A miało być tylko biało-czerwono

Straty poniesione przez gospodarkę narodową, czyli po prostu przez Polskę, z powodu nagle przeforsowanego przez PiS wolnego 12 listopada można tylko oszacować.

 

 

 

 

 

Sami autorzy ustawy, tak nieuczciwej wobec budujących przyszłość kraju przedsiębiorców, przyznając, że „niewątpliwie może mieć negatywny wpływ na wzrost gospodarczy”, szacowali je na 0,2 proc. PKB, czyli 4 mld zł. Rzeczywiste były znacznie większe, to 6-7 mld zł. Nakazane nieróbstwo, które w obiegu prawnym zaistniało dopiero… 8 listopada, uderzyło zwłaszcza w przemysł, budownictwo, transport, handel, finanse, ale także rolnictwo. Straty branżowe absolutnie nie zostały zrównoważone w usługach turystycznych. Na szali pozytywnej można położyć np. sprzątanie czy inne roboty domowe. Osobiście walczyłem z liśćmi, oczywiście po ściągnięciu z masztu flagi, albowiem przedłużenie jej wywieszenia byłoby brakiem szacunku dla Narodowego Święta Niepodległości. Widocznie taki prywatny wymiar całkowitego zastoju państwa w powszednim dniu (w żadnym kalendarzu na 2018 r. nie była to kartka czerwona) miał spowodować „pozytywne skutki społeczne”.

W komentarzu przed wielkim świętem utrafiłem w jego obraz w stolicy, co było łatwe. Napisałem „Najprostsze byłoby zgodne przyjęcie, że podczas obchodów dosłownie każdy element inny niż biało-czerwony to prowokacja — jednak do ich wyeliminowania konieczny byłby przynajmniej świąteczny rozejm”. I takowy oczywiście nie nastąpił — idący pod osłoną wojska w pierwszej, małej części pochodu władcy kraju odcięli się od drugiej tzw. buforem bezpieczeństwa i nawet się nie oglądali. Gigantyczny peleton był w swojej masie również biało-czerwony, jednak prowadzony przez patriotów aż tak patriotycznych, że barwy narodowe im nie wystarczają. Rzeszę otwierały zielone flagi Obozu Narodowo-Radykalnego (ONR) z ręką trzymającą pałę, pardon, miecz. Krocząca obok z własnymi Forza Nuova to organizacja neofaszystowska, chociaż we Włoszech legalna. A przecież według prezydenta i premiera, żadnej łyżki dziegciu w dumnej biało-czerwonej beczce miało nie być! Przy okazji trzeba pamiętać o ważnej okoliczności prawnej. Otóż niezarejestrowany tzw. marsz państwowy, czyli wyizolowana część pierwsza, nie miał podstawy w prawie o zgromadzeniach. Zgodnie z ustawą maszerowała natomiast druga (sądy potwierdziły prawidłowość jej rejestracji), wykorzystująca przepisy o „zgromadzeniach organizowanych cyklicznie”.

W filmie „Zezowate szczęście” z Bogumiłem Kobielą jest scena, której trudno nie pamiętać w odniesieniu do tegorocznego 11 listopada. Zagubiony Jan Piszczyk zabłąkał się w II RP na demonstrację, popierającą mocarstwowość Polski i twardość marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego w konflikcie z Litwą. Niósł transparent i krzyczał „Wodzu prowadź na Kowno”. Do pochodu sanacyjnego podłączyła się jednak ekipa ONR. Skołowany Piszczyk krzyczał więc naprzemiennie: „Na Kowno” dla tych z przodu, a „Precz z sanacją” dla tych z tyłu. Na końcu policja spałowała agresywnych ONR-owców oraz niewinnego Piszczyka. W minioną niedzielę agresji na szczęście nie było, to niewątpliwie dowód społecznego postępu. Niemniej w świat poszły głównie przekazy flag i transparentów, których zgodnie z zapewnieniami władców kraju w ogóle miało nie być. W dniu tak wyjątkowym Polska znowu poniosła wizerunkowe straty. © Ⓟ

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski