To wynika z #taśmyKaczyńskiego

Przeczytałem stenogram rozmowy, podczas której Jarosław Kaczyński, prezes PiS, w obecności Grzegorza Jacka Tomaszewskiego, przedstawiciela spółki Srebrna, oraz tłumaczki rozmawia z Geraldem Birgfellnerem, austriackim inwestorem zainteresowanym budową biurowca przy ul. Srebrnej.

Przeczytałem też tekst Grzegorza Nawackiego, który zaczyna się w identyczny sposób. Na Dyskusja.biz  postanowił on zsyntetyzować i opisać konteksty wątków poruszanych w rozmowie w aspektach czterech potencjalnych afer: gospodarczej, PiS, Jarosława Kaczyńskiego i Pekao. Postanowiłem nieco rozwinąć jego przemyślenia, przydzielając każdemu z pytań punkty w skali 0-10, gdzie 0 oznacza „nie”, a 10 „tak”.

Czy to afera gospodarcza? 2/10

Z rozmowy wynika, że spółka Srebrna, kontrolowana przez fundację Instytut im. Lecha Kaczyńskiego, w której 3-osobowej radzie zasiada Jarosław Kaczyński, nie chce zapłacić za prace wykonane przez Birgfellnera i jego kontrahentów. Opierać ma się temu głównie Małgorzata Kujda, prezes Srebrnej, a także pozostali członkowie zarządu spółki – Janina Goss i Jacek Cieślikowski. Dlaczego? Tego nie wiadomo – prawdopodobnie władze Srebrnej nie chcą uruchamiać własnych funduszy na sfinansowanie prac przy inwestycji, której realizacja okazała się na tyle niepewna i ryzykowna politycznie, że ją wstrzymano. Choć zapis rozmowy na to nie wskazuje, można domniemywać, że decyzję, by nie płacić Birgfellnerowi, akceptuje również Jarosław Kaczyński. Wydaje się mało prawdopodobne, żeby zaufane osoby w spółce działały wbrew woli przedstawiciela jej właścicieli (z relacji „Gazety Wyborczej” wynika, że Jarosław Kaczyński otrzymał pełnomocnictwa do reprezentacji instytutu).

Tę hipotezę potwierdza taktyka negocjacyjna obrana przez Jarosława Kaczyńskiego – nie obiecuje bowiem, że przekona zarząd spółki, nad którą ma przecież kontrolę, aby ten zgodził się zapłacić za prace wykonane dla spółki Nuneaton, założonej specjalnie do budowy wieżowca. To wydawałoby się najprostszym wyjściem, wymagającym jednak osobnej umowy – Birgfellner ustami tłumaczki mówi zresztą, że to normalna praktyka w takich projektach. Prezes PiS zastrzega co prawda, że zapyta prawników z kancelarii Baker MacKenzie, którzy ponoć znaleźli sposób na przerzucenie swoich wierzytelności ze spółki Nuneaton na Srebrną, czy podobny manewr można zastosować także w tym przypadku (nazywa to w rozmowie „fazą pierwszą”), ale kilka razy daje do zrozumienia Birgfellnerowi, że preferuje „fazę drugą”, czyli rekompensatę metodą „na sąd”. Mówi austriackiemu inwestorowi: pozwij Srebrną, zawrzemy ugodę przedsądową i na tej podstawie wypłacimy ci pieniądze. A gdyby jednak do procesu doszło, to zeznam na twoją korzyść (za zarząd spółki nie ręczę).

Ci, którzy mieli biznesowo do czynienia z kontrahentami, którzy ociągają się z płatnością za wykonane usługi, doskonale wiedzą, czym to pachnie – zazwyczaj w takich sytuacjach żadnej ugody nie ma, wykonawcę usług ciąga się po sądach, składając kolejne odwołania lub zaświadczenia lekarskie o niemożności stawiennictwa, dochodzenie roszczeń trwa latami, a składający pozew dodatkowo opłaca z góry zabezpieczenie uzależnione od wartości sporu. Taki podmiot jest więc w dużo słabszej pozycji negocjacyjnej i często zdarza się, że w ramach ugody rezygnuje z części roszczeń, by zminimalizować straty wynikające z długotrwałej batalii. Geralda Birgfellnera mógł utwierdzić w przekonaniu, że nie zobaczy żadnych pieniędzy, komentarz, jaki padł po uwadze Grzegorza Jacka Tomaszewskiego, że „wedle naszego kodeksu spółek handlowych ani udziałowcy, ani akcjonariusze nie odpowiadają za zobowiązania spółki. Po to wybierają sobie rady nadzorcze czy też zarządy tych spółek, żeby one działały racjonalnie”. Jarosław Kaczyński odpowiedział wtedy: „W ogóle cały pomysł na spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością jest właśnie taki, no, dlatego zmieniła światową gospodarkę”. Dał tym samym jasno do zrozumienia, że zamierza grać atutem ograniczonej odpowiedzialności. Birgfellner musiał zdać sobie z tego sprawę przed spotkaniem, bo prawdopodobnie nie nagrałby rozmowy.

I mimo że jest to „typowy spór biznesowy”, jak napisał Grzegorz, to jednak fakt, że Jarosław Kaczyński decyduje się na zgodną z prawem, ale wątpliwą etycznie taktykę opóźniania płatności, pozwala czuć co najmniej niesmak.

 

Czy to afera PiS? 3/10

Srebrną wiąże z PiS tylko, i aż, wieloosobowa unia personalna. Spółka kontrolowana jest przez wiernych ludzi Jarosława Kaczyńskiego oraz jego samego – rozdział poczynań jej członków od kontekstu stricte partyjnego jest więc (znowu) tylko, i aż ,formalny. W powszechnym odbiorze może wytworzyć się więc przekonanie, że deweloperski projekt w symbolicznej formie bliźniaczych wież o symbolicznej (choć roboczej) nazwie K-Towers, w której ma się mieścić centrum kongresowe i prawdopodobnie nowa siedziba PiS, jest de facto partyjnym przedsięwzięciem. W rzeczywistości tak jednak nie jest – przemyślana formalna konstrukcja całego projektu może utrudnić postawienie zarzutu o złamanie zakazu prowadzenia działalności gospodarczej przez partie polityczne, ponieważ wszystko robione jest w białych rękawiczkach.

Prawo i Sprawiedliwość może jednak stracić na tej sprawie, bo problemy może mieć utożsamiany z tą partią Jarosław Kaczyński, o czym poniżej.

 

Czy to afera Jarosława Kaczyńskiego? 7/10

W upublicznionej rozmowie Jarosław Kaczyński jawi się jako legalista, zaznajomiony z tematyką prawa handlowego i twardy negocjator biznesowy. Upada mit starszego pana bez konta i prawa jazdy. W tym sensie wizerunek szefa PiS został zdecydowanie ocieplony.

Problem pojawia się w związku z zakazem prowadzenia działalności gospodarczej przez czynnego posła, którym jest Jarosław Kaczyński. Nie jest on co prawda reprezentantem spółki figurującym w oficjalnych rejestrach, ale fakt udzielenia mu pełnomocnictwa do reprezentacji w rozmowach z Birgfellnerem może być w tym zakresie mocno problematyczny. Jarosław Kaczyński prowadzi regularne negocjacje biznesowe, nadzoruje wykonanie projektu, wielokrotnie spotykając się z inwestorem i zarządem spółki. Nosi to mocne znamiona prowadzenia działalności gospodarczej w imieniu podmiotu, który go do tego upoważnił.

Oprócz aspektu stricte formalnego pojawia się jeszcze rysa na wizerunku Jarosława Kaczyńskiego. Wykorzystuje on bowiem do realizacji swoich celów (a może ambicji?) instytucje finansowe, na które pośrednio ma wpływ dzięki swojej politycznej pozycji – w upublicznionej przez „Gazetę Wyborczą” rozmowie kilka razy pada nazwa Banku Pekao SA, kontrolowanego przez skarb państwa. Ktoś mógłby powiedzieć, że wykorzystując swoją polityczną pozycję „buduje się za cudze pieniądze” – chodzi o projekt wart 1 mld zł, w którym Srebrna miałaby 30 proc. udziałów. Wraz z upadającym mitem starszego pana z kotem upada również mit państwowca, który publicznie deklarował, że do polityki nie idzie się dla pieniędzy. Kontrolowana pośrednio przez Kaczyńskiego Srebrna czerpałaby 30 proc. zysków z inwestycji, a sam Kaczyński z ascety staje się oligarchą.

Do odbioru społecznego doliczyć trzeba jeszcze nastroje w samym PiS. Wśród polityków, którym w ramach inicjatywy pod hasłem „Skromność+” obcięto ostatnio uposażenia, wykonany z rozmachem projekt biznesowy rodzić będzie pewnie kilka niewygodnych pytań, które będą chcieli zadać kierownictwu partii na kolejnym jej zjeździe.

 

Czy to afera Pekao Michała Krupińskiego? 8/10

Mimo oświadczeń o niezależności i transparentności w podejmowaniu decyzji o udzielaniu kredytów, zaangażowanie Michała Krupińskiego, prezesa Banku Pekao SA, w projekt budowy wieżowców Srebrnej stawia go w mocno podejrzanym świetle. Z rozmowy wynika, że osobiście angażował się w nadzór nad procesem inwestycyjnym – niewykluczone, że pośredniczył w zatrudnieniu rzeczoznawców, którzy dla spółek Birgfellnera sporządzili ewaluację projektu budowlanego. Znając wewnątrzbankowe procedury, mógł podpowiadać wnioskującym, co spółki powinny przedstawić, by zwiększyć szanse na uzyskanie pozytywnej decyzji o przyznaniu kredytu. Tę hipotezę wspierają doniesienia o kilkakrotnych spotkaniach Michała Krupińskiego z Jarosławem Kaczyńskim i członkami zarządu Srebrnej. Dyspozycyjność prezesa Pekao SA może zaskakiwać innych klientów banku, którzy zapewne nie mieli świadomości, że istnieje możliwość, by w roli concierge’a przy składaniu wniosku kredytowego występował sam prezes banku. To oczywiście drwiny, ale mówiąc serio, sprawą dość szybko powinna zająć się Komisja Nadzoru Finansowego – znając życie, zapewne już „przygląda się sprawie”. Nie ma oczywiście mowy, by tego typu działalność zagrażała stabilności Pekao, ale niektórzy klienci banku mogą zacząć się zastanawiać, jaka część z opłat, które ponoszą, idzie na sfinansowanie ryzyka kredytowego inicjatyw quasi-partyjnych powiązanych z PiS? Pekao ma zapewne mocną dokumentację uzasadniającą merytorycznie zaangażowanie finansowe w te projekty, ale kumulacja tych inicjatyw w jednej instytucji daje do myślenia – oprócz budowy wieżowców można wymienić chociażby kredyt dla kontrolowanej pośrednio przez senatora PiS Grzegorza Biereckiego spółki Fratria na zakup Eurozetu, właściciela m.in. Radia Zet i Antyradia. Reasumując, problem Michała Krupińskiego może stać się w ten sposób problemem Banku Pekao, do którego przylepi się łatka partyjnego banku „na telefon”.

Paweł Sołtys
Paweł Sołtys