego woli. Cesarz jest tylko jeden.

W dawnych czasach i zupełnie innych realiach dokonywano karkołomnych sztuczek, by umożliwić prezydentom i premierom dialog z prawdziwym przywódcą kraju. Edward Gierek dał się wybrać do Rady Państwa, fasadowego ciała, udającego kolektywnego prezydenta.
W wypadku Jarosława Kaczyńskiego być może czas przełamać sztuczną barierę. W kalendarzach wizyt zagranicznych przywódców powinien znaleźć się kluczowy punkt programu: spotkanie z prawdziwym kreatorem polskiej polityki.

Przydałoby się to naszym partnerom znużonym mało skutecznym dialogiem przez heroldów i pocztylionów. Zainspirowałaby pewnie samego Kaczyńskiego, który wreszcie z pierwszej ręki dowierciłby się do zakamarków myślenia zamorskich gości.

 

Sławomir Majman
Sławomir Majman